O wydarzeniu, a także niezwykłej historii zgromadzonych w muzeum artefaktów związanych z promem Jan Heweliusz, w tym modelu promu, który zagrał w serialu „Heweliusz” opowiada dr Marcin Westphal, zastępca dyrektora ds. merytorycznych NMM.
Magda Bukowska: Kilka dni temu w waszych mediach społecznościowych pojawiło się zaproszenie na wyjątkowe spotkanie organizowane w budynku muzeum na Ołowiance z okazji 33. rocznicy katastrofy Jana Heweliusza. Możemy zdradzić, dlaczego to wydarzenie będzie takie szczególne?
Marcin Westphal: Przede wszystkim ze względu na wyjątkowych gości, którzy poprowadzą rozmowę i którzy mają wyjątkową wiedzę na temat tej tragedii. Słynny dziennikarz, Roman Czejarek, od lat tropi i bada wątki związane z katastrofą Heweliusza i cały czas dociera do nowych informacji na ten temat. Efektem jego pracy jest fantastyczny podcast o tym jak zatonął Jan Heweliusz.
Wiatr przekracza 80 km/h. Nad Bałtyk nadciągnął sztorm
Naszym drugim gościem jest doświadczony pilot, kpt. Robert Zawada, który brał udział w akcji ratunkowej w 1993 r. Rozmowa tych dwóch osób pomoże nam opowiedzieć historię „Heweliusza” z innej perspektywy i naświetlić nowe wątki, które wciąż pojawiają się w tej sprawie.
Oczywiście będzie można zadawać pytania naszym gościom i co moim zdaniem bardzo ważne, na wiele z nich uzyskać naprawdę rzetelne odpowiedzi. Dlatego serdecznie zapraszam na to spotkanie, 14 stycznia o godz. 17 w NMM na Ołowiance. Wstęp jest bezpłatny.
Czytaj także: Zaraz się zacznie. Pierwszy turnus ferii najbardziej oblegany
Czy przy okazji spotkania będzie można zobaczyć artefakty związane z „Heweliuszem”, które macie na wystawie stałej?
W czasie spotkania akurat nie, gdyż odbędzie się ono już po zamknięciu ekspozycji, ale w czasie pracy muzeum zawsze można je zobaczyć. To niewielka kolekcja, ale opowiada niezwykłą historię. Wśród eksponatów mamy podniesione przez duński śmigłowiec koło ratunkowe i rzeczy osobiste przekazane nam przez jednego z ocalałych członków załogi Grzegorza Sudwoja.
Historia tych pozornie zwykłych przedmiotów, jak zegarek, notes, medalik, przybory do szycia czy dokument, jest niezwykła. Pan Grzegorz miał je przy sobie w takiej saszetce, którą zgubił, dostając się do tratwy ratunkowej. Saszetkę wyłowili niemieccy nurkowie i dostarczyli mu do szpitala, w którym przebywał po katastrofie. Dokumenty, mimo przebywania w wodzie, zachowały się w bardzo dobrym stanie. Atrament przetrwał i można odczytać napisy. W środku saszetki, gdy ją otrzymaliśmy, wciąż znajdował się piasek z dna Bałtyku.
Pan Grzegorz przekazał nam także skafander, który 33 lata temu ocalił mu życie, ale nie mamy warunków, by odpowiednio go eksponować na wystawie stałej. Można go u nas oglądać podczas specjalnych wydarzeń, takich jak prezentacja, którą zorganizowaliśmy w listopadzie ub.r.
[1/5] Grzegorz Sudwoj na tle modelu promu M/F Jan Heweliusz. Model „zagrał” w serialu „Heweliusz” Źródło zdjęć: Ze zbiorów NMM w Gdańsku | Łukasz Grygiel
Ta wystawa pojawiła się w czasie, gdy na ekrany wszedł cieszący się ogromną popularnością serial „Heweliusz”. Czy serial przełożył się na większe zainteresowanie wystawą i generalnie tematem tej katastrofy?
Na pewno tak. Ale my w naszych działaniach i w najbliższym spotkaniu raczej się do niego nie odnosimy. Wiadomo, że produkcja filmowa skupia się na trochę innych wątkach i aspektach niż muzeum, które jest powiernikiem historii i przez cały czas dba o to, by pamięć o tym wydarzeniu została zachowana.
