Styczeń 2026 roku przyniósł polityczne trzęsienie ziemi. Premier Donald Tusk jednostronnie ogłosił, że dalsze prace nad ustawowym wzmocnieniem Państwowej Inspekcji Pracy nie będą kontynuowane, a on sam uznaje sprawę za zamkniętą.
Tym samym lider Koalicji Obywatelskiej podważył logikę funkcjonowania rządu, wadliwie przerwał proces legislacyjny oraz wysłał sygnał, że jako szef rządu akceptuje masowe łamanie prawa pracy w Polsce. Swoim autorytarnym zachowaniem Tusk ryzykuje ponadto utratę od 11 do 20 miliardów złotych, które Polska może stracić w przypadku niewypełnienia kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy.
Co istotne, zapisy zobowiązań zakładające istotne wsparcie PIP zostały wpisane do KPO przez jego własny rząd. W tej sytuacji zasadne staje się pytanie, dlaczego Donald Tusk – niczym Prawo i Sprawiedliwość – decyduje się prowadzić politykę antyeuropejską i podważać zasady praworządności.
Donald Tusk nie rozumie, o co chodzi w problemie z B2B
Premier Donald Tusk oraz wtórujący mu politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego w swoich wypowiedziach dotyczących wzmocnienia PIP dobitnie pokazują, że nie rozumieją istoty problemu fałszywego samozatrudnienia, umów B2B (Business-to-Business) oraz śmieciowych warunków pracy.
Donald Tusk pisał w mediach społecznościowych: „Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji”.
Wicepremier i prezes PSL, Władysław Kosiniak-Kamysz, stwierdził na platformie X: „Nie było, nie ma i nie będzie naszej zgody na forsowanie przepisów uderzających w przedsiębiorców. Dobrze, że historia tego projektu jest już zakończona”.
Z kolei wicemarszałek Sejmu RP z ramienia PSL, Piotr Zgorzelski, pisał: „Jesteśmy głosem małych i średnich przedsiębiorców. Nie zgadzamy się na propozycje Lewicy dotyczące PIP, które mogłyby niszczyć firmy z wieloletnim stażem. To dzięki ciężkiej pracy przedsiębiorców i ich pracowników finansowane są pensje w sektorze publicznym. Każda ustawa musi przejść rzetelną ścieżkę dialogu społecznego”.
Z każdej z tych wypowiedzi wybrzmiewa pochwała przedsiębiorców traktujących pracowników wyłącznie jako koszt, który od lat starają się minimalizować poprzez obchodzenie prawa.
Tymczasem Kodeks pracy w sposób jednoznaczny definiuje, czym jest stosunek pracy. Artykuł 22 § 1 stanowi, że pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem, w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.
Jednocześnie prawo wyraźnie zakazuje zastępowania umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu tych samych warunków wykonywania pracy.
Dodatkowo artykuł 18 Kodeksu pracy przesądza, że postanowienia umów nie mogą być mniej korzystne dla pracownika niż przepisy prawa pracy. Innymi słowy, jedynym dopuszczalnym odstępstwem może być poprawa warunków zatrudnienia – na przykład krótszy czas pracy – a nie zastępowanie etatu śmieciowym zatrudnieniem pozbawionym prawa do płatnego urlopu, ochrony wynagrodzenia czy ubezpieczeń społecznych.
Obchodzenie prawa pracy jest w Polsce zakazane, co wprost wynika zarówno z Kodeksu pracy (art. 8), jak i Kodeksu cywilnego (art. 5).
Cztery miliony Polaków na śmieciowych umowach
Jak alarmuje Główny Urząd Statystyczny, problem śmieciowego zatrudnienia ma charakter masowy. Według danych GUS na 31 marca 2025 roku aż 1,4 mln osób wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i umów pokrewnych.
Nie znamy dokładnej liczby osób zatrudnionych w formule B2B, jednak szacunki wskazują, że problem dotyczy od 2,25 do 2,5 mln samozatrudnionych prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Oznacza to, że w przypadku blisko czterech milionów obywateli państwo godzi się na systemowe łamanie prawa.
Odpowiedzią na tę patologię miał być projekt ustawy wzmacniającej kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy, która – także w oparciu o dane z ZUS i Krajowej Administracji Skarbowej – mogłaby zdalnie identyfikować ryzyko obchodzenia przepisów przez nieuczciwych pracodawców.
Argumentacja Donalda Tuska, zgodnie z którą jedynie sądy powinny rozstrzygać takie sprawy, budzi poważne wątpliwości. Czy premier zamierza również odebrać policji prawo do zatrzymywania pijanym kierowcom prawa jazdy do czasu prawomocnego wyroku?
Czy wie, jak długo trwają dziś postępowania przed sądami pracy? Czy pamięta, że w 2011 roku jego rząd zlikwidował 74 wydziały sądów pracy w całym kraju? I wreszcie – czy obecny rząd jest w stanie w krótkim czasie powołać kilkadziesiąt nowych sądów pracy i zagwarantować rozpatrywanie spraw w ciągu kilku tygodni?
PIP a KPO. Straty liczone w miliardach?
Decyzja Donalda Tuska naraża Polskę na konflikt z Unią Europejską oraz utratę od 11 do 20 miliardów złotych. Warto przypomnieć, że za rządów PiS Polska zapłaciła blisko 2,8 miliarda złotych kar związanych z Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego oraz sporem z Czechami o kopalnię w Turowie.
Kamień milowy dotyczący ochrony pracowników był już raz renegocjowany z Komisją Europejską, a kolejna próba jego osłabienia – jak przyznają przedstawiciele rządu – będzie skrajnie trudna, zwłaszcza że wymagane rozwiązania muszą wejść w życie do końca czerwca bieżącego roku.
Odejście od przeciwdziałania segmentacji rynku pracy oznacza zgodę na dalsze konkurowanie w Europie niskimi kosztami pracy i akceptację wyzysku własnych obywateli. Tymczasem rozwiązania zaproponowane przez minister Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk z powodzeniem funkcjonują w innych państwach UE.
Jak zauważa dyrektor generalny Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej dr Liwiusz Laska hiszpańska Inspección de Trabajo y Seguridad Social oraz włoski Ispettorato Nazionale del Lavoro od lat skutecznie walczą z fikcyjnym samozatrudnieniem, przekształcając umowy B2B w umowy o pracę bez konieczności wcześniejszego wyroku sądu.
W obu przypadkach pracodawca może się odwołać, jednak do czasu rozstrzygnięcia decyzja inspekcji pozostaje w mocy. Mieniący się wzorowym Europejczykiem Donald Tusk na pewno musi wiedzieć, jak na Zachodzie radzą sobie z fikcyjnym samozatrudnieniem. Jeśli nie, to także europejskie doświadczenie Tuska pozostaje na poziomie deklaratywnym.
Umowa UE z krajami Mercosur. Pawlak w ”Prezydentach i premierach”: Są ryzyka, ale też szanse na dofinansowanie rolnictwaPolsat NewsPolsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
