Kiedy latem ubiegłego roku członkowie NATO zgodzili się zwiększyć wydatki na obronność, obsypali Donalda Trumpa pochwałami za wymuszenie na nich tej decyzji, wierząc, że pochlebstwa przyczynią się do utrzymania jego zaangażowania w sojusz i sprawę bezpieczeństwa transatlantyckiego.

Okazało się jednak, że Trump wyciągnął z tego zupełnie inne wnioski — stwierdził, że zastraszanie i groźby są bardzo skutecznymi środkami zmuszania długoletnich sojuszników do działania. I właśnie dlatego w przypadku Grenlandii powraca do tej samej strategii. Zaczyna od jawnej wrogości, wierząc, że tylko w ten sposób uda mu się skłonić Danię do sprzedaży wyspy Stanom Zjednoczonym.

— Zmusił wszystkie te kraje do wniesienia odpowiedniego wkładu w koszty bezpieczeństwa NATO, dokonał tego strachem i czystą siłą woli — mówi anonimowo wysoki rangą urzędnik Białego Domu. — Okazało się, że miał rację. I okaże się, że ma rację również w tej sprawie [dotyczącej Grenlandii] — dodaje.

Europejski ukłon w stronę Trumpa

Rzeczywiście, Europa już ugięła kolana przed Trumpem na wielu frontach. Poza zwiększeniem wydatków na obronność europejska „koalicja chętnych” zobowiązała się wspomóc Ukrainę miliardami dolarów. Unia Europejska zaakceptowała również amerykańskie cło w wysokości 15 proc. na większość europejskich towarów — po to, by uniknąć dalszej eskalacji.

Obsesja Trumpa na punkcie przejęcia Grenlandii stanowi jednak egzystencjalne zagrożenie dla suwerenności Europy. W opinii niektórych europejskich urzędników i dyplomatów, z którymi rozmawiała redakcja POLITICO, wymaga ono zdecydowanie silniejszej reakcji. Uważają oni, że jedyne, co europejscy przywódcy mogą zrobić, by udobruchać Trumpa, to wysłać więcej żołnierzy w region Arktyki.

— Kiedy zaczynasz zmieniać granice pod wpływem kaprysu lub siły, nie wiesz, gdzie to się skończy — mówi anonimowo jeden z unijnych dyplomatów.

Donald Trump, Waszyngton, 9 stycznia 2026 r.

Donald Trump, Waszyngton, 9 stycznia 2026 r.Marcin Duszynski / Getty Images

Groźby Trumpa dotyczące przejęcia Grenlandii od Danii, powtórzone i wzmocnione przez wielu jego czołowych doradców, nasiliły się po amerykańskiej operacji wojskowej, która doprowadziła do obalenia długoletniego dyktatora Wenezueli Nicolasa Maduro.

— To bardzo wymowny komunikat. Wszyscy wiedzą teraz, że USA nie żartują — mówi wysoki rangą urzędnik Białego Domu.

Zwracając się w piątek do dziennikarzy zgromadzonych w Białym Domu w piątek, Trump stwierdził, że przejęcie kontroli nad Grenlandią to tylko kwestia czasu — i sposobu.

— Zrobimy coś z Grenlandią, czy im [Europejczykom] się to podoba, czy nie, ponieważ jeśli tego nie zrobimy, Rosja lub Chiny przejmą Grenlandię, a my nie chcemy mieć Rosji ani Chin jako sąsiadów — powiedział Trump. — Chciałbym zawrzeć umowę [z Danią] w łatwy sposób, ale jeśli nie uda nam się tego zrobić w łatwy sposób, zrobimy to w sposób trudny.

Coś więcej niż puste słowa

Trump zakwestionował nawet roszczenia Danii do Grenlandii. — Ja też jestem fanem Danii. Ale wiecie, fakt, że 500 lat temu wylądowała tam jej łódź, nie oznacza, że jest właścicielem tej ziemi — powiedział. Dania kontroluje Grenlandię od około 300 lat. W 1916 r. Stany Zjednoczone formalnie uznały jej prawa do tego terytorium w zamian za Duńskie Indie Zachodnie, które stały się Wyspami Dziewiczymi Stanów Zjednoczonych.

