Pełnomocnik nauczycielki z Kielna: Ta afera jest o niczym 

Media rozpisują o sprawie nauczycielki ze szkoły podstawowej w Kielnie (woj. pomorskie), która miała wyrzucić do kosza krzyż podczas lekcji angielskiego w połowie grudnia. Kobieta, w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim”, stanowczo zaprzeczyła, jakoby wyrzuciła krzyż. Jak zaznaczyła, całe zdarzenie jest „nieporozumieniem”. – Wyrzuciłam cosplayowy gadżet od halloweenowego stroju, którym bawiły się dzieci, a następnie powiesiły go nad klatką chomika, w miejscu, w którym wcześniej wisiał zegar – mówiła i podkreśliła, że „szanuje przedmioty czci religijnej i w życiu nie wyrzuciłaby krzyża reprezentującego wiarę”.

W związku ze sprawą skontaktowaliśmy się z pełnomocnikiem kobiety, prof. Jackiem Potulskim. – Wypowiedzi medialne w tej sprawie, zwłaszcza polityków, abstrahują od rzeczywistości. Nie doszło do żadnego zbezczeszczenia przedmiotu czci religijnej. To nie był krzyż, tylko zwykły gadżet wzięty z jakiegoś przebrania. Ta afera jest o niczym – mówi nam specjalista w zakresie prawa karnego. Ekspert podkreśla, że w wyniku tej sprawy „sama zainteresowana stała się ofiarą gigantycznej przemocy”. – To nie powinno mieć miejsca. To jest niewiarygodne – zaznacza nasz rozmówca.

Zobacz wideo

Robert Biedroń: Ja wyprowadziłem symbole religijne z urzędów, zanim stało się to modne

Duchowny: To na pewno nie był krzyż kultyczny

Do sprawy odniósł się również prof. Andrzej Draguła, duchowny i teolog. „Niektórzy by chcieli, by scenariusz tych wydarzeń był następujący: nauczycielka w akcie nienawiści do religii, Kościoła, samego Pana Boga bierze drabinę, wchodzi, by zdjąć krzyż wiszący w sali (pewno obok godła albo nad drzwiami), a następnie demonstracyjnie, na oczach dzieci, wrzuca go do kosza. Sytuacja byłaby prosta: profanacja, bluźnierstwo, znieważenie przedmiotu czci prowadzące do obrazy uczuć religijnych. Docierające informacje pokazują, że to nie ten scenariusz. Popatrzmy na to z innej strony. Nie w kierunku poszukiwania winnych, ale większego zrozumienia całej sytuacji. To, co się wydarzyło, było ubocznym skutkiem ludyzacji naszej rzeczywistości. To na pewno nie był krzyż kultyczny, z pasyjką, poświęcony znak. Wszystko wskazuje, że ten plastikowy gadżet pochodził ze stroju, z przebrania na Halloween, choć taki sam można by znaleźć także jako element stroju na bal wszystkich świętych. Sfera religijna przeszła do strefy zabawy” – czytamy we wpisie.

„Dzisiaj, na chińskich portalach zakupowych, można sobie kupić dowolny gadżet religijny. Każdy może się pobawić w religię w dobrej lub złej wierze. Dzieci przyniosły taki krzyż i takim się bawiły, zawieszając go nad klatką dla chomika. Czy to kogoś dziwi w epoce, gdy mnie pytają, czy mógłbym odprawić pogrzeb pieskowi? Taka jest wersja nauczycielki. Dlaczego jej nie wierzyć? Oczywiście, powinna być mądrzejsza od dzieci: zabrać zabawkę, schować do szuflady biurka, wyjaśnić kwestię w rozmowie itd. Wyobrażam sobie taką sytuację. Nauczycielka, poirytowana, że dzieci czymś bawią, zabiera i odruchowo rzuca do kosza i rzuca jako zabawkę, a nie jako krzyż. No tak, ale symboliczna siła dwóch belek skrzyżowanych ze sobą jest tak duża, że od religijnego znaczenia krzyża, nawet plastikowego tak zupełnie uciec się nie da. Jednakowoż, stopień owej identyfikacji będzie już zależał od osobistej wrażliwości religijnej, symbolicznej, kulturowej. Strajku i protestów w obronie krzyża ja bym jednak nie ogłaszał” – dodał duchowny. Jak podkreślił, „należy zachować proporcje w reakcji”.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz w artykule: „Afera o krzyż w szkole. Nauczycielka pierwszy raz zabiera głos. Jest też zdjęcie”.

Źródła: Gazeta.pl, X, Andrzej Draguła (Facebook)