Informacje o śmierci Pietra Zantoniniego potwierdził Andrea Varnier, dyrektor generalny Fundacji Milano Cortina 2026, która odpowiada za organizację igrzysk.

– Z posiadanych przez nas informacji wynika, że była to śmierć z przyczyn naturalnych – zawał serca. Prowadzimy w tej sprawie dochodzenie – przekazał dziennikarzom.

Włoskie media podają, że Pietro Zantonini w dniu śmierci miał nocną zmianę w pobliżu placu budowy jednego z obiektów w Cortinie d’Ampezzo, który będzie gościł zmagania. W kurorcie zostaną rozegrane m.in. zawody w curlingu, saneczkarstwie oraz narciarstwie alpejskim.

55-latek miał co dwie godziny opuszczać ogrzewaną budkę strażniczą i wykonywać obchód terenu. Na ostatni udał się około 2:00 w nocy. Zanim wyszedł, poinformował współpracowników o złym samopoczuciu.

Wstępne ustalenia wskazują, że w czasie obchodu doznał zawału serca i upadł na śnieg. Temperatura miała wtedy wynosić – 12 st. C. Na miejscu wezwano służby ratunkowe, które podjęły próbę reanimacji. Niestety, jego życia nie udało się uratować.

Media podają, że Zantonini był zatrudniony przez prywatną firmę ochroniarską. Pracował na 12-godzinnych dyżurach.

Śmierć mężczyzny stała się przedmiotem publicznej debaty we Włoszech. Minister infrastruktury, Matteo Salvini, zaapelował o „pełne i rygorystyczne śledztwo” oraz dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności tragedii.

„Często skarżył się rodzinie na warunki pracy. To jest prawdziwe oblicze naszego kraju, z którym musimy się zmierzyć” – napisał z kolei w mediach społecznościowych Giuseppe Conte, były premier Włoch i przewodniczący partii Ruch Pięciu Gwiazd. Ocenił on ponadto, że Zantonini był jednym z „niewidzialnych pracowników”, którzy wykonują pracę w trudnych warunkach, często za niską płacę.

Dodajmy, że igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo potrwają od 6 do 22 lutego.