Sprawa jest wyjątkowa, bo po raz pierwszy w karierze sześciokrotnego mistrza świata mamy do czynienia z realną walką klubów o jego transfer. Walką, której stawką są gigantyczne pieniądze, prestiż i perspektywa seryjnego wygrywania rozgrywek ligowych. Gdy w 2022 roku Bartosz Zmarzlik odchodził z macierzystej Stali Gorzów sprawa wyglądała zupełnie inaczej, bo od początku jedynym poważnym kandydatem do zakontraktowania zawodnika był Orlen Oil Motor Lublin, a sam zawodnik nawet nie zaangażował się w rozmowy ze swoim dotychczasowym klubem czy innymi ośrodkami.

Motor mistrzowski marsz rozpoczął w 2022 roku. Potem do zespołu dołączył Bartosz Zmarzlik, a jego śladem do Lublina trafił Orlen, klub tylko umocnił swoją pozycję, deklasując rywali w walce o kolejne dwa tytuły mistrza Polski w latach 2023 i 2024.

ZOBACZ WIDEO Daniel Kaczmarek pierwszy raz po wypadku. O rokowaniach i kosztach leczenia

Do tej pory za jazdę w PGE Ekstralidze Zmarzlik zarabiał rocznie nieco ponad cztery miliony złotych. Teraz może liczyć nawet na milionową podwyżkę. Ogólnie żużlowiec zarabia jednak rocznie nawet 8-9 milionów złotych, na co składają się zarobki z kontraktów sponsorskich, wypłaty za jazdę w Grand Prix, lidze szwedzkiej i turniejach indywidualnych.

Tanio nie będzie, bo może się okazać, że to właśnie decyzja najlepszego zawodnika świata przesądzi o tym, który klub będzie w najbliższych latach miał szansę seryjnie wygrywać mistrzostwo Polski. Choć mowa o kontrakcie na sezon 2027, to rozmowy już się rozpoczęły, a każda wiadomość rozgrzewa środowisko do granic możliwości. W sprawie swojego ewentualnego transferu w końcu głos zabrał sam zawodnik.

– Na pewno stwierdzenie, że jestem jedną nogą w Betard Sparcie Wrocław, to za dużo powiedziane. Mam ofertę z tego klubu, ale także z kilku innych. Naprawdę sporo klubów wysłało zapytania, ale to na pewno nie jest jeszcze czas decyzji. Szczerze mówiąc obecnie o moim transferze mówi się dużo więcej niż ja sam wiem. Zapewniam, że nie podjąłem żadnej decyzji i nie wyznaczyłem sobie żadnego terminu na jej podjęcie. Mogę przyznać, że nie zabieram się jeszcze za te sprawy i daję sobie czas na ostateczne decyzje – komentuje sprawę Bartosz Zmarzlik.

We wtorek władze Betard Sparty Wrocław pochwaliły się przedłużeniem kontraktu z Artiomem Łagutą, ale nic nie wspomniały o rozmowach z Bartoszem Zmarzlikiem. Nieoficjalnie wiadomo, że informacja o dojściu do porozumienia z Łagutą to efekt przedłużających się negocjacji z mistrzem świata. Zmarzlik wciąż nie pojął ostatecznej decyzji i trudno nie odnieść wrażenia, że obecnie faworytem do podpisania z nim kontraktu wciąż są władze Orlen Oil Motor Lublin. Zresztą na swój sposób potwierdza to sam zawodnik.

– Faktycznie pierwszeństwo w rozmowach ma Motor Lublin, a z władzami tego klubu jestem cały czas w kontakcie. Nie ma możliwości, bym podjął jakąś decyzję bez rozmowy z władzami Motoru. Za bardzo się szanujemy, a mi za dobrze jeździ się w Lublinie, bym załatwiał takie rzeczy za ich plecami lub miał ukrywać przed nimi informacje o ewentualnym odejściu. Gdybym miał odchodzić, to Motor na pewno będzie o tym wiedział. Na razie bardziej skupiam się jednak na przygotowaniach do sezonu niż rozmowach o przyszłości – dodaje Zmarzlik.

Dla lublinian negocjacje z sześciokrotnym mistrzem świata to kwestia być albo nie być. Jego odejście wiązałoby się z koniecznością całkowitej przebudowy drużyny, a być może także pozbycia się na kilka lat mistrzowskich aspiracji. W PGE Ekstralidze nie ma obecnie żadnego zawodnika, który mógłby go zastąpić bez straty jakości, a więc Motor musiałby zacząć wzmacniać drużynę na każdej pozycji. O to też nie byłoby jednak łatwo, bo wielu liderów podpisało już kontrakty na 2027 rok i nie myśli o przeprowadzce.

Wiadomo, że poza Wrocławiem i Lublinem swoich szans w rozmowach z zawodnikiem chcieliby także spróbować władze Stali Gorzów, ale w tym momencie klub nie ma zbyt wielu argumentów, by stać się poważnym konkurentem dla dwóch najsolidniejszych ośrodków żużlowych w Polsce.

Wrocław może zaproponować Zmarzlikowi przede wszystkim olbrzymie pieniądze i szansę na regularne wygrywanie ligi w jednym z najlepszych zespołów w historii tego sportu. Gdyby Polak dołączył do Sparty, to jeździłby w niej razem z Artiomem Łagutą i Bradym Kurtzem. Taka trójka liderów to niemal pewny przepis na mistrzostwo Polski. Do tego Sparta ma jeszcze jeden atut, na który lublinianie nie będą w stanie odpowiedzieć. Z Kinic Zmarzlik podróżowałby na Stadion Olimpijski 3,5 godziny, a nie jak do tej pory do Lublina – 6,5 godziny. Poza tym, w 2027 i 2028 roku Motor – w związku z przebudową własnego stadionu – będzie występował w innym mieście, a pod uwagę brana jest Łódź, ale także Rzeszów, o którym mistrz świata nie chce nawet słyszeć. Na negocjacje może mieć wpływ także kończąca się umowa sponsorska klubu z głównym sponsorem zawodnika, czyli spółką Orlen.

Na razie jednak sytuacja wydaje się pod kontrolą, a kluczowym czynnikiem mogą okazać się bardzo bliskie relacje rodziny Zmarzlików z prezesem Motoru Lublin Jakubem Kępą. Ich relacje wykraczają poza zwykłe stosunki biznesowe, a ich rodziny spędzają wspólnie wolny czas.