Niemal od początku wojny w Ukrainie Rosjanie – z mniejszym lub większym powodzeniem – atakują ukraińskie zaplecze przy pomocy różnego rodzaju dronów z ładunkami wybuchowymi. Należy do nich m.in. rodzina dronów Geran’, wywodząca się z irańskiej rodziny Shahed. Ze względu na niską cenę Rosjanie mogą wysyłać ich nad Ukrainę dziesiątki, a nawet setki jednocześnie.
Początkowo ich zwalczanie było kłopotliwe, ale z czasem Ukraińcy znaleźli sposoby przeciwdziałania im. Należy do nich stosowanie improwizowanych myśliwców, np. dozbrojonych samolotów szkolnych Jak-52B2, czy nawet śmigłowców rodziny Mi-8/Mi-17. Pomysł był prosty – podlecieć blisko wykrytego drona i ostrzelać go z możliwie bezpiecznej odległości.
Ile plastiku mamy w ciele? Odpowiedź zaskakuje
Uzbrojone Geranie przeciw improwizowanym myśliwcom
Na początku stycznia ukraiński batalion „Darknode” z 412. Brygady „Nemesis” zestrzelił niecodzienny cel. Okazał się nim dron uderzeniowy Geran’-2. Tym razem był jednak uzbrojony w zamontowaną w stosunkowo prosty sposób przenośną wyrzutnię zestawu przeciwlotniczego – prawdopodobnie – 9K333 Wierba (rosyjski odpowiednik polskiego Pioruna). Jest to pocisk samonaprowadzający, wykorzystujący trzy różne metody naprowadzania na cel i wystarczająco nowoczesny, by zapewnić wysoką skuteczność w zwalczaniu celów powietrznych.
Dron uzbrojony w Wierbę. © Licencjodawca | Fot. SZU
Wątpliwości może budzić wykorzystanie pocisku przeciwlotniczego (zasięg do 6000 m, wysokość lotu celu do 3500 m, prędkość maksymalna celu zbliżającego się 400 m/s, a oddalającego się 320 m/s), o ile nie został dostosowany do nowej funkcji. Dostosowany został za to Geran’-2. Od jakiegoś czasu drony te otrzymują złącza danych umożliwiające komunikację dwukierunkową z operatorem, w tym przekazywanie danych o otoczeniu czy kontrolę zamontowanego na dronach wyposażenia i uzbrojenia. W praktyce operator Gerania byłby więc celowniczym systemu powietrze-powietrze, czyli w pewnym sensie „pilotem bezzałogowego myśliwca”.
Co więcej, tego typu „znaleziska” będą się prawdopodobnie powtarzać. W grudniu ten sam ukraiński batalion zdołał zestrzelić podobnego drona, z tym że uzbrojonego w pocisk powietrze-powietrze krótkiego zasięgu R-60M. To lekki pocisk powietrze-powietrze również samonaprowadzający się (źródło ciepła, np. silnik samolotu). Nie jest to nowoczesny pocisk, ale jest wciąż groźny dla lekkich i słabo wyposażonych maszyn. Jest on też – można by rzec – klasycznym pociskiem powietrze-powietrze, w odróżnieniu od Wierby.
Nieco wcześniej Ukraińcy zestrzelili jeszcze innego uzbrojonego drona. Był to Geran’-2, ale tym razem z prawdziwym pociskiem do walki powietrznej: R-60M.
Zestrzelony dron uzbrojony w R-60M. © Licencjodawca | Fot. SZU
Konsekwencje dla Ukrainy
Na razie sukcesy uzbrojonych w ten sposób dronów są raczej pieśnią przyszłości. Nawet rosyjska machina propagandowa niechętnie się nimi chwali. Nie znaczy to, że uzbrojone Geranie (lub inne drony podobnej wielkości) nie będą groźne. Przeciwnie, samo ich pojawienie się nad frontem walk zmienia bardzo wiele.
Dziś do zwalczania Shahedów i innych dronów Ukraina używa systemów przeciwlotniczych, dronów przechwytujących (zaprojektowane do atakowania innych dronów w sposób podobny do pocisków przeciwlotniczych) oraz wspomnianych wyżej improwizowanych „myśliwców”. Te ostatnie odniosły wiele sukcesów. Najbardziej znane są samoloty szkolne Jak-52, które najpierw w improwizowany sposób były dostosowywane do roli „myśliwców”, a potem podjęto próbę budowy bardziej zaawansowanej maszyny „antydronowej” wyposażonej w proste systemy detekcyjne.
