Holenderski ochotnik na wojnę na Ukrainę Hendrik opowiedział dla największego tamtejszego dziennika „De Telegraaf” o swoich przeżyciach z frontu ukraińsko-rosyjskiego. Mówił m.in. o tym, jak wojna uzależnia. Zetknął się z banderowcami, Kolumbijczykami, dowódcą, który zagroził mu bronią i chciał go wysłać do okopu mimo odniesienia ciężkiej rany, a także z innymi cudzoziemcami i Ukraińcami, którzy zostali jego serdecznymi kolegami.


W Holandii Hendrik pracował jako mechanik okrętowy, i jak mówi, lubił tę pracę. Jak relacjonuje, to właśnie dla kolegów z jednostek, w których walczył zdecydował się dwukrotnie powrócić na Ukrainę.

Holenderski ochotnik: Ukrainą rządzi skorumpowany gang


Od kilku miesięcy ochotnik jest z powrotem w Holandii, gdzie wrócił do pracy i odbudowuje swoje życie. Twierdzi, że nie ma już sensu być na Ukrainie. Po swoim uczestnictwie w walce i relacjach z kolegami pozostają tylko wspomnienia.


Choć mówi, że powrót na Ukrainę na ten moment nie wchodzi w grę, zastrzega „nigdy nie mów nigdy”. Podkreśla, że najważniejsze jest, żeby wojna nie rozlała się na Europę.


Jak wskazuje, gdyby wrócił, nie zrobiłby tego z sympatii do ukraińskiego rządu. „Tam jest skorumpowany gang. Byłem tam dla obywateli. Nic nie mogą zrobić z tymi nadużyciami” – zaznacza.


„Kiedy jest się tak głęboko zaangażowanym w tę wojnę, normalne życie jest trudne. To temat, o którym często rozmawiałem z innymi chłopcami, którzy przeszli przez to samo” – powiedział Hendrik. „Kiedy wchodzisz do tej maszyny, reszta świata przestaje istnieć. Tylko ta chwila. A co się dzieje, kiedy wracasz do domu: miło jest znowu zobaczyć rodzinę. Twoje ciało jest tutaj, ale umysł tam” – czytamy we fragmencie wywiadu opublikowanego przez „De Telegraaf”.


Czytaj też:
Rosja wojnę z Ukrainą wygrywaCzytaj też:
„Nie wierzę, że nie ma takich oczekiwań”. Wawer: Trzeba patrzeć na ręce Tuskowi