Prezydent USA i jego najbliżsi doradcy wielokrotnie podkreślali, że nie należy ignorować jego gróźb, zwłaszcza jeśli dyplomacja zakończy się fiaskiem.

— Moja rada dla europejskich przywódców i wszystkich innych osób brzmi: potraktujcie prezydenta poważnie — powiedział w czwartek J.D. Vance, wzywając Europejczyków do podjęcia dalszych kroków w celu zapewnienia bezpieczeństwa Grenlandii, biorąc pod uwagę zwiększoną obecność Chin i Rosji na wodach arktycznych. — Jeśli tego nie zrobią, Stany Zjednoczone będą musiały coś z tym zrobić. Co to będzie, pozostawiam prezydentowi — dodał.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Po tym, jak na początku swojej kadencji Trump podniósł kwestię przejęcia Grenlandii, duńscy urzędnicy starali się nie nagłaśniać tej sprawy, mając nadzieję, że zniknie ona z pola widzenia. Teraz, gdy wrócił do tego tematu, wezwali swoich europejskich partnerów do zajęcia bardziej zdecydowanego stanowiska w tej sprawie. Dania i sześciu europejskich przywódców wydało wspólne oświadczenie, w którym stwierdzono, że to Dania i Grenlandia „decydują o sprawach dotyczących Danii i Grenlandii”.

W związku z planowanym na środę spotkaniem sekretarza stanu Marco Rubio z jego duńskim odpowiednikiem w Waszyngtonie, Vance i inni przedstawiciele administracji zasugerowali, że użycie siły militarnej jest bardzo mało prawdopodobne. Jak mówi anonimowo osoba zaznajomiona z tematem, na początku tygodnia Rubio powiedział nieoficjalnie członkom Kongresu, że Trump zamierza kupić wyspę od Danii, a nie przeprowadzać natychmiastowej operacji wojskowej.

Wysocy rangą urzędnicy zarówno publicznie, jak i prywatnie nie wykluczają jednak przejęcia Grenlandii siłą, co skutecznie zakończyłoby istnienie NATO. Donald Trump jest tego świadomy, co jasno stwierdził w wywiadzie dla „The New York Times” — powiedział, że „może to być wybór”, przed którym stanie.

Próby Danii

Tak otwarte mówienie o zerwaniu transatlantyckiego sojuszu, który trwa od czasów II wojny światowej, choć szokujące dla Europejczyków, nie jest niczym nowym dla Trumpa. Już podczas szczytu NATO w Brukseli w 2018 r. zaczął naciskać na jego przywódców, by zwiększyli wydatki na obronność, grożąc, że w przeciwnym razie Stany Zjednoczone opuszczą sojusz. Inwazja Rosji na Ukrainę, w połączeniu z rosnącym przekonaniem krajów NATO, że podczas drugiej kadencji Trump może faktycznie spełnić swoje groźby, skłoniła kraje członkowskie do zwiększenia wydatków na obronność.

Groźba wojskowego przejęcia Grenlandii, rzucana kilka dni po operacji obalenia Maduro, zmusiła Europejczyków — a nawet niektórych sojuszników i doradców samego Trumpa — do zastanowienia się, jak daleko może się on posunąć.

Premier Danii Mette Frederiksen w Brukseli, 19 grudnia 2025 r.

Premier Danii Mette Frederiksen w Brukseli, 19 grudnia 2025 r.NurPhoto / Contributor / Getty Images

— Wiadomości, które słyszymy na temat Grenlandii, są niezwykle niepokojące — powiedziała dziennikarzom w Kairze Kaja Kallas, wysoka przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych o polityki bezpieczeństwa. — Przeprowadziliśmy dyskusje wśród Europejczyków [na temat tego], czy jest to realne zagrożenie, a jeśli tak, to jaka byłaby nasza reakcja — dodała.

Dania próbuje budować relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Na początku tego roku duńska ambasada zatrudniła firmę lobbingową Mercury Public Affairs, którą dawniej współzarządzała Susie Wiles, szefowa sztabu Białego Domu.

