Przedstawiamy różne punkty widzenia
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Wszystkie znaki polityczne, począwszy do kolejnych elekcji, w tym zwłaszcza tej ostatniej prezydenckiej, przez kolejne sondaże, po sygnały docierające z poszczególnych obozów politycznych, zdają się potwierdzać jedno – ani PiS ani KO nie będą w stanie wygrać wyborów w 2027 r. na tyle wysoko, by rządzić Polską samodzielnie.
Jak psychodeliki działają na nasz mózg? Specjalista nie owijał w bawełnę
Warto przypomnieć, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich 18 maja 2025 r. ponad 7,6 mln z 19,6 mln głosujących wskazało na kandydata innego niż reprezentant PiS lub KO.
Rzut oka na trzecie pole
Zanim zastanowimy się: kto w 2026 r. ma szanse obsiać owo trzecie pole polskiej polityki, na które obaj hegemoni tracą wpływ, i kto może spodziewać się rok później wyborczych plonów, spróbujmy oddać krótko specyfikę tej politycznej przestrzeni.
Z pewnością – i to dość kluczowe – jest ona mocno zróżnicowana. Nie obejmuje wyłącznie centrum pomiędzy PiS i KO, ale sięga także daleko na prawo od PiS, oraz – w mniejszym zakresie – na lewo od KO. A wyborcy, którzy ją tworzą, to zarówno zwolennicy centrowego PSL czy Polski 2025, jak i sympatycy Nowej Lewicy i Razem, oraz ci popierający jedną z dwóch Konfederacji.
Co więcej, wyborcy z naszego umownego trzeciego pola różnią się pokoleniowo (młodsi wybierają formacje bardziej skrajne, starsi te bardziej centrowe), jak również pod względem profilu społecznego.
Zmierzch, trwanie, a może nowy początek? O scenariuszach dla PiS na rok 2026 [OPINIA]
Warto przypomnieć, że w wyborach parlamentarnych z 2023 r. ówczesna Trzecia Droga, zdobywając 14,4 proc. głosów, dobre wyniki (powyżej 15 proc. poparcia) odnotowała w Polsce gminnej (miejscowości do 20 tys. mieszkańców), ale także w miastach od 200 do 500 tys. (takich jak np. Lublin, Białystok) oraz w „wianuszkach” wielkich miast (np. wokół Gdańska, Torunia, Bydgoszczy, Poznania). Z tych różnic musi też rzecz jasna wynikać różne zapatrywanie się wyborców na kwestie światopoglądowe (np. ochronę życia), polityczne (np. ocenę UE), czy społeczno-gospodarcze (np. polityki publiczne).
Co zatem wyborców z przestrzeni nazwanej tu umownie trzecim polem łączy? Niemało.
Po pierwsze, i najbardziej oczywiste, to zmęczenie i wyczerpanie trwającym już 20 lat i coraz bardziej dysfunkcjonalnym duopolem PiS-KO. Po drugie, związane z tym, kierowanie się bardziej politycznymi aspiracjami („jakich zmian oczekuję w moim otoczeniu i od państwa”), niż – po mistrzowsku sączonymi przez obu hegemonów – politycznymi emocjami („dlaczego tamci są aż tak niebezpieczni i źli”). Po trzecie wreszcie, dystans wobec wielkomiejskich liberalnych elit, które będąc pierwszymi beneficjentami transformacji ustrojowej Polski, niosły przez lata na sztandarach ideały liberalnej rewolucji nad Wisłą.
Polska polityka 2026: nudy nie będzie [OPINIA]
Pod konfederacką flagą?
Wracając do naszego pytania, można oczywiście założyć, że w 2026 r. nad trzecim polem polskiej polityki, podobnie jak w 2025 r., nadal dominować będą pospołu sztandary Konfederatów. Tych bardziej umiarkowanych od Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz tych radykalnych od Grzegorza Brauna. Taki scenariusz – choć możliwy – nie wydaje się jednak aż tak prawdopodobny, jak jeszcze kilka miesięcy temu.
Konfederacji pierwszej nie służy bowiem przedwcześnie zdobyta wysoka pozycja sondażowa, której trudno bronić miesiącami bez narzędzi politycznych, jakie mają wielkie partie. Rosnącym kłopotem bardziej umiarkowanej Konfederacji jest także – i generalne będzie – przesunięcie polskiej polityki w prawo, na skutek czego uznawani wczoraj za wyrazistych Krzysztof Bosak czy Sławomir Mentzen, dziś są już w politycznym mainstreamie, tracąc tym samym powab antysystemowej świeżości.
Największym jednak ich problemem jest konieczność konkurowania na radykalizm z Grzegorzem Braunem, która ogranicza im drogę do umiarkowanego konserwatywnego centrum, do którego zbliżyła ich kampania prezydencka Mentzena.
Prof. Andrzej Nowak dla WP: Nie wykluczam koalicji PiS z Grzegorzem Braunem
Z kolei sezonowy sukces Brauna to przede wszystkim fenomen skrajnego, antysystemowego protestu społeczno-politycznego, jakich – być może w mniej radykalnej formie – polska demokracja po 1989 r. widziała już kilka.
