Pogoda od rana robiła wszystko, by storpedować pożegnanie Kamila Stocha z zawodami Pucharu Świata w Polsce. Obfite opady śniegu, pomarańczowe alerty z tym związane i minimum 15 centymetrów świeżego puchu w połączeniu z silnym wiatrem nie dawały żadnej nadziei na skakanie. Nagle, tuż przed rozpoczęciem serii próbnej, pogoda jakby zlitowała się nad polskimi kibicami, którzy niemal w komplecie zjawili się pod Wielką Krokwią.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Ten scenariusz jakby był już znany. 15 lat temu, zanim Adam Małysz ogłosił, że kończy karierę, odbył się ostatni konkurs w Polsce z jego udziałem. Wówczas konkurs także był torpedowany przez silnie padający śnieg, a wiatr rozdawał karty. Kamil Stoch był liderem po świetnym skoku, a chwilę później Wielka Krokiew nagle zamarła, gdy Małysz upadł po lądowaniu na miękkim zeskoku. Kilkadziesiąt minut później zapanowała jednak euforia, gdy Stoch obronił swoją pierwszą pozycję i po raz pierwszy w karierze wygrał zawody Pucharu Świata.

W niedzielę kibice z pewnością nie mieliby nic przeciwko temu, by taki scenariusz się powtórzył. Ponad 17 tysięcy kibiców przyszło pod Wielką Krokiew z transparentami „dziękujemy, Kamil”, by w ten sposób podziękować Stochowi za lata jego wspaniałej kariery. Z drugiej strony kibicują także Kacprowi Tomasiakowi, by ten po raz pierwszy w karierze stanął na podium w konkursie indywidualnym.

A nadzieje są poważnie rozbudzone po tym, co Tomasiak pokazał w sobotę. Polacy w konkursie duetów zajęli 3. miejsce, dzięki wspaniałej postawie niespełna 19-letniego lidera polskiej kadry. Tym samym zanotowali pierwsze podium w tym sezonie. I wielu z obecnych na Wielkiej Krokwi miało nadzieję, że Tomasiak będzie w stanie powtórzyć ten sukces także w niedzielę. W jakim innym miejscu miałby osiągnąć taki sukces, jeśli nie na Wielkiej Krokwi, która widziała 5 z 39 zwycięstw Kamila Stocha czy 4 z 39 wygranych Adama Małysza.

I od początku konkursu wszystko się zgadzało. Obfity śnieg, wiatr zmieniający siłę i kierunek sprawiały, że wszyscy wiedzieli, że to nie będzie łatwy. Trzeba jednak oddać, że stojąc pod skocznią, czuło się w powietrzu, że to nie jest zwykły konkurs. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak bajkowy obrazek malowała pogoda w Zakopanem.

Nikt jednak nie przewidziałby tego, co działo się tuż po ostatnim skoku Kamila Stocha. 119,5 metra, dopiero 42. miejsce i zupełna cisza, która zapanowała na Wielkiej Krokwi. Nie tak sobie wyobrażał te zawody, jednak ważniejsze było to, co działo się dopiero po konkursie.

Wszyscy zapomnieli o tym, jakie były wyniki niedzielnych zawodów, bo to w tym momencie nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Gdy Kamil Stoch pojawił się po ceremonii podium na zeskoku, nie był już w stanie ukrywać wielkiego wzruszenia. Kilkanaście tysięcy osób zebranych na trybunach zaczęło skandować „dziękujemy”, a on sam ruszył w górę zeskoku Wielkiej Krokwi, pozdrawiając kibiców na trybunach, a wszystko zwieńczył ukłonem w ich stronę.

Ukłon Kamila StochaUkłon Kamila Stocha (Foto: TVP Sport)

Po tym doczekał się niespodzianki ze strony Polskiego Związku Narciarskiego. Cała Wielka Krokiew odśpiewała „sto lat”, a następnie Karol Nawrocki w symboliczny sposób podziękował mu za wszystkie lata kariery. Co zaskakujące, prezydent wdarł się w samym środek tłumu fotoreporterów, by móc uścisnąć dłoń trzykrotnego mistrza olimpijskiego.

A to wszystko w otoczeniu kolejnych trenerów, kolegów z kadry, rodziny. I w miejscu, w którym wszystkim pokazał swój wielki talent. To na Wielkiej Krokwi debiutował i to na Wielkiej Krokwi zakończy swoją przygodę ze skakaniem, podczas sierpniowego benefisu.

Po hymnie, który odśpiewano specjalnie dla niego, Kamil Stoch, z trudem powstrzymując łzy, przemówił do zebranych kibiców. — Długo się zastanawiałem, co wam powiedzieć. Nie ma takich słów, które wyraziłyby moją wdzięczność za te wszystkie godziny, które tu spędziliście, za ten mróz, na którym staliście, energię, którą wkładaliście w każdy okrzyk, każde słowo, każdy doping. Za to wszystko wam serdecznie dziękuję. Z całego serca. I mam nadzieję, że takich chwil, tych najpiękniejszych, z Mazurkiem Dąbrowskiego, spędzicie tu jeszcze mnóstwo. Z całego serca wam tego życzę — powiedział łamiącym głosem Stoch, a w jego oczach pojawiły się łzy.