Scenariusz dla polskich kibiców, gdy mowa o wielkich walkach na szczycie wagi ciężkiej, znów się potwierdził. Mocnych kart, patrząc na dotychczasowy przebieg karier Damiana Knyby i Agita Kabayela było niewiele, ale ciosy w wadze ciężkiej zawsze mogą odwrócić sytuację i nadać zaskakujący bieg wydarzeniom.
Damian Knyba komentuje porażkę przed czasem. Znaczące słowa Polaka
Polak, tak jak zapowiadał, bez kompleksów przystąpił do wczorajszej potyczki w Niemczech. I znakomicie zaprezentował się w pierwszej rundzie, będąc pięściarzem właściwie pod każdym względem lepszym od posiadacza mistrzowskiego pasa w wersji tymczasowej. Świetnie pracował „jabem” (cios prosty tzw. przednią ręką), a także doskonale trafiał Kabayela z prawej ręki. W dystansie były to długie prawe proste i sierpowe, a w bliskim kontakcie „strzelał” bardzo dobrymi uderzeniami podbródkowymi. Nie było dziełem przypadku, że już po 3 minutach rozciął Niemcowi powiekę.
Druga runda już nie była tak efektowna, bo coraz bardziej rozkręcał się Kabayel. Wciąż nacierał na Polaka i zaczął realizować taktykę, czyli trafiał ciosami na dół, co przyniosło wielki efekt już w trzeciej odsłonie. Polak przyjął bardzo mocny prawy, który nim zachwiał i faworyt już nie odpuszczał. Brak doświadczenia sprawił, że Knyba chaotycznie walczył o przetrwanie, by nie zaliczyć nokdaunu, ale sędzia Mark Lyson uznał, że tu już potrzebna jest zdecydowana interwencja. I zastopował naszego rodaka.
– Po pierwszej rundzie czułem, że Kabayel był skrojony pode mnie. Naprawdę dobrze mi się z nim boksowało, wszystkie ciosy wchodziły. Nie jest jakoś ruchliwy, szedł do przodu z głową w miejscu, więc łatwo było każdy cios ulokować. Też te jego ciosy były stosunkowo widoczne i nie trafiał mnie nie wiadomo jak mocno Teraz jak powiem, że nie bił mocno, to będą robić memy jak ze Szpilką po Wilderze. Generalnie nie miał takiego walnięcia, żeby mnie wyrywało z butów. Zadawał jednak dużo ciosów, co było irytujące, ale wiedziałem, na co się piszę – mówił Knyba przed kamerą ringpolska.pl.
I bardzo szybko zwrócił się do kibiców, którzy choć w zdecydowanej mniejszości, to zagrzewali go do boju. Miał na myśli także tych wszystkich, którzy przed walką uwierzyli w jego słowa.
– Naprawdę miałem wszystkie atuty, żeby to wygrać. I wstyd mi, że mi się to nie udało. Miałem życiową szansę, której nie wykorzystałem. Jest mi za to wstyd i chciałbym przeprosić kibiców – podkreślił pięściarz.
W ostatniej rozmowie z Interią Knyba zapewniał, że jest w życiowej formie. Wprawdzie wskazywał, że były pewne komplikacje, ale mimo to wierzył, że do ringu wejdzie w wersji 2.0. Po walce przyznał, że nie wszystko udało się wypracować. – Szczerze i krótko mówiąc, nie miałem aż takiej wydolności, jaką powinienem mieć, tym bardziej że walka toczyła się w wysokim tempie. Oczywiście na to się pisałem – zaznaczył, nie szukając winnych.
Wysokie tempo to jedno, ale w pierwszej rundzie Polak też stracił sporo energii, bo można było odczuć, że w większość ciosów wkłada dużo siły.
– Trochę się nakręciłem i dużo biłem, ale skoro moje ciosy wchodziły, to wiedziałem… I generalnie taki był plan, żeby go znokautować. Chciałem go zrealizować, wiedząc że wszyscy tam są przeciwko mnie. Później jednak słyszałem, że sędziowie wpisywali coś na moją korzyść… – mówił Polak.
Knyba zaskoczony. Oto co zrobili sędziowie na kartach punktowych
Właśnie ten ostatni, w rozmowie z red. Michałem Koprem z ringpolska.pl, zdradził, jak wyglądały karty punktowe do feralnego momentu, czyli po dwóch pierwszych rundach. – „Według Daniela Van de Wiele po dwóch rundach Knyba prowadził 2-0 u dwóch sędziów, u trzeciego (Daniela) było 1-1” – przekazał obecny w Oberhausen reporter.
– Cóż, zdecydowanie wygrałem dwie pierwsze rundy, ciężko byłoby je przypisać na jego korzyść. Ale co, na pewno trafił mnie kilkoma ciosami, trochę przez moją głupotę byłem nieszczelny w obronie, ale byłem sto procent świadomy. Myślę, że sędzia przerwał to zdecydowanie za wcześnie, byłem na to strasznie wkurzony. Czy to zmieniłoby wynik walki? Tego nie mówię, pewnie nie, godzę się z porażką i oddaję Kabayelowi respekt, bo nie jest dla mnie wstydem przegrać z mistrzem. Wstyd mi tylko tego, że nie wykorzystałem życiowej szansy, z czego trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej – podsumował Knyba.
Z kolei Kabayel po walce stwierdził, że w pierwszej rundzie nie był skoncentrowany na planie. – Po niej w narożniku usłyszałem: „wszyscy są tu dla ciebie, skoncentruj się i boksuj. Zostało 11 rund” – powiedział.
Następnie zapytał tłumu, kto ma być jego kolejnym przeciwnikiem. W hali poniosło się zwłaszcza jedno nazwisko, mianowicie „Usyk”, na co Niemiec kurdyjskiego pochodzenia zareagował z zadowoleniem.
– Czekałem długo. Dajcie mi walkę o pełnoprawny pas, jestem na to gotowy – upomniał się o główny tytuł WBC, który jest w posiadaniu Ukraińca.
Trener Tomasz Dylak o srebrnym medalu Julii Szeremety. WIDEOArtur GacINTERIA.TV

Damian Knyba i Agit kabayelBERND THISSENDPA

Agit KabayelBERND THISSENDPA

Damian Knyba między rundami w swoim narożnikuBERND THISSENDPA
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
