Lewandowski nie powąchał wtedy murawy, co tylko utwierdziło wielu w przekonaniu, że będzie tylko gorzej, a Flick dołącza do pokaźnego grona trenerów, którzy nie lubią polskich piłkarzy grających za granicą. Nic bardziej mylnego.
Mało jest przecież trenerów, którzy tak dobrze znają Lewandowskiego. A już na pewno nie ma trenerów, którzy nie wystawiają do gry piłkarzy mogących im się bardziej przydać w danym meczu. Tymczasem Flick uchodził przecież za takiego po środowym spotkaniu.
Dlatego Robert Lewandowski zagrał od początku z Realem
Niemiecki szkoleniowiec najwidoczniej uznał, że na Real bardziej przyda mu się Lewandowski. Co mogło o tym zadecydować? Fizyczna walka z obrońcami, pojedynki główkowe i umiejętność wykorzystywania sytuacji strzeleckich.
Ferran nie zagrał w półfinale przeciwko Athleticowi źle. Było jednak czymś oczywistym, że Real nie pozostawi Barcelonie aż tyle wolnej przestrzeni. A to właśnie przede wszystkim z nich żyje hiszpański napastnik.
Znaleźli się oczywiście tacy, którzy po meczu krytykują Lewandowskiego za małą liczbę kontaktów z piłką czy podań. Tyle że wcale nie jest powiedziane, że Ferran byłby w stanie częściej brać udział w grze. Przez znaczną część meczu Real był naprawdę zwarty w formacji obronnej.
Raphinha zapewnia Barcelonie Superpuchar Hiszpanii:
Z tego względu Polak musiał szukać szczęścia poza polem karnym. Wyciągał obrońców rywala z ich strefy, napędzał akcje podaniami na skrzydła. Ot, jak chociażby w 35. minucie, kiedy to podał do Lamine’a Yamala, ten uruchomił Raphinhę, który zmarnował wyborną okazję.
Tak naprawdę do Lewandowskiego można mieć pretensje jedynie o sytuację z 10. minuty. Dostał wtedy podanie w pole karne i gdy już wszystkim wydawało się, że po przyjęciu lewą nogą uderzy z półobrotu prawą, nie zdołał opanować futbolówki.
W końcówce pierwszej połowy dwa razy witał się z gąską. Najpierw był kompletnie niepilnowany tuż przed bramką Realu, ale Pedri wolał podać do Fermina Lopeza, a ten posłał piłkę zdecydowanie nad bramką.
Z kolei w ostatniej minucie podstawowego czasu gry pierwszej połowy Raphinha przedarł się z prawej flanki do środka i zagrał w pole karne do Lewandowskiego. Polak chciał ograć Aureliena Tchouameniego przyjęciem piłki, ale ten się we wszystkim połapał i ją wybił.
Aż w końcu nadeszła czwarta dodatkowa minuta przed przerwą i po znakomitym zagraniu Pedriego Lewandowski popisał się jeszcze lepszym wykończeniem. Jak za najlepszych lat.
Robert Lewandowski daje prowadzenie Barcelonie:
Tak więc nie dość, że Lewandowski w końcu zaliczył występ od pierwszej minuty (pierwszy taki mecz od 9 grudnia), to na dodatek w końcu taki występ był udany. Poprzedniego trzeba by szukać wśród któregoś z listopadowych. Jeśli nie z Athletikiem Bilbao (gol na otwarcie Camp Nou), to z Celtą Vigo już na pewno (hat trick).
Paradoks polega na tym, że najprawdopodobniej najlepszym rozwiązaniem byłyby teraz dla niego symboliczne minuty w kolejnych spotkaniach. W czwartek z Racingiem Santander w Pucharze Króla Barcelona powinna poradzić sobie bez niego, więc Lewandowski niech kumuluje siły na takie występy jak ten niedzielny.
Real Madryt przegrał na boisku i poza nim
Inną kwestią jest postawa Realu Madryt w tej rywalizacji. Nie tylko w trakcie meczu, ale i po jego zakończeniu.
Jeśli bowiem jedynym pomysłem na przeciwstawienie się Barcelonie jest niska obrona i szukanie szans w kontrach czy po stałych fragmentach gry (tak padły oba gole Królewskich), to nie można powiedzieć, że ten projekt zmierza w odpowiednim kierunku. Zwłaszcza że Barcelona wybitnego meczu nie zagrała.
Poza tym — a może przede wszystkim — Real Madryt znów pokazał, że nie potrafi przegrywać. Ani w trakcie meczu, ani po jego zakończeniu. Tylko sędzia tego spotkania wie, jakim cudem podopieczni Xabiego Alonso zakończyli pierwszą połowę bez żółtej kartki. Bardziej nadgorliwy arbiter nawet wyrzuciłby Raula Asencio z boiska.
W ten sposób to może grać Getafe czy co najwyżej Atletico, a nie najbardziej utytułowany klub w Madrycie i jego okolicach. Natomiast tak po końcowym gwizdku nie powinien zachowywać się żaden klub. Real po raz kolejny w ostatnich latach pokazał, że tzw. señorio, którym szczycił się przez dekady, to już tylko wyświechtany frazes służący do wycierania sobie gęby.
Gdyby bowiem Królewscy nadal mieli wypisane na sztandarach hasła mówiące o szlachetności, dostojności i godności, nie zachowaliby się tak, a nie inaczej po zakończeniu meczu. Przegrywać też trzeba umieć, a Kylian Mbappe najwidoczniej o tym zapomniał. To właśnie Francuz miał oznajmić kolegom, żeby nie robić rywalom szpaleru przed wręczeniem medali.
To zachowanie tym bardziej skandaliczne, że Barcelona na taki gest się zdobyła. I fakt, że to ona wygrała ten mecz, nie jest dla Realu żadną wymówką.
Piłkarze Dumy Katalonii ostatecznie nic sobie z tego nie zrobili. Po powrocie do szatni zabawa rozkręciła się na dobre. W pewnym momencie Yamal uchwycił Wojciecha Szczęsnego zaciągającego się dymem papierosowym. „Tego nie można nagrywać” — rzucił od razu do swoich obserwujących.
Złośliwi stwierdziliby, że to była najlepsza akcja 18-latka tego wieczora. Chyba jednak nie ma co już tego roztrząsać. Zwycięzców czasem naprawdę się nie sądzi.