„Nazywam go »little Marco«” — krzyczał Trump do kamer podczas debat telewizyjnych i wyzywał rywala od rzekomo najbardziej leniwych członków Senatu. Rubio, który jest o ok. 15 centymetrów niższy, także nie wahał się atakować rywala. Trump perorował: „Nie rozumiem, dlaczego jego dłonie są tak duże, jak dłonie kogoś, kto ma 1,57 m wzrostu. A wiadomo, co się mówi o mężczyznach z małymi dłońmi — nie można im ufać”.

Walki, które Trump i Rubio stoczyli jeszcze w 2016 r. w prawyborach o republikańską kandydaturę na prezydenta, ustąpiły miejsca bezprecedensowej współpracy. Wraz z atakiem USA na Wenezuelę i pojmaniem dyktatora Nicolasa Maduro Rubio stał się kluczową postacią w Waszyngtonie. 54-latek, nazywany „wicekrólem Wenezueli”, ma decydujący wpływ na obecną politykę zagraniczną USA, której Trump nadał niedawno pamiętne miano „doktryny Donroe”. Jego historia drogi na niemal najwyższe szczeble władzy jest zupełnie wyjątkowa.

Niemal dokładnie rok temu Marco Rubio znalazł się w niezwykłej sytuacji. Przez 14 lat republikanin z Florydy był członkiem Komisji Spraw Zagranicznych Senatu USA. Nagle nie siedział już obok swoich kolegów, ale przed nimi. Mieli zdecydować o jego kwalifikacjach do objęcia stanowiska sekretarza stanu USA.

„Wszyscy wyglądacie bardzo dostojnie!” — zażartował Rubio i dał popis, który wyróżniał się na tle przeważnie poniżej przeciętnych przesłuchań członków gabinetu Trumpa. Bez głosów sprzeciwu uzyskał zgodę Senatu. Syn kubańskich imigrantów równie płynnie włączył się w machinę władzy Białego Domu.

Postulat dotyczący „doktryny Donroe” znalazł się już w opublikowanej na początku grudnia strategii bezpieczeństwa narodowego — Stany Zjednoczone są dominującą potęgą na półkuli zachodniej — od Ameryki Południowej po Grenlandię.

W tym tygodniu Biały Dom oświadczył, że nie wyklucza podjęcia działań wojskowych w celu przejęcia Grenlandii. Europejscy przywódcy zareagowali bezprecedensowym ostrzeżeniem, aby powstrzymać Waszyngton przed odebraniem terytorium sojusznikowi NATO.

Od tego czasu linie telefoniczne między Kopenhagą, Waszyngtonem i Brukselą są rozgrzane do czerwoności. Agencja Reuters donosi, że urzędnicy amerykańscy rozważają zaoferowanie mieszkańcom Grenlandii pieniędzy, aby dobrowolnie odłączyli się od Danii. Mówi się o kwotach sięgających nawet 100 tys. dol. (ponad 362 tys. zł) na osobę.

Fakt, że po interwencji w Caracas Trump grozi również Grenlandii, pokazuje, że obecna administracja odeszła od tradycyjnych przekonań transatlantyckich. W oczach Europejczyków to sekretarz stanu Rubio jest jedyną osobą w otoczeniu Trumpa, która nadal słucha zachodnich partnerów.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ma to również związek z biografią tego wykształconego prawnika. Urodzony w Miami, Rubio dorastał w świecie kubańskich emigrantów. Od ponad sześciu dekad łączy ich gniew wobec reżimu w Hawanie, palące pragnienie obalenia wszystkich komunistów oraz przekonanie, że tylko amerykański kapitalizm jest drogą do spełnienia indywidualnych marzeń.

„Motywuje go głębokie osobiste pragnienie zmian na Kubie — biorąc pod uwagę to, co spotkało jego rodzinę” — mówi Jason Marczak, ekspert ds. Ameryki Łacińskiej w amerykańskim think tanku Atlantic Council.

Ojciec Rubio pracował jako barman, a matka jako pokojówka. Rodzina z czwórką dzieci przeniosła się na kilka lat do Las Vegas, gdzie można było zarobić więcej pieniędzy. Ponieważ chcieli zapewnić synowi lepszą przyszłość, a w mieście kasyn „było zbyt wiele prostych prac w hotelarstwie”, wrócili do Miami, jak wspomina Rubio w swojej autobiografii.

„Kiedy mam problem, dzwonię do Marco”

Zaledwie 10 lat później ten wychowany w surowej wierze katolickiej syn zarabiał miliony w swojej własnej kancelarii prawnej. W 2011 r. został senatorem Stanów Zjednoczonych, a w 2025 r. sekretarzem stanu. Patrząc wstecz, Rubio napisał: „Urodziłem się w silnej i stabilnej rodzinie, w której rodzice dali nam poczucie bezpieczeństwa i zachęcali do sięgania do gwiazd. To ważny element amerykańskiego snu”.

