Ostatni incydent, do którego doszło zaledwie kilka tygodni temu, na długo pozostanie w pamięci mieszkańców Wiecznego Miasta.
Czym zajmuje się youtuber Cicalone?
Jakie grupy przestępcze działają w rzymskim metrze?
Co się wydarzyło 12 listopada 2025 roku na stacji Ottaviano?
Jakie konsekwencje prawne mogą grozić napastnikom Cicalonego?
12 listopada 2025 r. na stacji metra Ottaviano, niedaleko Watykanu, brutalnie pobito Simone Ruzziego, znanego jako Cicalone — byłego boksera i obecnie youtubera dokumentującego działalność gangów kieszonkowców. Atak był szybki, zaplanowany i przeprowadzony z wyraźną intencją. Uczestniczyło w nim kilka osób. Ruzzi otrzymał ciosy w twarz, a gdy upadł, kilkakrotnie kopnięto go w głowę. Silny cios wymierzono także ochroniarzowi, który próbował interweniować. Napastnicy zastraszali świadków, uniemożliwiając nagrywanie zajścia. Napaść — ewidentnie o charakterze zemsty — zakończyła się po kilku minutach, zanim policja zdołała cokolwiek zrobić.

Pobity Simone RuzziInstagram
— Mogli mnie zabić — powiedział Cicalone jeszcze w karetce, pokazując opuchniętą twarz.
Choć zdawał sobie sprawę, że jego działalność naraża go na wrogość zorganizowanych grup złodziei, skala przemocy zaszokowała zarówno jego, jak i opinię publiczną. Od wielu miesięcy jego nagrania z rzymskiego metra, publikowane na YouTubie, przyciągały ogromną widownię. Cicalone pokazywał, jak działają kieszonkowcy: jak obserwują turystów, jak koordynują swoje akcje i jak reagują w sytuacji zagrożenia. Nie unikał przy tym konfrontacji — często wchodził między podejrzane osoby, by je odstraszyć lub zniechęcić. Zdarzało mu się prowadzić mediacje między złodziejami a okradzionymi turystami — nakłaniał tych pierwszych do oddania dokumentów. W podziemiach metra wielokrotnie dochodziło do bójek i wypadków.
W lutym ub.r. 26-letni kieszonkowiec narodowości francuskiej, uciekając przed funkcjonariuszami po cywilnemu, wbiegł do tunelu na stacji Colosseo, blokując ruch pociągów na kilkanaście minut. W maju w tunelu między stacjami Anagnina i Cinecittà znaleziono ciało mężczyzny potrąconego przez pociąg; obok leżały skradziony telefon i portfel. Ofiara pochodziła z Ameryki Południowej.
O rzymskim youtuberze zrobiło się głośno już w 2024 r., gdy na peronie dworca Termini pobito i okradziono 30-latka jadącego na chemioterapię. Mężczyzna przyjechał z prowincji komunikacją miejską i miał w plecaku dokumentację medyczną. Po tym zdarzeniu Cicalone wraz ze swoją ekipą coraz częściej pojawiał się w podziemiach metra, a jego filmy zaczęły krążyć po mediach społecznościowych, zdobywając ogromną popularność.
Materiały te trafiają w czuły punkt. Bezpieczeństwo w metrze od lat jest jednym z najpoważniejszych problemów stolicy. Zorganizowane, często międzynarodowe grupy przestępcze działają według powtarzalnych schematów: polują na turystów w zatłoczonych wagonach, pracują w kilkuosobowych zespołach, a w razie zagrożenia błyskawicznie znikają w labiryncie korytarzy lub reagują agresją. Kradzieże portfeli i telefonów są na porządku dziennym, o czym mieszkańcy mówią z irytacją, a władze — z niechęcią, bo uderza to w wizerunek miasta odwiedzanego rocznie przez miliony turystów.
Były bokser Simone Ruzzi dla jednych stał się bohaterem, symbolem obywatelskiego sprzeciwu, dla drugich to kontrowersyjny samozwańczy „strażnik”, balansujący na granicy prawa.

