W „Greenland” świat znalazł się na skraju zagłady. Nic nie jest już w stanie zapobiec potężnemu uderzeniu komety w Ziemię. Bohaterowie filmu, wybitny inżynier (Gerard Butler) oraz jego rodzina, znaleźli się w grupie wybrańców, którym dane było przetrwać apokalipsę w położonym na odludziu tajnym bunkrze. W drugiej części filmu przyjdzie czas na opuszczenie bezpiecznego schronu i rozpoczęcie czynności, do której zostali wybrani, czyli do odbudowania cywilizacji na powierzchni Ziemi.

„Dunesday” nadchodzi. Kinowe zderzenie dwóch superprodukcji

Obraz nachodzącej zagłady z kosmosu został już przedstawiony w 1979 roku w filmie „Meteor”. Produkcja z Seanem Connerym nie została jednak zapamiętana przez widzów. Niemal 20 lat później na podstawie bardzo podobnego scenariusza powstał „Armageddon”. Widowiskowe efekty specjalne zrobiły swoje. Film stał się największym kinowym przebojem na świecie w 1998 roku. W tym samym sezonie pojawił się „Dzień zagłady”, który też odniósł finansowy sukces.

Katastroficzny temat pobudził nawet wyobraźnię twórcy kina artystycznego, Larsa von Triera, który w 2011 roku nakręcił nagrodzoną Złotą Palmą „Melancholię”. Tytułową „bohaterką” była planeta zmierzająca w kierunku Ziemi, która przez wieki skrywała się za Słońcem. „Greenland” też można dopisać do listy katastroficznych produkcji, które warto obejrzeć. Jak na ironię, miał on premierę w pandemicznym okresie, w którym w Stanach Zjednoczonych panował jeszcze lockdown w kinach.

Tymczasem „Greenland 2” (w originale „Greenland 2: Migration”) okazał się niewypałem. Podczas premierowego weekendu zarobił w amerykańskich kinach jedynie 8,5 mln dolarów. Na pierwszą kinową klapę w 2026 roku nie trzeba było więc długo czekać. Sequel kosztował aż 90 mln dolarów. Z dystrybucji kinowej nie uda się odzyskać choćby 1/4 kosztów poniesionych na produkcję filmu. Poza tym „Greenland 2” zbiera bardzo kiepskie recenzje, które zapewne przyczynią się do dużych spadków frekwencji w kolejnych dniach.

„Pierwsza część filmu, która nie mogła być wyświetlana w kinach, niespodziewanie stała się hitem płatnych serwisów streamingowych. Znacznie gorsza druga część, krótka, ale zdecydowanie niewystarczająco krótka, dowodzi, jak słabo jej twórcy byli przygotowani na sukces oryginału. Sześć lat temu Butler wyprodukował przyzwoity film katastroficzny, co stanowiło orzeźwiającą odmianę, gdyż filmy z jego udziałem są tak niezawodnie kiepskie, że sama obecność Butlera w obsadzie stała się gwarancją niskiej jakości filmu. Co potwierdza ‘Greenland 2: Migration’” – czytamy w recenzji Johnny’ego Oleksinskiego z „New York Post”.