Tym razem jednak Karol Nawrocki nie będzie mógł skorzystać z prawa weta. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że we wtorek Kancelaria Sejmu skieruje ustawę budżetową na 2026 rok do Kancelarii Prezydenta. Od tego momentu zegar zacznie tykać, a prezydent będzie miał siedem dni, by zdecydować co dalej z tegorocznym budżetem. Weto nie wchodzi w grę, ale prezydent może odesłać ustawę budżetową do Trybunału Konstytucyjnego. I ten scenariusz nie wydaje się aż tak nieprawdopodobny. 

Zobacz wideo Konfederacja łasi się do Karola Nawrockiego

Karol Nawrocki nie podpisze ustawy budżetowej?

Spekulacje podsycił Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP. Na antenie TV Trwam, przyznał że „prezydent nie przesądził, czy nie skieruje budżetu do Trybunału Konstytucyjnego. To się rozegra w najbliższych dniach”. – Ten budżet jest fatalny. Ale będziemy musieli go spłacać, daj Boże jak najszybciej. Będziemy musieli bardzo głęboko naprawiać, bo ma jakąś otchłań deficytu. Atakuje – tam, gdzie zabiera środki – instytucje, które są jeszcze niezależne od rządu Donalda Tuska. Ale ten budżet ma też swoje podziałki, dotyczące obrony narodowej, szkolnictwa, itd. Tam też są środki niewystarczające – wyliczał problemy z budżetem Zbigniew Bogucki. 

Nieoficjalnie mówi się, że w Kancelarii Prezydenta, już zaczęły się analizy ustawy pod kątem ewentualnej skargi do Trybunału Konstytucyjnego. Pisał o tym m.in. money.pl. Także Wojciech Hermeliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku i były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej w rozmowie z Next.gazeta.pl przyznaje, że to wcale nie jest nierealny scenariusz. – Obserwując działalność prezydenta, który nie akceptuje ustaw przedkładanych przez Sejm, można się spodziewać, że i w tym przypadku nastąpi podobna rodzaju reakcja – mówi nam.

– Z doniesień medialnych wynika, że Kancelaria Prezydenta stara się ten projekt budżetu przeanalizować i wyszukuje punkty, które można by zakwestionować przed Trybunałem. Z tego co czytam w informacjach prasowych, na razie niczego nie znaleziono. Jedyne, co mogłoby być podstawą do skierowania tej ustawy do Trybunału, to kwestia tego, że Sejm przyznał za mało pieniędzy niektórym instytucjom, np. IPN-owi, Trybunałowi Konstytucyjnemu, KRS. Choć z drugiej strony, tam i tak były zapewne podwyżki w stosunku do poprzednich lat, więc nie bardzo widzę możliwość zakwestionowania tych decyzji – tłumaczy sędzia Wojciech Hermeliński.

Brak podpisu to nie koniec świata. Jest jasny plan

Mówił o tym także minister finansów Andrzej Domański, który pozostaje optymistą w oczekiwaniu na decyzję Karola Nawrockiego. – Uważam, że ustawa budżetowa nie powinna rodzić żadnych wątpliwości konstytucyjnych. Budżety tych instytucji, o które jak się domyślamy, pan prezydent troszczy się wyjątkowo, wzrosły w stosunku do roku 2025. Mniej więcej o tyle samo, ile generalnie rosną wydatki, o tyle, ile wynosi inflacja – zauważył na antenie Polsat News. Dodał też, że gdyby jednak ustawa budżetowa trafiła do Trybunału Konstytucyjnego, to rząd będzie działał na projekcie ustawy. Co to oznacza? 

– Nie można wykluczyć, że coś tam [w Kancelarii Prezydenta – przyp. red.] znajdą i na tej podstawie skierują ustawę do Trybunału. Tragedią to jednak nie będzie, bo wtedy państwo działa w oparciu o prowizorium budżetowe, czyli w oparciu o projekt, który został przedstawiony Sejmowi przez rząd. Wtedy nie bierze się pod uwagę poprawek sporządzonych przez Senat, tylko „goły” projekt rządowy – wyjaśnia Wojciech Hermeliński. Minister finansów Andrzej Domański precyzował, że w praktyce oznacza to m.in. brak dodatkowych środków dla służb, na naukę oraz podwyżki wynagrodzeń w sferze budżetowej.

Ustawa budżetowa trafi do TK i co dalej?

Budżet w Trybunale Konstytucyjnym nie może jednak leżeć wiecznie. – Prezydent przedstawia wniosek Trybunałowi Konstytucyjnemu wraz z uzasadnieniem. W uzasadnieniu wskazuje, jakie są jego zdaniem powody niezgodności tej ustawy z konkretnymi przepisami konstytucji. Wskazuje na wzorce i na to, który przepis ustawy jest niezgodny z wzorcem ustalonym w tym akcie – wyjaśnia Next.gazeta.pl konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski. Trybunał ma w takiej sytuacji dwa miesiące, by wydać orzeczenie.