W 14. rocznicę katastrofy, przed siedzibą NMM stanął pomnik, poświęcony „Tym, którzy nie powrócili z morza”, w tym ofiarom Heweliusza. W środę, jak zawsze 14 stycznia, o 9 rano spotkamy się przed nim i zapalimy znicze.
Ale wracając jeszcze do wątku serialu, to mogę powiedzieć, że nasze muzeum miało swój malutki udział w tej produkcji. Jest taka scena w pokoju dyrektora, gdzie ludzie oglądają model promu. To model z naszego muzeum, który wypożyczyliśmy twórcom serialu „Heweliusz”.
Środowe spotkanie to nie pierwsza taka inicjatywa NMM, prawda?
To prawda. W ubiegłym roku naszym gościem był Adam Zadworny, autor książki „Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku”. Podobnie jak dzisiaj serial, tak w zeszłym roku ta publikacja też odświeżyła pamięć o katastrofie i spowodowała wzrost zainteresowania tragedią „Heweliusza”. Samo spotkanie było bardzo ciekawe i wywołało interesującą dyskusję.
Generalnie wszystkie wydarzenia, czy to wystawy, czy spotkania, które organizujemy, dla mnie mają tę bezcenną wartość, że zawsze wiążą się z kolejnymi odkryciami. Bardzo często przychodzą na nie osoby w jakiś sposób związane z promem, np. członkowie załogi, którzy wcześniej pływali na Heweliuszu i opowiadają niezwykłą i bardzo pechową historię tej jednostki, która zanim zatonęła, uczestniczyła w około 30 różnych nieszczęśliwych zdarzeniach.
[1/4] Dr Marcin Westphal podczas prezentacji eksponatów z Heweliusza Źródło zdjęć: Zbiory NMM w Gdańsku | Paweł Jóźwiak
Bohaterem środowego spotkania będzie „Heweliusz” i jego historia. Ale takie wydarzenie, to też okazja do bliższego poznania samego NMM, zwłaszcza dla osób, które jeszcze w nim nie były. Co takiego można, co szczególnie warto zobaczyć w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku?
Każdy z naszych dziewięciu, a w przyszłym roku już dziesięciu oddziałów, bo otwieramy nowy w Łebie, prezentuje niezwykle ciekawe rzeczy. Bardzo interesujące są dwa oddziały w Tczewie – pierwszy poświęcony rzece Wiśle, drugi to nasze centrum konserwacji, gdzie można na żywo obejrzeć, jak pracują konserwatorzy oraz zobaczyć kolekcję ważnych dla polskiej żeglugi łodzi.
Czytaj także: Trwa budowa Muzeum Powstania Wielkopolskiego. „Będzie trwałym i pięknym świadectwo naszej pamięci”
W Gdańsku oczywiście Żuraw, Sołdek – pierwszy statek zbudowany w Polsce po II wojnie światowej, ale też nasza siedziba w zabytkowych spichlerzach, gdzie opowiadamy historię Polski związaną z morzem od VIII w. do współczesności i gdzie, o czym mało osób wie, mamy ogromną i naprawdę wspaniałą kolekcję malarstwa marynistycznego.
Młode osoby z kolei najbardziej lubią odwiedzać naszą interaktywną wystawę w Ośrodku Kultury Morskiej, gdzie mamy też bardzo ciekawą kolekcję tradycyjnych łodzi różnych ludów świata, które w większości trafiły do Polski przywiezione przez kapitanów naszych statków, a zostały znalezione dryfujące gdzieś na morzu, czy kupione za grosze w różnych zakątkach świata.
Są też bardzo ciekawe oddziały w Helu i czasowo zamknięty w Kątach Rybackich, który w sezonie będzie można już odwiedzać. Myślę, że siłą naszej placówki jest archeologia podwodna, badania, które prowadzimy pod powierzchnią Bałtyku, a których efekty można zobaczyć w różnych naszych oddziałach. Niezwykłym miejscem jest podwodny skansen wraków na wysokości Sopotu. Przenosimy tam różne zatopione w zatoce szczątki statków i nie tylko, i w sezonie będzie można wśród nich nurkować. Oferta NMM jak widać jest bardzo szeroka. Serdecznie zapraszam do jej odkrywania.