Polska staje w obliczu kolejnej fali podwyżek opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Analiza sytuacji w dziesiątkach gmin wskazuje na wspólny mianownik: systemy przestają się bilansować, a ustawowy obowiązek samofinansowania się gospodarki śmieciowej nie pozostawia radnym wyboru. W niektórych lokalizacjach stawki od nowego roku sięgają nawet 53 zł od osoby miesięcznie. To drastyczny skok, który uderzy w domowe budżety, szczególnie w przypadku rodzin wielodzietnych. Skala zjawiska jest ogólnopolska, a najbardziej jaskrawe przykłady pochodzą zarówno z dużych aglomeracji, jak i mniejszych gmin, które dotąd starały się utrzymywać ceny na relatywnie niskim poziomie.
Głównym motorem napędowym zmian są czynniki makroekonomiczne, na które samorządy mają ograniczony wpływ. Poszczególne miasta tłumaczą się w różny sposób. Jak wyjaśniają przedstawiciele urzędu miasta w Garwolinie na oficjalnej stronie miasta, na ostateczny rachunek wystawiany mieszkańcowi składa się długa lista kosztów operacyjnych. Kluczowe znaczenie ma wzrost cen energii elektrycznej oraz paliw, które są niezbędne do napędzania śmieciarek i obsługi instalacji przetwarzania odpadów. Do tego dochodzi systematyczne podnoszenie płacy minimalnej, co bezpośrednio przekłada się na koszty zatrudnienia pracowników fizycznych oraz kierowców. Nie bez znaczenia jest również tzw. opłata marszałkowska, czyli koszt składowania odpadów, który regularnie rośnie, wymuszając na gminach coraz wyższą efektywność w segregacji.
W co inwestować w 2026? Doradca odpowiada
Ekonomiczna pułapka systemu odpadowego
Sytuacja w Bielsku-Białej jest modelowym przykładem problemów, z jakimi borykają się polskie miasta. Tamtejsi radni zdecydowali o podniesieniu stawki o około 25 proc., co oznacza wzrost z 28 zł na 35 zł od osoby. Władze miasta tłumaczą, że korekta jest niezbędna ze względu na drastyczny wzrost kosztów zagospodarowania odpadów w regionalnych instalacjach. Podobna argumentacja płynie z Rybnika, gdzie stawka ma wzrosnąć z 31 zł do 38 zł. Tamtejsi urzędnicy, cytowani przez portal Rybnik.com.pl, podkreślają, że system musi się bilansować, a obecne wpływy od mieszkańców nie pokrywają już realnych wydatków ponoszonych przez miasto na odbiór i utylizację śmieci.
Wzrost konsumpcji to kolejny czynnik, który paradoksalnie uderza w finanse samorządów. Więcej kupowanych dóbr to więcej opakowań, a co za tym idzie – większa masa odpadów do przetworzenia. Serwis Limanowa.in zwraca uwagę, że w tamtejszym regionie odnotowano znaczący wzrost ilości generowanych śmieci, co przy stałych stawkach generowało deficyt w miejskiej kasie. Nowe stawki mają za zadanie uszczelnić ten system. Z kolei w Wejherowie władze miasta zaznaczają, że nowe regulacje są wynikiem konieczności dostosowania się do wymogów ustawowych i rosnących wymagań dotyczących poziomów recyklingu, których nieosiągnięcie grozi gminom wysokimi karami finansowymi.
Dla przeciętnej polskiej rodziny te zmiany oznaczają realne uszczuplenie portfela. Według wyliczeń serwisu Interia Biznes, w skrajnych przypadkach czteroosobowa rodzina może wydawać na wywóz śmieci nawet 2500 zł rocznie. To kwota, która zaczyna konkurować z wydatkami na energię elektryczną czy gaz. Polsat News informuje, że w niektórych gminach miesięczne rachunki za same odpady dla jednego gospodarstwa domowego mogą sięgnąć 185 zł, co staje się istotnym obciążeniem dla osób o niższych dochodach oraz emerytów.
