Nostalgia za latami 80. w kinie i telewizji trwa od przynajmniej ćwierćwiecza. Tym samym wręcz nie sposób zliczyć, ilu twórców osadziło swoje filmy w tej barwnej dekadzie, żerując przy okazji na jej charakterystycznym kodzie wizualnym. Jednym z pierwszych filmów, który sygnalizował, że nastanie mode na takie powroty, był „Donnie Darko” w reżyserii Richarda Kelly’ego.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ten niezależny film z 2001 r., będący fascynującą miksturą sporządzoną z science fiction, psychologicznego thrillera, filmu młodzieżowego, a nawet horroru, opowiada o tytułowym bohaterze (Jake Gyllenhaal w przełomowej roli), inteligentnym, ale emocjonalnie niestabilnym nastolatku. Pewnej nocy zostaje wyprowadzony w nocy przez tajemniczą postać w przerażającym kostiumie królika, która przedstawia się jako Frank. Dzięki temu Darko unika śmierci — w jego sypialnię uderza silnik odrzutowy, który spada z nieba w niewyjaśnionych okolicznościach. Bohater zaczyna od tego momnetu zaczyna doświadczać wizji. Frank informuje go, że świat skończy się za 28 dni. Darko stopniowo zostaje wciągnięty w serię coraz dziwniejszych wydarzeń.

Początki nie były łatwe

Jak to często bywa z dziełami tak pomieszanymi gatunkowo, „Donnie Darko” zebrał mieszane recenzje podczas premierowego seansu na festiwalu w Sundance. Jednak gdy w październiku 2001 r. trafił do szerokiej dystrybucji w USA, wielu krytyków doceniło jego wizję. Wybitny amerykański krytyk J. Hoberman stwierdził, że „Donnie Darko” umiejętnie wykorzystał magiczny realizm rodem z „Archiwum X”, by ożywić coś, co można byłoby uznać za rutynową opowieść o nastoletnim niepokoju z przedmieść. „Z jednej strony komiks, z drugiej studium przypadku, jest z pewnością najbardziej oryginalnym i śmiałym amerykańskim filmem niezależnym, jaki widziałem w tym roku” — pisał Hoberman.

Krytyk słusznie zauważył także, że „Donnie Darko” mógł być zainspirowany przez szalenie ambitną i podobnie apokaliptyczną w wymowie „Magnolię” Paula Thomasa Andersona z 1999 r. Na tym oczywiście wpływy się nie kończyły, bo poprzez osadzenie akcji w 1988 r., Kelly mógł w pełni wykorzystać potencjał, jaki stwarza zanurzenie się w kulturze jednego z najbardziej ikonicznych filmowo i muzycznie okresów XX w. Tym samym „Donnie Darko” ma coś zarówno z „Powrotu do przyszłości” z racji motywów podróży w czasie, jak i „Blue Velvet”, gdzie podobnie eksplorowano mrok skrywający się pod sielankową powierzchnią amerykańskiego suburbia.

W filmie pojawiają się m.in. aluzje do „E.T.” i w pewnym momencie bohaterzy oglądają kultowe „Martwe zło” w pustym kinie. Już sama ścieżka dźwiękowa to przegląd dobroci z lat 80. — w różnych momentach słyszymy utwory Echo & the Bunnymen, The Church czy Joy Division.

Jednak w przeciwieństwie do generalnie wydmuszkowych remiksów, jakimi są dzieła pokroju „Stranger Things”, „Donnie Darko” jest kinem wielowymiarowym i intrygująco niejednoznacznym, zapraszającym do ponownych seansów. Wszystkie wątki w filmie są podane w sposób fragmentaryczny, przez co widz sam musi dopowiedzieć sobie sens. A tematycznie dzieje się tu naprawdę sporo, bo poruszane są kwestie związane z lękiem przed śmiercią, dorastaniem, moralną paniką, konformizmem, depresją czy starciem wolnej woli z determinizmem.

