„Co się dzieje z tym miastem? To nie do zniesienia” — zawołał do burmistrza Berlina Kaia Wegnera mężczyzna sali gimnastycznej, w której zorganizowano tymczasowe schronienie dla berlińczyków pozbawionych prądu i ogrzewania. „Nie jest dobrze. Nie jest!”.
Nagranie z tej konfrontacji pojawiło się w niemieckich mediach informacyjnych i w serwisach społecznościowych.
Po podpaleniu kabli wczesnym rankiem 3 stycznia ok. 45 tys. gospodarstw domowych na południowo-zachodnich przedmieściach Berlina zostało na kilka dni pozbawionych prądu. Tysiące coraz bardziej sfrustrowanych osób — w tym wiele starszych, z niepełnosprawnościami i wymagających opieki — było zdanych na pomoc miejskich służb ratunkowych. Berlińczycy nie byli tym faktem zachwyceni.
- Co spowodowało blackout w Berlinie?
- Ile gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu?
- Jakie organizacje pomagały mieszkańcom Berlina?
- Jak reagują inne landy na sytuację w Berlinie?
Niemieckie media donosiły o mieszkańcach stolicy narzekających na brak odpowiednich informacji o tym, gdzie się udać, na brak wystarczającej liczby generatorów prądu i na to, że wsparcie otrzymują raczej od organizacji charytatywnych, takich jak Czerwony Krzyż, a nie od władz.
Inne landy włączyły się do pomocy. Berlin zwrócił się z prośbą o pomoc do landu Nadrenia Północna-Westfalia, a stamtąd wysłano agregaty prądotwórcze i straż pożarną, aby dostarczyć prąd do dotkniętych awarią obszarów.
Procedury na wypadek katastrofy
Hans-Walter Borries, wiceprzewodniczący Federalnego Stowarzyszenia Ochrony Infrastruktury Krytycznej (BSKI), przyznaje w rozmowie z DW, że jest wiele pytań dotyczących sposobu, w jaki Berlin radził sobie z przerwą w dostawie prądu. Najważniejsze z nich brzmi: kiedy władze dowiedziały się o skali kryzysu?
— Kto i kiedy wiedział? — pyta Borries, który jest również dyrektorem Instytutu Studiów nad Gospodarką i Bezpieczeństwem FIRMITAS na Uniwersytecie w Witten i oficerem rezerwy w armii niemieckiej. — Na podstawie jakich informacji podjęto jakie decyzje? Dlaczego szybciej nie uznano tego za katastrofę? — wylicza.
— Powiedziałbym, że w sytuacji zimowej, gdy 100 tys. osób jest pozbawionych prądu, zespół kryzysowy powinien był natychmiast rozpoznać skalę zdarzenia” — dodaje Borries. Zwłaszcza że — jak podkreśla — dotyczyło to Berlina, ponieważ prawie wszystkie z 36 tys. km kabli energetycznych stolicy Niemiec są zakopane pod ziemią. Było więc prawdopodobne, że przywrócenie zasilania w dotkniętym obszarze może zająć kilka dni.
Co więcej, ponieważ awarię spowodował akt sabotażu (dokonanego najpewniej przez grupę lewicową), od samego początku powinno być jasne, jak poważna jest sytuacja. Wg Borriesa, wcześniejsze ogłoszenie stanu wyjątkowego dałoby władzom Berlina np. prawo do rekwirowania generatorów od prywatnych firm.
Reagowanie i zapobieganie: kto co robi w Niemczech
W Niemczech działa centralna agencja ds. reagowania kryzysowego — Federalny Urząd Ochrony Ludności i Pomocy w Sytuacjach Kryzysowych (BBK), której zadaniem jest m.in. koordynacja działań reagowania kryzysowego w kraju. „Ogólnie rzecz biorąc, Niemcy cieszą się bardzo wysokim poziomem bezpieczeństwa dostaw w sektorze elektroenergetycznym” — stwierdził BBK w oświadczeniu dla DW. Dodał jednak, że natychmiastowe reagowanie na kryzysy jest organizowane na szczeblu lokalnym i landowym.
Timm Fuchs z Niemieckiego Związku Miast i Gmin (DStGB) potwierdza w rozmowie z DW, że Niemcy mogą mieć zaufanie do władz. — Prawie wszystkie samorządy mają plany ochrony przed klęskami żywiołowymi i zapobiegania im — wyjaśnia Fuchs. — Należy jednak również jasno zaznaczyć, że przerwa w dostawie prądu w Berlinie dała okazję do zweryfikowania wszystkich planów, zwłaszcza dotyczących przerw w dostawie prądu.
