KATARZYNA PAW: W związku z napiętym kalendarzem na naszą jubileuszową Galę Mistrzów Sportu nie mógł przyjechać Wilfredo Leon, który decyzją głosujących po raz drugi z rzędu uplasował się na trzecim miejscu. Jaka była pańska pierwsza myśl po ogłoszeniu wyników głosowania?

NIKOLA GRBIĆ (SELEKCJONER REPREZENTACJI POLSKI): Uważam, że jest to jak najbardziej zasłużona dla niego nagroda. Wilfredo od wielu lat utrzymuje się wśród najlepszych zawodników na świecie i gdy spojrzy się na jego dorobek, jest on naprawdę imponujący. Niewielu siatkarzy jest w stanie chociażby zbliżyć się do jego osiągnięć. Dlatego uważam, że jego obecność wśród najlepszych sportowców 2025 r. nie wynika z tego, że rozegrał znakomity sezon, ale z tego, że Wilfredo zawsze rywalizuje o najwyższe cele zarówno z klubem, jak i reprezentacją Polski.

W minionym roku Leon sięgnął po Puchar Challenge, mistrzostwo i Superpuchar Polski, a z reprezentacją po złoto Ligi Narodów i brąz mistrzostw świata. Na czym według pana polega sekret Wilfredo Leona, że niemal z żadnej imprezy nie wraca bez medalu?

Przede wszystkim ma niezwykłą fizyczną moc. Oczywiście nie jest jedynym zawodnikiem, który potrafi atakować z taką siłą, są inni siatkarze o podobnej do niego charakterystyce. Jednak to, w jaki sposób Wilfredo gra w siatkówkę i widzi swoją rolę na boisku, jest unikalne. Z tego powodu nie jest dziwne, że w którejkolwiek drużynie się nie pojawia, staje się jej wartością dodaną. Taki zespół natychmiast znajduje się wśród najlepszych. Gdyby Wilfredo zabrakło w Bogdance LUK Lublin, nie wiem, czy ta ekipa byłaby w stanie awansować do któregokolwiek finału w trakcie sezonu ligowego.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Zastanawiał się pan kiedyś, jak wyglądałaby reprezentacja Polski, gdyby nie było w niej Leona?

Pracę z reprezentacją Polski rozpoczynałem bez Wilfredo w składzie. Uważam, że Polska ma wielu dobrych zawodników. Udało nam się sięgnąć po medale, mimo że Leona z nami wówczas nie było. To pokazuje, jak silną reprezentacją jest Polska. Jednak oczywiście lepiej mieć Wilfredo po swojej stronie siatki, a nie po przeciwnej.

Po raz czwarty z rzędu nagrodę dla Drużyny Roku odebrała reprezentacja Polski siatkarzy. Na czym polega według pana fenomen pańskiego zespołu?

Uważam, że jest nim siła zespołu. Ktokolwiek nie zakłada koszulki w narodowych barwach, daje z siebie wszystko dla drużyny. Moja filozofia pracy jest zakorzeniona w naszej ekipie. Zaczynałem pracę w Polsce od prowadzenia ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle i muszę powiedzieć, że jej pięciu zawodników, którzy znaleźli się potem w prowadzonej przeze mnie reprezentacji, bardzo pomogło w zaszczepieniu mojego pomysłu na siatkówkę do drużyny narodowej. To oni wiedli prym we wcielaniu tej idei w życie i kontynuowaniu tamtego kędzierzyńskiego ducha zespołu w kadrze. To jest coś, z czego jestem dumny. Uważam, że właśnie to jest siłą tej drużyny. Moim zdaniem nasze sukcesy właśnie z tego się rodzą.

Nikola Grbić i Wilfredo LeonNikola Grbić i Wilfredo Leon (Foto: Domenico Cippitelli, PAP/PA / PAP (zdjęcia) – PS.Onet.pl)

Miniony sezon stał pod znakiem nie tylko złotego medalu Ligi Narodów i brązowego mistrzostw świata, ale także plagi kontuzji. Był on dotychczas dla pana tym najtrudniejszym?

Kontuzje pojawiają się w każdym sezonie, może oprócz sezonu olimpijskiego, choć wtedy w trakcie igrzysk też dopadły nas kłopoty. W 2025 r. w składzie brakowało siedmiu z trzynastu wicemistrzów olimpijskich, a do tego doszły kontuzje innych zawodników, które przytrafiały się albo przed startem sezonu, albo w trakcie Ligi Narodów. W najbliższym sezonie spróbuję innego podejścia — będę starał się uchronić od urazów najbardziej eksploatowanych zawodników. Będę chciał im dać więcej odpoczynku i lepiej ich przygotować do sezonu. Jednocześnie będę chciał dać szansę na rozwój siatkarzom, którzy jeszcze nie mieli okazji wystąpić w reprezentacji, a także tym, którzy w zeszłym sezonie zebrali już doświadczenie w narodowych barwach, co procentuje również w rozgrywkach klubowych. Kalendarz jest jaki jest, pojawiają się także wobec nas oczekiwania, abyśmy wracali z każdej imprezy z medalem. Nie mogę więc wystawiać do gry wyłącznie młodych zawodników.

Obejrzał pan już półfinał mistrzostw świata przeciwko Włochom, którzy pozbawili was szansy na medal z innego koloru niż brązowy?

Nie, wciąż się temu opieram, ale już niedługo go obejrzę. Muszę się przygotować do tego mentalnie. (śmiech)

A czy był pan zaskoczony, że to nie pan, a szkoleniowiec pięściarek Tomasz Dylak otrzymał tytuł Trenera Roku?

Szczerze mówiąc, to nie przywiązuję do tego wagi. Czy dostanę taką nagrodę, czy nie dostanę — nie mam z tym problemu. Moim jedynym zmartwieniem jest to, aby jak najlepiej przygotować drużynę na kolejne turnieje z naszym udziałem. Już się tak zdarzało, że mimo odniesionych sukcesów nie dostawałem nagrody dla najlepszego trenera. Ale oczywiście zawsze miło jest otrzymać tego typu wyróżnienie.

Mówił pan, że myśli o tym, aby w przyszłości objąć kadrę Serbii. Stanie się to, kiedy formuła pracy z reprezentacją Polski całkowicie się wyczerpie?

Chciałbym objąć moją rodzimą reprezentację, prawdopodobnie kiedyś będą w niej też występować moi synowie. Nie powiedziałem jednak, że stanie się to po zakończeniu pracy z polską kadrą. Praca z rodzimą drużyną narodową jest czymś normalnym zarówno dla mnie, jak i dla polskiego trenera, który chciałby prowadzić reprezentację Polski. Słuchanie hymnu twojego kraju po zdobyciu medalu przez twoją reprezentację to jest coś niesamowitego. Nie mówię, że szczególne emocje nie towarzyszą mi, kiedy słucham polskiego hymnu, ale to jest jednak coś innego. Nie mówię, że na pewno obejmę kadrę Serbii, jednak drzwi są otwarte i taka możliwość istnieje. Nie wiem jednak, kiedy i w jakich okolicznościach to nastąpi.