W opublikowanym w niedzielę (11 stycznia) w serwisie „Sueddeutsche Zeitung” artykule warszawska korespondentka gazety Viktoria Grossmann zwróciła uwagę na optymistyczną wypowiedź Tuska po ostatnim posiedzeniu rządu w 2025 r. Dotyczy nadziei na pokój w Ukrainie. Premier uzasadnił swój optymizm gotowością Stanów Zjednoczonych do zabezpieczenia pokoju za pomocą amerykańskich żołnierzy.

Spotkanie w Paryżu krajów wspierających Ukrainę „jeszcze bardziej poprawiło humor Tuska” — czytamy. Zapowiedział po nim, że Polska przejmie wiodącą rolę w kwestiach logistycznych i organizacyjnych. Równocześnie jednak premier wykluczył udział polskich żołnierzy w misji pokojowej w Ukrainie.

  • Dlaczego Tusk domaga się wiodącej roli dla Polski?
  • Jakie konkluzje wyciągnęła Grossmann na temat pomocy Polski dla Ukrainy?
  • Co spowodowało ostrożną postawę rządu wobec Ukrainy?
  • Jakie obawy mają Polacy według artykułu?

Polska „ociąga się” z pomocą dla Ukrainy

Polska — pisze Grossmann — „ociąga się” w działaniach wspierających Ukrainę i to nie tylko w kwestii ewentualnego wysłania wojska za granicę. A przecież, przypomina dziennikarka „SZ”, polska armia była obecna zarówno w Afganistanie, jak i w Iraku. Po ataku Rosji w lutym 2022 r. Polska szybko dostarczyła Ukrainie sprzęt wojskowy z własnych rezerw, w tym ponad 300 czołgów.

Kiedy w lecie kilka krajów NATO uzgodniło program zakupu w USA broni dla Ukrainy, Polska początkowo się do niego nie przyłączyła. Dopiero w grudniu przekazała 100 mln dol. Pod koniec roku MON zapowiedział przekazanie myśliwców MiG-29.

Ze względu na swój wojskowy potencjał oraz wspólną granicę z Ukrainą i Rosją Polska domaga się większego udziału w rozmowach o Ukrainie. Brak zaproszenia wywołuje nad Wisłą długie debaty między politykami i w mediach. „Polska chce być widziana i słyszana, ale co ma do zaoferowania?” — pyta Grossmann.

Odmowa wysłania żołnierzy „co najmniej niezręczna”

„SZ” cytuje polskiego politologa Piotra Burasa, który wykluczenie polskiego udziału w misji pokojowej uznał za „co najmniej niezręczne”. „W ten sposób Polska wymanewrowała się na aut” — ocenił Buras.

Grossmann ocenia, że głównym powodem ostrożnego stanowiska rządu jest spór w polityce wewnętrznej. Prezydent Karol Nawrocki, bliska mu prawicowo-nacjonalistyczna partia PiS oraz skrajnie prawicowa Konfederacja odrzucają zdecydowanie misję zagraniczną w Ukrainie, tym bardziej, że antyukraińskie nastroje narastają. Mając to na względzie, rząd demonstruje ostrożnie swoje poparcie dla Ukrainy. „Temat jest drażliwy” — podkreśliła Grossmann.

Grossman pisze o spadku poparcia dla ukraińskich uchodźców w Polsce, tłumacząc to „zawiścią i niechęcią” propagowaną przez siły prawicowo-narodowe i skrajnie prawicowe z powodu rzekomego uprzywilejowania Ukraińców. Rząd ograniczył świadczenia i uzależnił je od skomplikowanych warunków — pisze Grossmann.

Skrajna prawica wykorzystuje strach przed wojną

Polacy boją się wojny — pisze „SZ”, powołując się na opinię Burasa. Partie opozycyjne wykorzystują ten lęk, a jednym z beneficjentów jest Grzegorz Braun, którego partia cieszy się poparciem niemal 10 proc. ankietowanych.

W Braunie i innych politykach tego obozu Tusk upatruje „wielkie zagrożenie”. Strategia premiera polega na unikaniu pretekstów do ataku na niego. „Uważam taką strategię za krótkowzroczną” — cytuje Burasa Grossmann.

„SZ” zwraca w konkluzji uwagę, że pomimo dobrych wyników sondażowych KO koalicja rządowa nie notuje obecnie w badaniach większości. Kolejne wybory odbędą się co prawda dopiero na jesieni 2027, ale Tusk już teraz o nich myśli.