Landy weryfikują swoje narzędzia
Weryfikacja taka trwa w całych Niemczech w reakcji na wydarzenia w Berlinie. Minister spraw wewnętrznych Bawarii Joachim Herrmann zapewnił mieszkańców, że land ten „jest dobrze wyposażony, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw dla ludności i ochronę infrastruktury krytycznej nawet w sytuacjach kryzysowych”. Hamburg (miasto na prawach landu) oświadczyło, że przeznaczył na lata 2025-26 około 25 mln euro na nowy wydział w resorcie spraw wewnętrznych. W razie kryzysu zarządzanie nim przejmie sekretarz stanu. Według władz Hamburga istniejące struktury ds. katastrof nie są już wystarczające.
Jednak niemieckie urzędy regionalne są notorycznie niedofinansowane, a niektóre stoją na skraju bankructwa. Rząd jest świadomy tego problemu. Minister spraw wewnętrznych Niemiec Alexander Dobrindt obiecał we wrześniu ubiegłego roku, że do. 2029 w ochronę przed katastrofami i zapobieganie im zainwestowane zostanie ok. 10 mld euro. Pieniądze te w dużej mierze trafią do samorządów.
Zasoby to jedno, procedury to coś innego
Brak zasobów to tylko połowa problemu: zapewnienie sprawnego reagowania na katastrofy to zupełnie inna sprawa. Martin Voss, profesor ds. badań nad kryzysami i katastrofami na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim, spędził w tym tygodniu kilka dni ze swoim zespołem, prowadzając wywiady z osobami zaangażowanymi w walkę z awarią w Berlinie.
— Dowiedzieliśmy się tego, co w zasadzie już wiedzieliśmy: ochrona przed klęskami żywiołowymi jest w Niemczech zorganizowana w bardzo skomplikowany sposób — wyjaśnia prof. Voss w rozmowie z DW. — Na różnych szczeblach jest kilka różnych organów o różnych jurysdykcjach, które odpowiadają za wiele różnych sytuacji i mają różne obowiązki. Dlatego gdy coś się wydarzy, procesy szybko mogą gdzieś utknąć.
Ekspert ocenia, że każda katastrofa tworzy skomplikowaną sytuację, ale przerwy w dostawie prądu są mniej lub bardziej nieuniknione: — A jeśli wiesz, że to się kiedyś wydarzy, możesz to zdecydowanie zaplanować, a to najwyraźniej jeszcze nie nastąpiło.
Niemcy otoczone przyjaciółmi?
Prof. Voss sceptycznie ocenia odporność niemieckiej infrastruktury krytycznej na ataki. — Jestem daleki od zaufania — przyznaje. — Ochrona infrastruktury krytycznej była przez kilka ostatnich dekad całkowicie zaniedbana. Przynajmniej od 1989 roku panowało w tej kwestii przekonanie: jesteśmy otoczeni przyjaciółmi, nasz liberalny model gospodarki rynkowej zwyciężył. A głównym założeniem było: budujemy infrastrukturę, a jej bezpieczeństwo możemy zostawić operatorom.
Wytyczne dotyczące tego bezpieczeństwa były przez lata zdefiniowane tak luźno i sprawdzane tak rzadko, że w obszarze zapewnienia bezpieczeństwa operatorzy robili w zasadzie absolutne minimum — mówi Voss. — Nastawienie było takie: nie ma ryzyka, nie ma zagrożenia, więc nie muszę inwestować. I tak jest we wszystkich obszarach infrastruktury — dodaje.
Chcą być gotowi. Zmiana podejścia
To podejście się zmienia: w Niemczech rośnie świadomość, że nie można zdawać się na państwo. BBK opublikował listę rzeczy, które gospodarstwa domowe powinny mieć zawsze pod ręką. Istotnym elementem planowania kryzysowego jest dopilnowanie, że ludność sama się dobrze przygotuje. „Czy ludzie mają wystarczająco dużo wody pitnej, jedzenia, czy wiedzą, gdzie znaleźć informacje?” — wylicza urząd. „To wszystko muszą teraz sprawdzić wszystkie miasta i gminy”.
— Dobrze, że nastąpiła zmiana paradygmatu w kwestii ochrony ludności — zauważa Fuchs. — Kiedyś panowała opinia, że nie powinno się za bardzo informować ludzi o byciu w stanie gotowości, ponieważ wywołałoby to panikę i niepokój.
To się teraz zmieniło: — Teraz ludzie chcą być lepiej przygotowani. To dobrze, bo dzięki temu łatwiej ich informować.