Głównym bólem głowy rosyjskiego reżimu stała się sprzedaż wydobytej ropy naftowej. Chociaż z rosyjskich terminali portowych dziennie wypływa w świat około 4 mln baryłek ropy, to coraz więcej surowca utknęło na morzu. Czeka tak na kupców, którzy odwracają się od Rosji w obawie przed poważnymi konsekwencjami ze strony USA.
Od końca listopada wielkości niesprzedanej rosyjskiej ropy wzrosły o 30 mln baryłek po tym, jak Indie ograniczyły zakupy do najniższego poziomu od trzech lat – 1,1 miliona baryłek dziennie w grudniu. A będzie jeszcze gorzej. Według Bloomberga, ukraińskie ataki na platformy wydobywcze Łukoilu na Morzu Kaspijskim mogą negatywnie wpłynąć na wydobycie. 11 stycznia ukraińskie dowództwo poinformowało o celnym uderzeniu w trzy platformy Łukoilu.

Rosyjska ropa nie zarabia na siebie
Jakby tego było mało, to rosyjskie koncerny paliwowe borykają się z ujemnymi przepływami pieniężnymi spowodowanymi spadkiem cen, zauważa analityk BCS Kirił Bachtin. Według ministerstwa rozwoju gospodarczego Rosji, średnia cena ropy Urals zmniejszyła się w listopadzie 2025 r. do 44,87 dol. za baryłkę, osiągając najniższy poziom od pandemii 2020 r. W grudniu i na początku stycznia 2026 r. ropa, głównie rosyjska, potaniała do 34-36 dol. za baryłkę, a dyskonto w stosunku do ropy Brent sięgnęło rekordowe blisko 50 proc.
![]()
Ropa naftowa drożeje nieznacznie w poniedziałek, ale łącznie w ciągu ostatnich 3 sesji zalicza najmocniejszy wzrost notowań od października 2025 r. Inwestorzy obawiają się, że protesty w Iranie zagrażają dostawom ropy naftowej od tego 4. co do wielkości producenta ropy w OPEC – informują maklerzy.
W rezultacie handel ropą z wielu rosyjskich złóż stał się nieopłacalny: każda sprzedana baryłka generuje stratę w wysokości 5 dol., poinformowały źródła branżowe Reuters. Rentowne pozostało jedynie wydobycie tam, gdzie Kreml dał koncernom ulgi w podatku od wydobycia surowców.