Rzymskie metroMateusz Wlodarczyk / NurPhoto / AFP
Dwa gangi: Romowie i Latynosi
— Są dwie dobrze zorganizowane grupy: Romowie i Latynosi — opowiadał Cicalone w programie telewizyjnym „Le Iene”, tłumacząc zasady działania przestępców w podziemiach Rzymu. — Romowie „pracują” z gotówką i złotem. Nie interesują ich karty kredytowe, telefony ani dokumenty. Zabierają pieniądze, a resztę natychmiast wyrzucają. To głównie nieletnie dziewczyny. Typują ofiarę już na peronie i wsiadają razem z nią do metra: jedna niby przypadkiem ją popycha, druga w tym czasie niepostrzeżenie wyciąga portfel. Ubrane są jak turystki — mają takie same czapki jak te sprzedawane na straganach przed stacjami, a w dłoniach mapy. Trudno je odróżnić, namierzyć.
Ci, którzy często podróżują rzymskim metrem, potrafią jednak dostrzec te dziewczyny grasujące w grupach. Dawniej Romki wyróżniały się tym, że miały długie spódnice i nosiły dzieci na rękach. Dziś przeszły metamorfozę — dżinsy, sportowe buty, modne torebki i plecaki upodabniają je do młodych turystek przybywających do Rzymu z całego świata.
— „Zarobek” każdej z nich wynosi od 500 do 2 tys. euro dziennie — dodaje rzymski youtuber. — Nie pracują jednak dla siebie. Pieniądze muszą oddać swojemu bossowi.
Młode Romki bywają agresywne: dziewczyny otaczają wybraną ofiarę, popychają ją, krzyczą i obrażają. W takiej sytuacji osaczona, przerażona osoba nie zauważa, że ktoś wkłada jej rękę do kieszeni albo otwiera torebkę. Przestępczynie trudno ukarać — jako nieletnie nie trafiają do więzienia. Choć policja doskonale je zna, niewiele może zrobić.
— Druga grupa to Latynosi z Ameryki Południowej, praktycznie podzieleni na dwa gangi narodowościowe: peruwiański i chilijski — wyjaśnia Cicalone. — Oni zajmują się wszystkim. Kradną nie tylko w metrze, ale również w restauracjach, barach i lodziarniach. Wybierają ofiarę, która wiesza torebkę na krześle lub odkłada plecak na podłogę, siadają przy stoliku jak zwykli klienci, a zanim kelner podejdzie, potrafią ukraść i wynieść upatrzoną rzecz.
Na jednym z filmów youtubera widać południowoamerykańskiego złodzieja, który, udając chorego poruszającego się o kulach, kradł damskie torebki pozostawiane w wózkach na zakupy, podczas gdy ich właścicielki pakowały produkty do reklamówek. Jego wspólnik natychmiast uciekał z łupem.
— Grupy kieszonkowców z Ameryki Łacińskiej są jeszcze bardziej skłonne do przemocy — opowiada youtuber, pokazując nagranie z interwencji w metrze podczas kradzieży dokonywanej przez Chilijczyków. Jeden z nich — znany jako Perez — w krótkich spodenkach, słomkowym kapeluszu, okularach przeciwsłonecznych i z plecakiem, podczas ucieczki po rozpoznaniu rozbił butelkę piwa i zagroził, że rzuci nią w Cicalonego. — Kieszonkowcy południowoamerykańscy „zarabiają” więcej niż Romki: 1,5-3,5 tys. euro dziennie na osobę. Są lepiej zorganizowani i pracują znacznie dłużej, spędzając w metrze czas do późnych godzin — kontynuuje youtuber.
Cicalone nie tylko filmuje złodziei, dzięki czemu można ich rozpoznać, ale także tropi ich i płoszy. Często pomaga turystom odzyskać skradzione dokumenty, a nawet pieniądze. Ale bywa, że musi chronić przestępców przed turystami, którzy potrafią zareagować impulsywnie i użyć przemocy. Kilka miesięcy temu Ruzzi uratował przed linczem innego południowoamerykańskiego złodzieja pobitego na peronie.

Rzymskie metroGilles Targat/Photo12 / AFP
Kontrowersyjny, ale skuteczny
W ciągu trzech lat swojej działalności w rzymskim metrze Simone Ruzzi poznał już wszystkich kieszonkowców, próbując rozmawiać z nimi o powodach, dla których kradną, i zachęcić ich do zmiany trybu życia. Jednemu z południowoamerykańskich złodziei, Rubenowi, udało się w końcu podjąć uczciwą pracę.
Kiedy Cicalone pojawia się w metrze, rzymscy pasażerowie, którzy kolejką jeżdżą codziennie, witają go oklaskami i śpiewają mu piosenki. Niestety, jego obecność zwykle nie wróży nic dobrego — chwilę później w podziemiach coś się wydarza.
Simone Ruzzi deklaruje, że jego celem jest zwrócenie uwagi na problem bezpieczeństwa publicznego i bezkarności złodziei, z których wielu — mimo zatrzymań — szybko wraca na wolność.
Zazwyczaj Cicalone działa wraz ze swoją ekipą filmową, czasem również z innymi aktywistami. Doświadczył już niejednego ataku, lecz żaden nie był tak brutalny jak ten z 12 listopada. W niektórych akcjach towarzyszyli mu znani sportowcy i społecznicy, m.in. mistrz świata w kickboxingu Mattia Faraoni, który brał udział w „polowaniach na kieszonkowców”.
To zajęcie jest nie tylko misją Ruzziego, lecz także źródłem realnych dochodów. Filmy oglądane przez miliony użytkowników przynoszą mu według szacunków nawet 20 tys. euro miesięcznie. Zarabia głównie dzięki aktywności na YouTubie oraz współpracom sponsorskimi. W sieci bywa przedstawiany jako „mściciel z metra”, choć część komentatorów widzi w nim raczej showmana, który miejską przestępczość zamienił w element widowiska. Nie on jeden, na rzymskiej przestępczości, połączonej z przemocą i narkotykami, zarabia już kilku youtuberów.
To właśnie budzi największe kontrowersje. Dla jednych Cicalone jest społecznikiem, który wchodzi tam, gdzie instytucje zawodzą od lat, dla drugich — internetowym gladiatorem, wykorzystującym chaos miasta do budowania własnej marki.
Rzymski przewoźnik ATAC przyznaje jednak, że skala problemu jest ogromna. Na peronach bez przerwy słychać komunikaty „Uwaga na kieszonkowców!”, a między turystami krążą strażnicy i policjanci po cywilnemu. To jednak niewiele zmienia: złodziei nic nie powstrzymuje. Nawet jeśli zostaną aresztowani, szybko wracają „do pracy”. Metro, którym rocznie podróżuje ponad 20 mln osób, stało się ziemią niczyją — sercem prawdziwej miejskiej dżungli.
Fenomen Cicalonego zaczyna przenikać do sfery instytucjonalnej. Youtuber towarzyszył aktywistom podczas wizyt na blokowiskach, nagłaśniał problemy peryferii, odwiedził więzienie Regina Coeli, a niedawno został wysłuchany w parlamencie podczas posiedzenia komisji ds. przedmieść. Jak powiedział parlamentarzystom, „z młodymi na peryferiach trzeba rozmawiać, używając ich języka”.