Taka, a nie inna konstrukcja narracyjna, jego ponury klimat, a także zły timing (wyświetlono go w kinach sześć tygodni po zamachach z 11 września) sprawiły, że początkowo film zaliczył wtopę w USA. Stopniowo zaczął jednak zyskiwać popularność, między innymi dzięki premierze na VHS i DVD. Tak jak „Mulholland Drive” Davida Lyncha (ten sam rok premiery) czy rok wcześniejsze „Memento”, „Donnie Darko” stał się jednym z pierwszych kultowych filmów ery internetu, skłaniającym widzów na różnych forach do mnożenia swoich interpretacji i szukania klucza do rozwikłania jego zagadkowej treści. Pasja widzów była rzeczywiście żarliwa — w jednym z nowojorskich kin obraz był grany o północy przez kolejne 28 miesięcy. Takie historie były zarezerwowane wcześniej dla klasyków z lat 70. jak „Głowa do wycierania” czy „Rocky Horror Picture Show”.

W 2004 r. widzowie mogli obejrzeć wersję reżyserską filmu, w której Kelly sporo pozmieniał. Wydłużył metraż o 20 minut i dodał elementy, które wyjaśniły niektóre z mniej zrozumiałych aspektów fabuły. Jednak w tym przypadku jego decyzje okazały się nie do końca trafione — wytłumaczył film, który tego nie potrzebował, odzierając go w niemałym stopniu z tajemnicy i niedopowiedzeń.

"Donnie Darko"

„Donnie Darko”Archives du 7e Art/DR / Agencja BE&W

Polska premiera po 25 latach

Dzięki Resetowi, polskiemu dystrybutorowi klasyki kina, od 9 stycznia polscy widzowie po raz pierwszy będą mogli obejrzeć na dużym ekranie oryginalną wersję „Donnie Darko”. Już pod jednym z wpisów na profilu facebookowym dystrybutora można zauważyć, że film wciąż potrafi ekscytować. „To jest wiadomość dnia, tygodnia, miesiąca!!!”, „To chyba najwspanialsze (subiektywnie) repertuarowe ogłoszenie w waszym dotychczasowym katalogu!!!”, „Moje modlitwy zostały wysłuchane. To wiadomość roku” — piszą internauci.

Te szalenie entuzjastyczne reakcje to jedno, ale mamy także wymowną statystykę na portalu Filmweb. W zakładce „najbardziej oczekiwane premiery nachodzących 12 miesięcy”, „Donnie Darko” jest na pierwszym miejscu. Opcję „chcę zobaczyć” zaznaczyło przy tym tytule 102 tys. osób. Na drugim miejscu znajduje się nadchodząca „Odyseja” Christophera Nolana z wynikiem 16 tys. Rzecz jasna tak pokaźna liczba nazbierała się zapewne przez te wszystkie lata istnienia Filmwebu. Wciąż jednak cieszy, że zrobiony za grosze film sprzed 25 lat widnieje wyżej od produkcji twórcy specjalizującego się w spektaklach dla mas.

Najbardziej oczekiwane premiery nachodzących 12 miesięcy na Filmwebie

Najbardziej oczekiwane premiery nachodzących 12 miesięcy na Filmwebiewww.filmweb.pl / na prawach cytatu

Nie cieszy za to dalsza kariera niezwykle dobrze zapowiadającego się Kelly’ego. Choć Amerykanin nakręcił moim zdaniem jeszcze lepszy film, szalone i niestety wciąż niedoceniane arcydzieło „Koniec świata” (2006), to potem jego kariera się wykoleiła. „The Box. Pułapka” z 2009 r. z Cameron Diaz okazał się porażką artystyczną i finansową, co zapewne sprawiło, że Hollywood nie chciało mu już dać kolejnej szansy.

Kelly od tamtego momentu co jakiś czas ogłaszał światu, że robi różne filmy, w tym sequel do „Donnie Darko”, ale ostatecznie żaden z zapowiadanych projektów nie ujrzał światła dziennego. Reżyser twierdzi, że działa obecnie przy 10 różnych produkcjach, które są w różnej fazie powstawania. Aż dziw bierze, że nie rozwinął do tej pory żadnego pomysłu w ramach chociażby studia A24.

W oczekiwaniu na jakikolwiek nowy projekt od Kelly’ego polskim widzom pozostaje po raz pierwszy lub po raz kolejny wykonać skok w głąb króliczej nory, jakim jest oglądanie „Donnie Darko”. To jeden z nie tak znowu wielu przykładów kina z XXI w., które pod płaszczykiem retromanii przemyca egzystencjalny i polityczny niepokój, zmuszając nas do refleksji.