– Jeżeli Trybunał orzeka, że ustawa jest zgodna z konstytucją, to prezydent ją podpisuje. Natomiast jeżeli stwierdzi niezgodność, która dotyczy poszczególnych przepisów, to o ile nie są one nierozerwalnie związane z całą ustawą, prezydent ma obowiązek zasięgnięcia opinii Marszałka Sejmu. Po jej zasięgnięciu, podpisuje ustawę z pominięciem przepisów uznanych za niezgodne albo zwraca ją Sejmowi w celu usunięcia niezgodności – wyjaśnia prof. Ryszard Piotrowski. – Następnie Sejm usuwa błędy i przekazuje ustawę prezydentowi do podpisu. Prezydent może uznać, że w tej wersji jest ona zgodna z konstytucją i ją podpisać albo ewentualnie ponownie skierować do Trybunału Konstytucyjnego – dodaje konstytucjonalista. Tak to wygląda w przypadku zwykłej ustawy. 

Wątpliwości prawne

Profesor Piotrowski wskazuje jednak, że różnie można interpretować obowiązujące przepisy. W doktrynie wskazano bowiem, że reguła ta znajduje zastosowanie także do budżetu. Ale są też odmienne opinie, podkreślające specyfikę budżetu. Skoro prezydent nie może zwrócić budżetu Sejmowi (zawetować), to w takim razie mógłby zwrócić ustawę budżetową Sejmowi tylko wyjątkowo, jeśli nie rozpoczął się rok budżetowy. Jeszcze jedna interpretacja sugeruje, że po zasięgnięciu opinii Marszałka Sejmu, Prezydent powinien podpisać ustawę z pominięciem niekonstytucyjnych przepisów, ale nie korzystając z możliwości zwrócenia ustawy Sejmowi w celu usunięcia niezgodności.

Wojciech Hermeliński, były członek TK zwraca uwagę, że w praktyce ten proces może wyglądać jeszcze inaczej. – Trybunał ma wprawdzie dwa miesiące na wydanie orzeczenia w takiej sprawie, jednak jeśli przedłuży ten termin o miesiąc, to nic się nie stanie, bo nie ma żadnych przepisów, które by sankcjonowały takie działania Trybunału. Nawet gdy założymy, że TK zmieści się w dwóch miesiącach, to przez ten czas państwo będzie działało w oparciu o prowizorium budżetowe – zauważa. Jego wątpliwości budzi też to, w jakim składzie Trybunał będzie orzekał.

– Żeby ocenić akt, kierujący ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, trzeba to zrobić w pełnym składzie, czyli minimum 11 sędziów. Tylu ich obecnie nie ma. Jakiś czas temu Trybunał orzekł, że dla uznania „pełnego składu” wystarczy taka liczba sędziów, jaka jest aktualnie dostępna. To orzeczenie jest dla mnie po prostu nieracjonalne, bo na tej zasadzie może dojść do sytuacji, w której nawet jeden czy trzech sędziów orzeknie w sprawie, w której wymagany jest pełny skład. Dla mnie to jest naruszenie konstytucji i naruszenie ustawy, która mówi o składach trybunalskich – tłumaczy nam Wojciech Hermeliński.

Karol Nawrocki zachowa się jak Andrzej Duda?

I jeszcze inny wariant… Ustawa może trafić do Trybunału Konstytucyjnego po podpisaniu przez Prezydenta. Tak zrobił w zeszłym roku Andrzej Duda, który miał zastrzeżenia, dotyczące  niektórych postanowień budżetowych. – Wtedy Trybunał działa w zwykłym trybie, czyli nie ma już dwóch miesięcy – termin jest jednak wyznaczony przez zamierzone skutki wyroku, skoro mają one dotyczyć budżetu funkcjonującego w danym roku. Trybunał ocenia zasadność wniosku prezydenta i w zależności od stanowiska, jakie zajmie, wydaje orzeczenie. Można sobie wyobrazić, że takie orzeczenie nie zostanie ogłoszone, ale to już jest odrębna dyskusja – mówi prof. Ryszard Piotrowski.

Orzeczenia są ostateczne, co może oznaczać uchylenie przepisu uznanego za niezgodny z konstytucją. – Trybunał może jednak, określając skutki wyroku, pozostawić w mocy uznane za niekonstytucyjne plany finansowe, zawarte w ustawie budżetowej i uznać, że ustawodawca powinien niezwłocznie znowelizować ustawę budżetową, aby dostosować je do treści wyroku – dodaje.  

Będą przyspieszone wybory? To już nierealne

W obecnej sytuacji nie ma zagrożenia, że dojdzie do przyspieszonych wyborów. – Prezydent nie ma możliwości rozwiązania Sejmu – to niebezpieczeństwo na szczęście minęło. Sejm przekazał prezydentowi ustawę budżetową w wymaganym przepisami terminie – uspokaja Wojciech Hermeliński. Obóz prezydencki też zdaje sobie z tego sprawę. – W tych warunkach jest to właściwie niemożliwe – mówił Zbigniew Bogucki w TV Trwam. Nie ostudziło to jednak bojowych nastrojów w Belwederze.

–  Nie jest tak, że pan prezydent składa broń, czy my składamy broń, ale trzeba też stanąć w prawdzie. Trzeba używać tych środków, które są możliwe, a nie tych, które możliwe do użycia po prostu nie są – zapowiadał Zbigniew Bogucki. O tym, co zrobi Karol Nawrocki, przekonamy się już w najbliższych dniach. On sam powiedział, że „ma wiele uwag do budżetu” i „nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji”. – Ta zapadnie w stosownym czasie – zapowiedział.