W tym tygodniu przedstawiciele Danii spotkali się z republikańskimi i demokratycznymi ustawodawcami na Kapitolu. Ambasador Danii Jesper Moller Sorensen i Jacob Isbosethsen, główny przedstawiciel Grenlandii w USA, „wyrazili gotowość do omówienia wszelkich środków, które zwiększyłyby bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych, przy jednoczesnym poszanowaniu suwerenności Królestwa Danii” — stwierdził w oświadczeniu republikański kongresman Mike Flood.

Doktryna Donroe

W szczytowym okresie zimnej wojny Stany Zjednoczone miały na Grenlandii 10 tys. żołnierzy i wiele instalacji wojskowych. Po zakończeniu tego okresu wycofały się z wyspy — obecnie mają tam jedną bazę i około 200 żołnierzy. Administracja Trumpa odrzuciła propozycje Danii dotyczące zwiększenia liczby amerykńskich żołnierzy na Grenlandii lub otwarcia dodatkowych baz USA. Jego doradcy podczas prywatnych spotkań z europejskimi partnerami wysyłali sprzeczne sygnały na temat tego, czego oczekuje Waszyngton.

W wywiadzie udzielonym redakcji „The New York Times” Trump zasugerował, że bardziej solidna umowa obronna i wspólne inwestycje mogą nie wystarczyć. — Własność jest bardzo ważna — powiedział. — Uważam, że jest to psychicznie niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Własność daje ci rzeczy i elementy, których nie można uzyskać poprzez samo podpisanie dokumentu — dodał.

Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance (w środku) w bazie wojskowej Pituffik Space Base na Grenlandii, 28 marca 2025 r.

Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance (w środku) w bazie wojskowej Pituffik Space Base na Grenlandii, 28 marca 2025 r.Pool / Pool / Getty Images

Niektórzy Europejczycy opuścili nieoficjalne rozmowy z przedstawicielami administracji Trumpa przekonaniem, że jest zdecydowany nabyć Grenlandię w taki czy inny sposób. Inni twierdzą, że niektórzy z jego doradców, tacy jak Rubio, wydają się szukać jakiegoś wyjścia z tej sytuacji.

Dla europejskich urzędników Grenlandia jest kwestią bezpieczeństwa europejskiego. Dla Trumpa i jego zespołu to element tzw. doktryny Donroe, która zakłada zwiększenie kontroli USA nad „swoim podwórkiem”.

— Myślą o całej półkuli i zamierzają włączyć do swoich planów Grenlandię, co ma sens. Nie mieli takiej holistycznej wizji za czasów pierwszej kadencji [Trumpa] — mówi Alex Gray, który służył w pierwszej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Trumpa, a obecnie jest dyrektorem generalnym American Global Strategies.

Nowa inicjatywa NATO

Europejskim przywódcom trudno znaleźć odpowiednią reakcję. — Duńczycy i ogólnie Europejczycy muszą postarać się o wiele bardziej — mówi Fabrice Pothier, były dyrektor ds. planowania polityki NATO, a obecnie dyrektor generalny Rasmussen Global. Przekonuje, że pragnienie Trumpa dotyczące Grenlandii nie jest racjonalne ekonomiczne ani nie wynika z obaw dotyczących bezpieczeństwa.

— Problem polega na tym, że nie jest to coś, co można łatwo rozwiązać za pomocą zachęt ekonomicznych lub porozumień dotyczących bezpieczeństwa narodowego — dodaje.

Po tym, jak Trump stwierdził, że rosyjskie i chińskie statki zalewają Grenlandię, również NATO rozważa możliwość wzmocnienia swojej pozycji w Arktyce. Według dwóch dyplomatów z sojuszu nowa inicjatywa wynika z rzeczywistej potrzeby wzmocnienia obecności NATO w Arktyce, a także z chęci potraktowania poważnie obaw Trumpa.

Niektórzy europejscy urzędnicy obawiają się, że zespół Trumpa może próbować przejąć Grenlandię w ramach wielkiej umowy dotyczącej Ukrainy. Wysoki rangą urzędnik Białego Domu anonimowo mówi redakcji POLITICO, że prezydent USA prawdopodobnie tego nie zrobi.

Wszystko może się jednak zmienić.

— Spróbujemy wykorzystać wszystkie opcje dyplomatyczne i zobaczyć, czy przynoszą one postępy — mówi urzędnik z NATO.