Uzbrojenie przywodzi na myśl obrazki z I wojny światowej, kiedy pilot kontrolował maszynę, a strzelec za pomocą karabinu maszynowego (dziś nierzadko karabinu samopowtarzalnego) próbował trafić wrogi samolot. Mimo zdecydowanie improwizowanego charakteru rozwiązania, samoloty te, wraz z podobnie używanymi śmigłowcami, mają odpowiadać za 10-12% całkowitej liczby zestrzeleń rosyjskich dronów w układzie stałopłatu (stan na wrzesień 2025 r.). Są to głównie drony rodzin Orłan, Łancet i Geran’/Shahed. Rosjanie także używają Jaków-52 do tego samego celu.
Ukraińcy przechwytują nowego Shaheda. Przełom na froncie
Jak-52 (obie strony używają też innych samolotów, np. Cessna-172, a także śmigłowców) przywodzi na myśl wszystko, tylko nie współczesny samolot myśliwski. Silnik tłokowy o mocy 360 KM napędza samolot za pomocą śmigła dwułopatowego, co pozwala na osiągnięcie zawrotnej prędkości maksymalnej „aż” 285 km/h (na poziomie morza) i pułapu „aż” 4000 m. Samolot ten nie ma więc wyraźnej przewagi nad Geraniem. Kolejne wersje są coraz szybsze, istnieją nawet odmiany odrzutowe.
Pojawienie się uzbrojonych odmian wymusi bardziej ostrożne operowanie improwizowanymi „myśliwcami” po stronie ukraińskiej, aby nie tracić cennych samolotów i lotników. Być może pojawi się konieczność ich doposażenia w dodatkowe, kosztowne i trudniej dostępne uzbrojenie czy wyposażenie. Dla Rosjan koszt jest niewielki, a nawet uzbrajanie jednego na kilkanaście dronów spowoduje, że skuteczność lotniczego komponentu obrony powietrznej Ukrainy spadnie i to nawet może bez jednego zestrzelonego Jaka czy Mila.
Polski „mikromyśliwiec”
W Polsce podobny pomysł pojawił się przed grudniowym „debiutem” uzbrojonych Gerani, ale tylko jako koncepcja. Podczas wystawy zbrojeniowej MSPO 2025 w Kielcach Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia, Sieć Badawcza Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa i Eurotech wspólnie zademonstrowały bezzałogowy „myśliwiec”. System składa się z drona HAASTA (SBŁ-IL/Eurotech), będącego nosicielem dwóch pocisków powietrze-powietrze (WITU). Sam dron był już przedtem prezentowany w konfiguracji myśliwskiej, choć z uzbrojeniem strzeleckim, które nie zdobyło uznania. HAASTA to nie jest duży samolot bezzałogowy, ma 2,9 m długości, 3,9 m rozpiętości skrzydeł i rozwija prędkość do 280 km/h (z napędem hybrydowym, możliwe jest zastosowanie napędu odrzutowego). Uzbrojenie miałyby stanowić dwa pociski proponowane przez WITU. Pocisk o masie 20 kg (w tym głowica 4,2 kg) rozwija prędkość do 250 m/s i ma zasięg do 15 km, czyli więcej niż R-60M (do 10 km).
HAASTA z pociskami powietrze-powietrze. © Licencjodawca | Fot. BK
Zarówno HAASTA, jak i pocisk od WITU mają być dość tanie, mogą też być używane jako przeciwlotnicze z wyrzutni naziemnych i morskich, więc możliwe będzie ich stosowanie przeciw masowo używanym dronom. Ale to nie wszystko, bowiem parametry systemu umożliwiają dość skuteczne zwalczanie śmigłowców czy nawet lekkich samolotów. Trudno powiedzieć, czy znajdą się pieniądze na dopracowanie tego (lub podobnego) systemu, lecz z pewnością znaleźć mogłoby się dla niego miejsce w systemie obronnym nie tylko Polski, ale również Ukrainy czy NATO.