Tygodnik Przegląd
Sprawcy bezkarni
Napaść na Ruzziego na stacji metra Ottaviano potwierdzają nagrania opublikowane przez youtubera, ujawniające przestępstwo rodzinnego klanu Romów, działającego w Rzymie od lat.
Trzech mężczyzn powaliło Cicalonego na ziemię, a czwarty — ten sam, który wcześniej blokował ochroniarza — kopał go po głowie, powodując obrażenia oka. W tym czasie starszy członek gangu zastraszał świadków, a żona jednego z napastników wykorzystywała zamieszanie do kradzieży.
Sprawców początkowo nie zatrzymano, bo według pierwszej diagnozy obrażenia oceniono na 15 dni rekonwalescencji. We Włoszech to właśnie prognozowany czas potrzebny do wyzdrowienia decyduje o kwalifikacji czynu: krótszy niż 20 dni oznacza lżejsze przestępstwo i skierowanie sprawy do sędziego pokoju. Dopiero prywatne badanie okulistyczne wykazało, że uszczerbek na zdrowiu wymaga ponad 40 dni leczenia, co w świetle włoskiego prawa pozwala zakwalifikować czyn jako poważniejsze przestępstwo i postawić cięższe zarzuty.
W międzyczasie cała rodzina Romów uciekła do Rumunii i ukryła się w luksusowej willi należącej do lidera grupy, Ioana, zbudowanej, jak twierdzi Cicalone, dzięki wieloletnim kradzieżom i oszustwom we Włoszech.
Policja uruchomiła procedury europejskiego nakazu aresztowania. Napastnikom mogą zostać postawione zarzuty ciężkiego uszkodzenia ciała, usiłowania zabójstwa, udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i kradzieży kwalifikowanej. Cicalone podkreśla symboliczny wymiar sprawy — członkowie gangu wciąż publikują w mediach społecznościowych nagrania w luksusowych autach i przy wystawnych posiłkach, drwiąc z wymiaru sprawiedliwości i pokazując, że „przestępczość popłaca”.

Rzymskie metroGilles Targat/Photo12 / AFP
Gdzie przebiega granica?
Rzymski youtuber kwestię bezpieczeństwa podniósł do rangi tematu ogólnokrajowego. Atak na niego wywołał szerszą dyskusję. Jedni popierali go, pisząc, że robił to, czego nie robi państwo: pokazywał zagrożenie i ostrzegał pasażerów. Drudzy krytykowali za to, że jego działania były niebezpieczne i nie zawsze zgodne z prawem: publiczne wskazywanie podejrzanych, filmowanie bez zgody, konfrontacje, a czasem impulsywne reakcje. Nie brakowało opinii, że jego nagrania stygmatyzują określone grupy etniczne czy społeczne, a narracja „bojownika walczącego z kieszonkowcami” jest uproszczona.
Władze miasta po ataku wydały krótkie komunikaty, zapowiadając intensyfikację kontroli i śledztwo w sprawie pobicia. Pasażerowie rzymskiego metra dobrze jednak wiedzą, że zwiększanie liczby patroli niewiele zmieni, jeśli nie zostaną wprowadzone mechanizmy systemowe oraz koordynacja między policją a służbami transportowymi. Problem kieszonkowców to bowiem nie działalność kilku osób, lecz rozbudowana szara strefa, napędzana biedą, migracją i anonimowością wielkiego miasta.
Historia Cicalonego zmusza do postawienia niewygodnych pytań: jaką rolę mogą i powinni odgrywać obywatele w walce z przestępczością i gdzie kończy się zaangażowanie społeczne, a zaczyna ryzykowne wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę?