Dr Adrian Halewski zdawał się cudotwórcą. Udało mu się znaleźć jedno lekarstwo na wiele problemów zdrowotnych, takich jak chroniczne zmęczenie, krótkowzroczność czy bezpłodność. Na Instagramie zamieszczał nagrania o podobnym scenariuszu: lekarz opisywał, jak jeden z jego pacjentów z poważnym problemem zdrowotnym osiągnął zaskakujące wyniki wyłącznie dzięki zastosowaniu suplementu diety o nazwie shilajit.
- Kim jest dr Adrian Halewski?
- Jakie schorzenia miał leczyć ten fikcyjny lekarz?
- Co to jest shilajit?
- Jak można rozpoznać fałszywego lekarza w internecie?
Problem polega na tym, że dr Halewski nie istnieje. Sprawę nagłośniły influencerki — Paulina Górska i Justyna Nater, które zwróciły uwagę, że materiały publikowane przez rzekomego lekarza zostały stworzone przy użyciu sztucznej inteligencji. Konto dr. Halewskiego zostało już usunięte, ale zanim to się stało, osiągnęło ponad 100 tys. obserwujących.
Partner demagog.org.pl
Fot. Instagram / Modyfikacje: Demagog
Oszustwo z wykorzystaniem postaci fikcyjnego lekarza ma wymiar międzynarodowy. Niemal identyczne konta publikują materiały po angielsku, włosku i niemiecku. Z kolei czeska wersja — podobnie jak polska — już została usunięta.
Pod filmami analitycy natrafili na wiele komentarzy, których autorzy uwierzyli w porady rzekomego medyka: „Mogę to brać? Trzy lata temu miałam chemioterapię?”, „Co pan doktor poleca na jaskrę?”.
Na przykładzie tej sprawy możemy prześledzić, jak łatwo jest przy użyciu narzędzi AI i mediów społecznościowych zbudować fałszywy autorytet, który sprawia wrażenie wiarygodnego, i dotrzeć z dezinformacją zdrowotną do setek tysięcy odbiorców.
Shilajit nie jest żadnym cudownym lekarstwem
Oszustwa tego typu opierają się na połączeniu kilku elementów, które razem tworzą wyjątkowo przekonującą narrację. W filmach opisywano schorzenia przewlekłe i trudne w leczeniu, a „autorytet” przedstawiający się jako lekarz obiecywał szybką i spektakularną poprawę stanu zdrowia po zastosowaniu prostego środka. Indywidualne materiały mogą być całkiem przekonujące — szczególnie dla osób cierpiących na opisane choroby, do których film trafił za sprawą algorytmów mediów społecznościowych.
Promowany w nagraniach shilajit (znany również jako mumio) nie jest jednak żadnym cudownym lekarstwem. To substancja występująca głównie w rejonach górskich Azji, powstająca w wyniku wieloletniego rozkładu materii roślinnej. Współcześnie shilajit bywa sprzedawany jako suplement diety, jednak jego skład może się znacznie różnić w zależności od producenta i marki. Jak każdy suplement, nie podlega on takim samym rygorom dotyczącym składu i skuteczności jak leki.
Nie istnieją wiarygodne dowody naukowe potwierdzające, że shilajit ma którąkolwiek z cech reklamowanych przez fikcyjnego lekarza. Część badań laboratoryjnych sugeruje potencjalne działanie przeciwzapalne tej substancji. Reklamowanie suplementów diety poprzez przypisywanie im właściwości leczenia chorób jest w Polsce niedozwolone.
Jak rozpoznać fałszywego lekarza?
Gdy w internecie ktoś podaje się za lekarza, możemy to szybko zweryfikować przy użyciu rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL). W Centralnym Rejestrze Lekarzy nie widnieje nikt o imieniu i nazwisku Adrian Halewski — co oznacza, że żadna osoba posługująca się tymi personaliami nie posiada prawa do wykonywania zawodu lekarza w Polsce.
Partner demagog.org.pl
Fot. Naczelna Izba Lekarzy / Modyfikacje: Demagog
Nagrania wykorzystujące wizerunek fikcyjnego lekarza zostały wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji, co można rozpoznać po przyjrzeniu się filmowi i dostrzeżeniu charakterystycznych niedoskonałości. Warto m.in. zauważyć, że:
— Występująca w nagraniach postać nie oddycha,
— W części nagrań postać nie mruga,
— Oświetlenie postaci fikcyjnego doktora bywa niespójne z tłem.
W celu dodatkowej weryfikacji analitycy Demagoga skorzystali z narzędzi Hive AI i Sightengine — analiza obydwoma wykazała, że zdjęcie profilowe doktora powstało przy użyciu technologii deepfake.
Partner demagog.org.pl
Fot. Demagog
Kto stoi za międzynarodowym oszustwem?
Każde z międzynarodowych kont prowadzi użytkowników Instagrama do oferty sprzedaży shilajitu na stronie internetowej marki Wellness Nest. Notka na dole strony wskazuje, że podmiotem odpowiedzialnym za sprzedaż jest firma o nazwie GlobalEcoCom LLC z adresem w miejscowości Boulder, w stanie Kolorado. Nie znaleźliśmy podmiotu o takiej nazwie zarejestrowanego w Stanach Zjednoczonych, a podanym adresem posługuje się szereg innych stron internetowych i biznesów.
Przyjrzeliśmy się ofertom sprzedaży produktów marki. Na dostępnych zdjęciach opakowań suplementu wskazano adres produkcji — odbywa się ona w miejscowości Stone Mountain, w stanie Georgia. Po skorzystaniu z rejestru podatkowego hrabstwa DeKalb poznaliśmy nazwiska właścicieli nieruchomości.
Partner demagog.org.pl
Fot. Demagog
Zgodnie z informacjami zawartymi w rejestrze wskazane osoby najprawdopodobniej zamieszkują wskazaną nieruchomość — co wskazuje, że najpewniej są odpowiedzialne za odbywającą się tam produkcję suplementów lub w nią zaangażowane.
Działalność marki wiąże się z łamaniem szeregu przepisów
Zgodnie z art. 29 Ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia wprowadzenie suplementu diety do obrotu na terenie Polski wymaga uzyskania przed rozpoczęciem sprzedaży zezwolenia Głównego Inspektora Sanitarnego (GIS). Zgodnie z internetowym rejestrem instytucji osoby stojące za marką Wellness Nest nie dopełniły tego obowiązku. Oznacza to, że jej produkty są sprzedawane na terenie Polski wbrew przepisom i bez kontroli sanepidu.
Przypomnijmy: materiały promocyjne nie mogą przypisywać suplementom diety właściwości zapobiegania chorobom lub leczenia. Trudno wyobrazić sobie, że konta na Instagramie z postacią fikcyjnego lekarza były prowadzone przez kogoś, kto nie ma interesu w sprzedaży produktów marki Wellness Nest.
Demagog przekazał swoje ustalenia GIS oraz amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (ang. Food and Drug Administration, FDA).
Podobnych oszustw może być coraz więcej
Historia fikcyjnego doktora promującego „cudowne lekarstwo” to zjawisko, które w najbliższych latach najprawdopodobniej będzie się nasilać. Narzędzia sztucznej inteligencji pozwalają niskim kosztem i bez specjalistycznej wiedzy tworzyć realistyczne wizerunki ludzi, a algorytmy mediów społecznościowych umożliwiają masową dystrybucję dezinformacji medycznej.
Szczególnie narażone są osoby chore, starsze i zdesperowane, dla których obietnica „prostego rozwiązania” bywa silniejsza niż sceptycyzm. Jak wielokrotnie opisywaliśmy w naszych analizach, pacjenci wybierający alternatywne metody leczenia kosztem terapii konwencjonalnej ryzykują w ten sposób swoim życiem i zdrowiem.
Platformy społecznościowe reagują na tego typu nadużycia zazwyczaj dopiero wtedy, gdy sprawa staje się publiczna i zaczyna generować negatywny rozgłos. Usunięcie profilu po nagłośnieniu sprawy przez influencerów nie rozwiązuje jednak problemu — te same osoby mogą w krótkim czasie uruchomić kolejne konta, w innych językach i z nowymi „ekspertami”. Bez realnej odpowiedzialności platform i skuteczniejszego nadzoru regulatorów podobne historie będą się powtarzać.