Ta sama lekcja polskiej demokracji podpowiada jednak również, że droga od radykalnego ruchu protestu pod ekscentryczną flagą, do trwałego, profesjonalnego obozu politycznego, który oferuje w dniu wyborów coś więcej od prowokacji, skandalu czy buntu, jest bardzo długa, a może i nie do przejścia. A w wyborach parlamentarnych 2027 r. będziemy wszak szukać możliwe przewidywalnych kandydatów na rządzenie Polską, a nie na jej ośmieszanie.
Sezon na Grzegorza Brauna [OPINIA]
PiS light albo ludowe skrzydło wyborcze KO?
Scenariusz drugi, jaki trzeba brać pod uwagę, to „wodowanie” w 2026 r. przez samych hegemonów – PiS i KO – nowych przedwyborczych projektów politycznych, uzupełniających ich podstawową ofertę polityczną.
W przypadku pierwszym, mogłaby to być na przykład centroprawicowa formacja polityczna, mocno akcentującego swoją podmiotowość w ramach PiS, Mateusza Morawieckiego. W przypadku drugim, budowanie lub zapowiedź zbudowania przez KO wspólnej listy wyborczej z PSL, która miałaby przyciągnąć przynajmniej część wyborców konserwatywnych, z rożnych powodów nie odnajdujących się dziś ani pod sztandarami PiS, ani KO.
Jednak także i te scenariusze, choć w teorii możliwe, w praktyce będzie bardzo trudno zrealizować. Były premier ma dziś na pewno dużą rozpoznawalność, bezcenne polityczne doświadczenie w rządzeniu państwem, własne zaplecze polityczne i szerokie grono współpracowników, a także – co w polityce ważne – wykuwaną w ostatnich tygodniach dozę politycznej niezależności w ramach PiS. To wszystko sprawia jednak zarazem, że bardzo trudno wyobrazić sobie zbudowanie przez Morawieckiego formacji, która miałaby w sobie powab politycznej nowości, świeżości, jakiejś alternatywności wobec rządów PiS. A to przecież warunek niezbędny w powodzeniu takiego projektu.
Jeszcze mniej prawdopodobna wydaje się wspólna lista KO-PSL. Eksperyment wspólnej listy z większymi liberalnymi i lewicowymi partnerami ludowcy przerobili już w wyborach europejskich 2019 r., ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami. Dopóki więc PSL kierować będą pospołu Władysław Kosiniak-Kamysz z Piotrem Zgorzelskim, dopóty trudno sobie wyobrazić, że ludowcy pójdą do swych konserwatywnych wyborców pod jednym sztandarem na przykład z Barbarą Nowacką czy Sławomirem Nitrasem.
Rok politycznych przetasowań. „Spokojnie już było” [OPINIA]
Duety do politycznej mety?
Jest wreszcie jeszcze jeden scenariusz, być może najbardziej prawdopodobny. Polityczne trzecie pole polskiej polityki zdominować może w 2026 r. nie jedno polityczne ugrupowanie, czy sojusz ugrupowań, ale duet barwnie, wyraziście i przekonująco, rywalizujących ze sobą dwóch formacji.
Gdyby 2026 r. miał być czasem wielkich sporów światopoglądowych, większe szanse na taką udaną grę w duecie, alternatywnym wobec duetu KO-PiS, miałaby oczywiście któraś z formacji lewicowych i stająca z nią w szranki Konfederacja.
Jeśli jednak przyszły rok będzie przebiegał pod znakiem sporu o polskie bezpieczeństwo i utrwalenie polskiej belle époque w niespokojnym świecie – a to wydaje się bardziej prawdopodobne – swe role do odegrania mieć będzie z jednej strony formacja bardziej centrowa, głosząca potrzebę utrwalania wielkiego skoku cywilizacyjnego Polski po wejściu do UE, i formacja bardziej rebeliancka, głosząca potrzebę zasadniczej rewizji, zarówno dotychczasowego euroatlantyckiego konsensusu polskiej polityki, jak i kształtu państwa budowanego przez kolejne rządy PiS i PO. W pierwszej roli wyobrazić sobie można jakąś polityczną formułę współtworzoną na przykład przez ludowców, w drugiej Konfederatów.
Aby taki plan się powiódł, obie takie formacje, musiałyby nie tylko barwnie i przekonująco rywalizować między sobą, ale równie efektownie i przekonująco odróżniać się także od obu hegemonów. To zaś będzie musiało powodować, przynajmniej rytualne, napięcia wewnątrz rządzącej koalicji.
I to jeszcze jedno z wyzwań, na które musi być gotowy w 2026 r. premier Donald Tusk.
Dla Wirtualnej Polski Sławomir Sowiński
Sławomir Sowiński jest politologiem z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW, specjalizuje się w badaniach nad polityką i religią oraz współczesnymi procesami politycznymi. Autor książki „Boskie, cesarskie, publiczne. Debata o legitymizacji Kościoła katolickiego w Polsce w sferze publicznej w latach 1989-2010”.