Poniżej prezentujemy całą treść listu do redakcji.
Żyłem w Stanach przez 32 lata. Od 7 lat jestem z powrotem w Polsce. Wróciłem z żoną. Jednym z powodów, które wpłynęły na decyzję o powrocie, były właśnie kwestie zdrowotne.
Przez 30 lat pracowałem w jednej firmie, zacząłem w latach osiemdziesiątych. Na początku nasze ubezpieczenie zdrowotne było dobre, pracodawca pokrywał cały koszt i pozwalało ono szukać opieki w dowolnie wybranej placówce, u dowolnego lekarza. Suma dopłacana z własnej kieszeni, tzw. deductible, była stosunkowo niska.
Z upływem lat sytuacja oczywiście się zmieniała i pogarszała. Koszt ubezpieczenia ponoszony przez pracodawcę zaczął drastycznie wzrastać, więc firma zaczęła przesuwać część kosztów na pracowników. Jeżeli wybierało się plan mniej kosztowny, wiązało się to również z ograniczeniem dostępu do placówek medycznych i lekarzy należących do sieci danego ubezpieczyciela.
W ostatnich latach mojej pracy w USA ubezpieczenie kosztowało mnie ok. 190 dol. tygodniowo za plan rodzinny, a firma pokrywała ok. 3/4 kosztów. Był to plan tzw. HMO, czyli najtańszy, ale też najbardziej restrykcyjny. Wszystkie świadczenia medyczne musiały być wykonane przez służbę zdrowia należącą do sieci ubezpieczyciela, żeby większość kosztów została pokryta.
Koszty jednorazowe z własnej kieszeni przy każdej wizycie wynosiły 75 dol. za lekarza rodzinnego i ok. 150 dol. za specjalistę. Koszt mojej ostatniej wizyty na ER, czyli oddziale SOR, wyniósł ok. 1100 dol. za niewielką ranę w łokciu — i to mając ubezpieczenie!
Dalszy ciąg materiału pod wideo
- Dlaczego Pan Mariusz wrócił do Polski?
- Jakie operacje przeszedł Pan Mariusz?
- Ile kosztowały operacje kręgosłupa w Polsce?
- Jakie zmiany zaszły w systemie ubezpieczeń zdrowotnych w USA?
Powrót do Polski
W 2018 r. podjęliśmy decyzję o powrocie do ojczyzny. Podyktowana ona była koniecznością zadbania o zdrowie i zmianą stylu życia na spokojniejszy.
Mój kręgosłup wymagał dwóch operacji: odcinka lędźwiowego i szyjnego. Średni koszt takiego zabiegu w tamtym czasie w Teksasie (stanie, w którym mieszkałem przed powrotem) wynosił 100–130 tys. dol. Pokrycie kosztów z mojej kieszeni w ramach planu rodzinnego wyniosłoby ok. 18 tys. dol., zanim ubezpieczenie zaczęłoby pokrywać 100 proc. wydatków. Składało się na to podwójne deductible (moje i żony na planie rodzinnym) oraz suma, w której ubezpieczenie płaci 70 proc. aż do pułapu, przy którym dopiero przejmuje pełną płatność. I to wszystko oczywiście pod warunkiem ograniczenia się do sieci ubezpieczyciela.
Dlatego nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której poważna choroba czy uraz wymagający operacji może mieć druzgocący wpływ na domowy budżet. Z tego, co się orientuję — a wciąż mam w Stanach syna i latam tam co roku — średnie koszty ubezpieczeń zdrowotnych poszły tam w górę o ok. 300 proc.
Obu operacji kręgosłupa poddałem się w Polsce, w prywatnej klinice w Poznaniu u czołowego neurochirurga, techniką laparoskopową. Koszt wyniósł ok. 4000 i 4500 dol. (po ówczesnym kursie dolara).
Czyli dopiero po powrocie pozwoliłem sobie na operację, podczas gdy w Stanach przez te wszystkie lata ratowałem się głównie farmakologią. Dawałem jakoś radę, póki byłem młody, ale oczywiście do czasu. No i koszty utrzymania rodziny i domu brały jednak górę.
Proszę zobaczyć, z czym musi mierzyć się przeciętny Amerykanin mający do czynienia ze służbą zdrowia. Jako ciekawostkę dodam, że poród w ramach planu, jaki tam miałem, kosztował „szczęśliwych” rodziców ok. 12 tys. dol. z własnej kieszeni.
Mariusz
Wasze doświadczenia
Mieszkaliście za granicą i wróciliście do Polski? Życie na emigracji nie było dla was łaskawe i chcielibyście opowiedzieć o swoich doświadczeniach? A może wręcz przeciwnie — cieszycie się pobytem za granicą? Czekam na wasze wiadomości pod adresem: karolina.walczowska@redakcjaonet.pl