Piotr Korczarowski wszedł do oktagonu Prime MMA po raz drugi. Przed pierwszym występem polityk był bohaterem konferencji prasowych, ale w walce z Mariuszem „Dżagą” Ząbkowskim pokazał mało ciekawego. Został zdyskwalifikowany za nieprzepisowe ciosy i mało wskazywało na to, że nauczył się ich poprawnego wyprowadzania przed walką.

Ledwo rozpoczęły się przygotowania do 15. edycji Prime MMA, a Piotr Korczarowski już skończył z podbitym okiem. Był to efekt potyczki z Jasiem Kapelą na konferencji prasowej, który jednak nie był przeciwnikiem życiowego partnera Marianny Schreiber na karcie walk. Organizacja zestawiła go z Jakubem „Paramaxilem” Frączkiem.

Piotr Korczarowski wystąpił jako obrońca konserwatywnych wartości, „Paramaxil” zwolennikiem swobody w obyczajach.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać

Wojownicy ruszyli na siebie, jakby postawili sobie za punkt honoru najwcześniejszy nokaut wieczoru. Rzucanie na lewo i prawo pięściami kosztowało dużo energii, przez co po minucie wymiany straciły impet. W pewnym momencie Piotr Korczarowski wyglądał na zamroczonego, ale wybronił się bez problemu. Im dalej było w walkę, tym tempo spadało.

„Paramaxil”, zgodnie z deklaracjami, w ogóle nie trenował przed walką z politykiem, co odbiło się na jego kondycji w drugiej rundzie. – On nie ma sił, seriami Piotrek – mobilizowała Marianna Schreiber swojego ukochanego, ale i Korczarowski zaczął bić ciosy praktycznie bez wagi.

Na minutę przed końcem wojownicy nawet nie udawali, że pozostał im jakikolwiek inny atut niż charakter. Sześć minut to było zdecydowanie za dużo dla obu, więc musieli decydować sędziowie. Jednogłośna decyzja oznaczała zwycięstwo „Paramaxila”, choć były współpracownik Grzegorza Brauna wyglądał na rozczarowanego.