Odpady z Niemiec. Skarbówka zatrzymała ponad 37 ton złomu
Absurdy i walka o każdą złotówkę
Pojawiają się również sytuacje nietypowe, które obnażają luki i specyficzne konstrukcje lokalnych systemów. Portal Jawny Lublin opisuje historię mieszkanki, której opłata za śmieci wzrosła z 36 zł do aż 130 zł. Powodem nie była jednak zmiana liczby domowników, ale fakt posiadania tzw. zielonego tarasu. W Lublinie system naliczania opłat w pewnych przypadkach powiązany jest z powierzchnią lub specyfiką nieruchomości, co prowadzi do sytuacji, w których właściciele mieszkań z dużymi tarasami są traktowani inaczej niż lokatorzy standardowych bloków. Takie przypadki budzą ogromne kontrowersje społeczne i stawiają pod znakiem zapytania sprawiedliwość obecnych metod naliczania danin.
Zupełnie inne podejście zastosowano w Tomaszowie Mazowieckim. Tam, jak informuje serwis Nasze Miasto, wprowadzono dualizm w systemie opłat. Mieszkańcy domów jednorodzinnych zapłacą o 10 zł więcej od osoby, natomiast w przypadku lokatorów bloków stawka została powiązana ze zużyciem wody. To popularna, choć kontrowersyjna metoda, która ma na celu wyeliminowanie problemu osób „niezameldowanych”, które realnie generują odpady, ale nie figurują w deklaracjach śmieciowych. Podobną ścieżkę zmian w systemie naliczania ogłosił Świdnik, dążąc do większej szczelności i sprawiedliwości w rozliczaniu kosztów.
Podwyżki cen za śmieci w wybranych miastach © Licencjodawca
Nie wszyscy włodarze godzą się na podwyżki bez walki. W Otwocku prezydent miasta publicznie zadeklarował chęć zatrzymania wzrostu cen, mimo że obiektywne koszty rosną. Jak podaje Radio Kolor, samorządowiec szuka oszczędności wewnątrz systemu i optymalizacji logistyki, by nie obciążać mieszkańców kolejnymi daninami. Z kolei Radio Bielsko informuje o gminie Jaworze, która na tle sąsiednich miejscowości, w tym samego Bielska-Białej, planuje utrzymać dotychczasowe stawki w nadchodzącym roku. Jest to jednak sytuacja wyjątkowa, wynikająca z wcześniejszych nadwyżek w systemie lub wyjątkowo korzystnych umów z firmami odbierającymi odpady.
Perspektywy i nieuchronność zmian
Niestety, dla większości Polaków prognozy nie są optymistyczne. Nawet tam, gdzie podwyżki jeszcze nie weszły w życie, są one planowane w perspektywie najbliższych miesięcy. Warszawa, która obecnie korzysta z pewnych mechanizmów osłonowych, przygotowuje się na powrót do wyższych stawek w kwietniu 2026 roku. Jak wyjaśnia portal HaloUrsynow, obecne niższe opłaty są wynikiem wykorzystania nadpłat z lat ubiegłych, ale ten bufor bezpieczeństwa powoli się wyczerpuje. Stolica będzie musiała wrócić do rynkowych realiów, co dla mieszkańców będzie oznaczało bolesny powrót do starych, wyższych cenników.
W Nowym Sączu podwyżka wejdzie w życie od lutego, o czym informuje serwis DTS24. Podobny scenariusz czeka mieszkańców gminy Nieporęt, gdzie nowe stawki zaczną obowiązywać w tym samym terminie. Wszędzie argumentacja jest niemal identyczna: droższa praca, droższy transport, droższa utylizacja. Dziennik Fakt zauważa, że dla wielu osób barierą psychologiczną była kwota 30-35 zł, ale obecnie coraz więcej gmin śmiało przekracza granicę 40 zł, a nawet 50 zł od osoby. Samorządowcy w rozmowach z Portalem Samorządowym przyznają anonimowo, że boją się reakcji mieszkańców, ale jeszcze bardziej obawiają się zapaści finansowej zakładów komunalnych, które bez dodatkowych środków nie będą w stanie odbierać nieczystości zgodnie z harmonogramem.
Eksperci podkreślają, że problemem jest również brak rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP). Gdyby firmy wprowadzające opakowania na rynek w większym stopniu partycypowały w kosztach ich utylizacji, obciążenie mieszkańców mogłoby być mniejsze. Dopóki jednak system opiera się głównie na opłatach od obywateli, każda zmiana w kosztach operacyjnych będzie znajdowała odzwierciedlenie w comiesięcznych rachunkach.
„Sytuacje jak w Neapolu”. Śmieci zasypią polskie gminy?
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl