Nie ma wątpliwości, że Bengt Jansson jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli czarnego sportu lat 60. i 70. Już jako nastolatek uznany za spory talent, który może iść śladami Ove Fundina. Jako 17-latek zadebiutował w rozgrywkach ligowych, a pięć lat później zadebiutował w finale mistrzostw świata. Pierwsza styczność ze czołówką była dla niego fantastyczną przygodą – 10 punktów dało mu na Wembley wysoką – piątą pozycję. Jego rodacy tego dnia mieli wiele powodów do świętowania, bowiem złoto padło łupem Bjoerna Knutssona, a brąz zawisł na szyi Ove Fundina.

Systematyczny rozwój i dobre wyniki otworzyły mu drzwi do brytyjskich rozgrywek, które wówczas uchodziły za najsilniejszą ligę świata. To było marzenie dla wielu zawodników z całego świata. To kluby wybierały zawodników, a nie odwrotnie. Jansson potwierdzał z kolei, że zasługuje na miejsce w elitarnym gronie.

ZOBACZ WIDEO: Jeszcze niedawno narzekał na przygotowanie toru. Teraz to jego będą mogli krytykować

Już w swoim drugim światowym finale zdobył medal. Musiał zadowolić się srebrnym krążkiem. Kto wie, jakby się zakończyło starcie z Ove Fundinem, gdyby nie jeden błąd. – Przed biegiem losowaliśmy pola, ja miałem pierwsze, on trzecie. On był specjalistą od mijania. Założył mnie na pierwszym łuku. Goniłem go do upadłego, ale nie potrafiłem go minąć. Straciłem złoto, ale za mną było kilku świetnych zawodników, jak Ivan Mauger, którego potrafiłem wyprzedzić w tym finale – mówił Jansson w rozmowie z WP SportoweFakty, która dostępna jest TUTAJ.

W kolejnych latach jeszcze czterokrotnie gościł w finale mistrzostw świata – w 1968 roku, 1971, 1974 i 1977. Tylko raz wjechał na podium, a było to 55 lat temu. Ponownie spotkał się w barażu z Maugerem, ale tym razem stawką był srebrny medal. Także i tym razem to Nowozelandczyk był górą. – On miał taką technikę startu, że nie miałem szans. Czasami sobie myślę, jak on to robił? Czuł tych sędziów, czy co? (śmiech). Zostałem z tyłu, zaraz po starcie i nic nie mogłem już zrobić – wspominał Jansson.

Choć Bengt Jansson nie zdobył indywidualnego złota, dwukrotnie sięgał po triumf w Drużynowych Mistrzostwach Świata wraz z reprezentacją Szwecji. Zdobywał także medale mistrzostw świata par. Był ważnym ogniwem kadry i jednym z zawodników, którzy ugruntowali pozycję kraju Trzech Koron jako jednej z potęg światowego żużla.

21 razy gościł w finale Indywidualnych Mistrzostw Szwecji, ale nigdy nie było mu dane zostać numerem jeden. Dwukrotnie musiał zadowolić się srebrnym krążkiem – w 1972 i 1978 roku. Jak zaznacza – widocznie miał za mało szczęścia, bo konkurencja w jego ojczyźnie była naprawdę duża.

Nie miał także szczęścia do Polski. Trzykrotnie ścigał się w naszym kraju w finałach Drużynowych Mistrzostw Świata i mimo wielu wybitnych wyników, to u nas totalnie mu nie szło. W 21 września 1969 roku w Rybniku wywalczył tylko jeden punkt (0,0,1,0), 26 września 1971 roku we Wrocławiu uzyskał trzy oczka (0,1,-,2), a 18 września 1977 roku – również we Wrocławiu, dwa punkty (1,0,0,0,1).

9 stycznia Bengt Jansson obchodzi 83. urodziny.