Kiedy Trump mianował Rubio swoim najważniejszym dyplomatą, obserwatorzy zaczęli obstawiać, jak długo pozostanie on na tym stanowisku. W tym samym czasie do rządu dołączył Mike Waltz, kolejny wpływowy republikanin z Florydy, jako doradca ds. bezpieczeństwa narodowego. Również Rick Grenell, były ambasador USA w Berlinie, próbował zbudować swoją pozycję jako „specjalny wysłannik prezydenta ds. misji specjalnych”.

Rok później Waltz został przeniesiony do Nowego Jorku jako ambasador przy ONZ, a Grenell obecnie pojawia się w nagłówkach gazet głównie jako dyrektor zarządzający sali koncertowej w Waszyngtonie. Rubio natomiast po cichu umocnił swoją pozycję i po raz pierwszy od czasów Henry’ego Kissingera pełni podwójną funkcję sekretarza stanu i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego.

Donald Trump czasami nie może się powstrzymać od entuzjazmu. „Kiedy mam problem, dzwonię do Marco — on go rozwiązuje” — powiedział. Rubio zostanie według Trumpa zapamiętany jako „najlepszy sekretarz stanu w historii Stanów Zjednoczonych”.

Marco Rubio i Donald Trump

Marco Rubio i Donald TrumpAaron Schwartz / Stringer / Getty Images

Dzisiaj Rubio jest tak ważny dla Trumpa również dlatego, że jako niezawodny komunikator wyjaśnia działania rządu. Dzień po operacji w Caracas był obecny na wszystkich kanałach, aby skomentować oświadczenie Trumpa.

Ważne jest również to, że były senator Rubio utrzymuje bliskie kontakty z Kapitolem. Krótko po tym, jak 3 stycznia o drugiej w nocy komandosi Delta Force zbombardowali rezydencję Maduro, sekretarz stanu podniósł słuchawkę i poinformował o tym najważniejszych senatorów, zarówno republikanów, jak i demokratów.

Ich gniew był do przewidzenia. Podczas przesłuchań przed Bożym Narodzeniem administracja Trumpa zapewniła Kongres, że nie dojdzie do interwencji zbrojnej. Rubio nie zyskał zbyt wiele poparcia wśród Demokratów. Sekretarz stanu jest „klasycznym neokonserwatystą, który wierzy, że Ameryka jest wszędzie witana jako wyzwoliciel” — krytykował demokratyczny senator Chris Murphy.

Nadzieja Europejczyków

Dla Europy Rubio był w ostatnich miesiącach nie lada darem, biorąc pod uwagę prorosyjskie nastawienie Białego Domu podczas negocjacji w sprawie planu pokojowego dla Ukrainy. Kiedy w połowie listopada, ku zaskoczeniu sojuszników z NATO, ujawniono 28-punktowy plan rzekomego pokoju, opracowany przez negocjatorów Władimira Putina i Donalda Trumpa, to właśnie Rubio pomógł zmodyfikować ten dokument, który był katastrofalny dla Kijowa i Europejczyków.

Sekretarz stanu również stanowczo opowiada się za szybkim zakończeniem wojny i koniecznością bolesnych ustępstw ze strony Ukrainy. Jednak dzięki niemu nie nastąpi to kosztem ofiar wojny i partnerstwa transatlantyckiego. „To, co Rubio zyskał dzięki swojej pracy w ramach administracji Trumpa, jest całkowicie jasne” — pisze felietonista „New York Timesa” Ross Douthat. „Możliwość kształtowania polityki zagranicznej zgodnie ze swoimi przekonaniami sprzed ery Trumpa”.

Do tych przekonań należy, oprócz uznania dla sojuszu NATO, jego antykomunizm. Po schwytaniu Nicolasa Maduro ogłosił, że akcja ta jest również ostrzeżeniem dla „niekompetentnych, zniedołężniałych mężczyzn”, którzy rządzą Kubą. „Gdybym mieszkał w Hawanie i był członkiem rządu, byłbym przynajmniej trochę zaniepokojony”. W Waszyngtonie rośnie przekonanie, że władcy wyspy Castro, odcięci od ropy i pieniędzy Wenezueli, nie utrzymają się długo.

Byłby to moment największego szczęścia dla Rubio i prawie dwóch mln Kubańczyków, którzy uczynili Stany Zjednoczone swoją ojczyzną. Jego marzenia sięgają jednak jeszcze dalej. Mówi się, że ma ambicje kandydowania na prezydenta w 2028 r. Ekspert Marczak prognozuje: „Udana operacja w Wenezueli umocni jego pozycję lidera w Partii Republikańskiej”.