Bobry były zwierzętami, które już od początku XVII w. w Ameryce Północnej były systematycznie eksterminowane. Na początku XX w. zaś Amerykanie zaczęli zmieniać swoje nastawienie do tych ssaków i ograniczyli łowy.

Po II wojnie światowej władze Idaho stanęły w obliczu lokalnego problemu. Okolice miasteczka McCall przeżywały boom turystyczny. Domy letniskowe zaczęły być budowane przy strumieniach. Mieszkańcy tych domów jednak musieli zmierzyć się z naturą bobrów. Zwierzęta te obgryzały drzewa i tamowały irygacyjne.

Departament Rybołówstwa i Łowiectwa stanu Idaho postanowił odpowiedzieć na problemy mieszkańców. Eksterminacja zwierząt nie wchodziła jednak w grę. Ludzie zrozumieli, że ssaki te pełnią nieocenioną funkcję w ekosystemie. Z tego powodu władze postanowili przesiedlić te zwierzęta w górskie rejony Chamberlain Basin.

Urzędnicy stanęli przed kolejnym wyzwaniem: jak bezpiecznie wysiedlić bobry. Przewiezienie zwierząt w skrzyniach na koniach nie wchodziło w grę. Konie reagowały nerwowo na zapach bobrów. Utrudniało to transport przez dzikie tereny.

Pracownik departamentu Elmo Heter wpadł na pomysł, jak rozwiązać tę zagwozdkę. Wykorzystał on wojskowe spadochrony i lekkie drewniane skrzynie spięte gumami, które przypominały kształtem „muszle”. Pojemniki miały otwierać się po uderzeniu o ziemię, a w powietrzu pozostawać zamknięte.

System testowany był na samcu imieniem Geronimo. Według opisu Hetera zwierzę przeżyło kilka próbnych skoków. Za każdym razem również Geronimo bezproblemowo wyczołgiwał się ze skrzyni. Po pewnym czasie nauczył się również po każdym teście samodzielnie wracać do skrzynki.

Geronimo oraz trzy samice zostali jako pierwsi przetransportowani do nowego domu. Testy odbiły się jednak na zwierzęciu. Po szczęśliwym wylądowaniu w Chamberlain Basin bóbr nie chciał opuścić skrzynki pomimo tego, iż jego trzy towarzyszki nie miały z tym problemu.

Po potwierdzeniu bezpieczeństwa zespół przygotował kolejne 75 bobrów do relokacji. Zwierzęta parami ładowano do skrzynek. Większość wylądowała bez problemu, a drewniane skrzynki otworzyły się bez problemu przy zetknięciu z ziemią. Operacji nie przeżył jeden bóbr, który w trakcie lotu przegryzł swoją skrzynię.