Jennifer Lawrence jest jedną z najbardziej cenionych aktorek, która ma na koncie udział w wielu dużych produkcjach. Zdobywczyni Oscara stara się łączyć życie zawodowe z prywatnym. Wraz z mężem Cookem Maroney wychowują dwójkę dzieci.

Macierzyństwo wiąże się z wieloma wyzwaniami i chwilami, kiedy trzeba podejmować trudne decyzje. Jennifer Lawrence jakiś czas temu zauważyła, że jej pies stanowi zagrożenie dla dzieci. Musiała go oddać.

Obecnie Jennifer Lawrence promuje swój nowy film „Die My Love”. Na spotkaniu prasowym w Nowym Jorku aktorka wzięła udział w sesji Q&A, podczas której została zapytana o to, czy woli psy i koty. Wówczas wyznała, że jakiś czas temu musiała oddać swoją chihuahu Princess Pippi Longstocking, po tym jak ugryzła jej syna.

Jeden z psów ugryzł mojego syna. Chciałam wtedy zlikwidować wszystkie psy z tego świata – wyznałą Jennifer Lawrence.

Aktorka zapewnia, że pies ma się dobrze i obecnie mieszka z jej rodzicami. Nie ukrywa jednak, że dziś podchodzi do Princess Pippi Longstocking z bardzo dużą rezerwą.

Pippi jest u moich rodziców i ma się dobrze. Mój syn normalnie podchodzi do psów, a ja prawie jej nie rozpoznaję. To prawie jakby stała się dla mnie zagrożeniem.

Aktorka przyznała też, że dziś bardziej ciągnie ją do kotów. Sama ma pupila o imieniu Fred.

Koty bywają chamskie. Dużo ludzi tego nie lubi. Ale oni nie zdają sobie sprawy, że to jest właśnie w nich zabawne – dodała.