Dr Amatzia Baram jest członkiem Middle East Forum Writing Fellow, a także emerytowanym profesorem na Wydziale Historii Bliskiego Wschodu oraz dyrektorem Centrum Studiów Irackich na Uniwersytecie w Hajfie w Izraelu.

Trwa najpotężniejsza od lat fala protestów w Iranie. Mieszkańcy wyszli na ulice, bo nieznośne koszty utrzymania od ponad 10 lat wyniszczają irańską klasę średnią i niższa klasę średnią. Warunki środowiskowe również uległy gwałtownemu pogorszeniu: zanieczyszczenie powietrza osiągnęło niebezpieczny poziom, a po latach suszy i nadmiernego zużycia wód gruntowych woda pitna w Teheranie stała się niebezpiecznie rzadka. Życie codzienne zostało poważnie zakłócone, nie tylko z powodu braku wody w kranach, ale także z powodu częstych przerw w dostawach energii elektrycznej i gazu do gotowania.

Demostracje rozlewają się na cały kraj. Same protesty, mimo że rozprzestrzeniają się na większość kraju i docierają do nowych grup społecznych, nadal angażują tysiące, a nie miliony osób. Wszystko wskazuje jednak na to, że to kwestia czasu. I nawet jeśli reżim uniknie upadku, struktury dyktatury już dziś są poważnie osłabione. A i pomoc protestującym zadeklarował sam Donald Trump.

28 grudnia 2025 r. sklepy sprzedające elektronikę i telefony komórkowe w centrum Teheranu zamknęły swoje podwoje w proteście przeciwko gwałtownemu wzrostowi cen dolara i złota oraz ekstremalnej zmienności irańskiej waluty, riala. Tradycyjnie 10 riali równa się jednemu tomanowi, jednostce powszechnie używanej w codziennych transakcjach. Niedawno władze wprowadziły „nowego riala”, którego wartość została zmieniona tak, że jeden nowy rial równa się 100 starym rialom. Posunięcie to bardzo przypomina wprowadzenie przez Izrael w 1985 r. nowego szekla w odpowiedzi na hiperinflację.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Milczenie władz tylko pogłębiło panikę społeczną i przyspieszyło wyścig po amerykańską walutę.

Tego dnia rial spadł na otwartym rynku do rekordowego poziomu 1,44 mln za dolara, po czym 30 grudnia nieznacznie odrobił straty do około 1,37 mln. Stało się to w momencie, gdy oficjalne dane wykazały wzrost rocznej inflacji do ponad 52 proc. pod koniec grudnia z około 42 proc. miesiąc wcześniej. Wahania te uniemożliwiają ustalenie cen towarów importowanych.

Ponadto pod koniec grudnia prezydent Masud Pezeszkian przedstawił nową propozycję budżetu, która obiecywała pomoc dla najbiedniejszych grup społecznych, ale groziła również podwyżką podatków. Wkrótce potem większość kupców z bazaru rozpoczęła protesty.

Bazaaris, irańska klasa kupiecka, była ściśle powiązana z klasą duchowną od czasu powstania dynastii Kadżarów pod koniec XVIII w. Zapewniali mułłom wsparcie finansowe i polityczne przeciwko reżimowi. Sojusz ten przetrwał podczas rewolty tytoniowej w latach 1891-1892, kiedy to zmusili szacha do unieważnienia brytyjskiej koncesji. To samo miało miejsce podczas rewolucji konstytucyjnej w latach 1905-1911, kiedy to strajki kupców narzuciły Ahmadowi Szachowi Kadżarowi ograniczenia konstytucyjne.

W marcu 1951 r. bazaris poparli nacjonalizację irańskiej ropy naftowej przeprowadzoną przez Mohammada Mossadegha. Ich wsparcie miało również kluczowe znaczenie dla sukcesu rewolucji ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego w latach 1978-1979.

W obecnej sytuacji do kupców dołączyli studenci drugiego dnia protestów i razem przemaszerowali na plac Chomeiniego w Teheranie. Demonstranci głośno skandowali: „Niech żyje szach”, „Niech żyje monarchia”, „Wstydź się, Pezeszkian, opuść Iran”, „Nie dla Libanu, nie dla Gazy, poświęcimy nasze życie dla Iranu” oraz „Śmierć dyktatorowi”, mając na myśli najwyższego przywódcę ajatollaha Alego Chameneiego. Demonstracje rozprzestrzeniły się na inne duże miasta, głównie Meszhed, Isfahan i Shiraz. Początkowo policja stosowała środki nieśmiercionośne, aby powstrzymać demonstracje, ale trzeciego dnia strzelała do protestujących.

Prezydent Iranu spotkał się z bazari i obiecał podjęcie działań mających na celu złagodzenie trudności ekonomicznych ludności. Zastąpiono prezesa banku narodowego. Jednak wyżsi rangą sędziowie przyjęli twarde stanowisko i ostrzegli, że demonstranci zostaną postawieni przed sądem.

31 grudnia ub.r. rząd ogłosił „święto”, zamykając wszystkie urzędy i szkoły, ale demonstracje nadal się rozprzestrzeniały, obejmując 17 z 31 prowincji Iranu. Do strajku dołączyli pracownicy sektora naftowego i członkowie związku zawodowego kierowców ciężarówek. Zbieżność interesów kupców, studentów, pracowników sektora naftowego i kierowców ciężarówek stanowi głęboko niepokojący sygnał dla reżimu.

Podejście prezydenta Pezeszkiana do uspokojenia niepokojów kontrastowało ostro z podejściem jego radykalnego poprzednika, Ebrahima Raisiego. Właśnie dlatego najwyższy przywódca zaplanował jego zwycięstwo w wyborach w lipcu 2024 r.

Zamiast uciekać się do brutalnych represji, Pezeszkian uznał prawo społeczeństwa do protestów. Przyznał, że reżim ponosi odpowiedzialność za nie do zniesienia koszty utrzymania, sugerując nawet, że władze sprzyjały korupcji, i zobowiązał się do zajęcia się tymi niepowodzeniami.

Na przykład trzeciego dnia protestów powiedział w telewizji: „Nie obwiniajcie Ameryki ani nikogo innego. To my musimy właściwie zarządzać naszymi problemami; to my musimy znaleźć sposób na ich rozwiązanie”.

W szóstą rocznicę śmierci generała Kasema Sulejmaniego Pezeszkian przybrał religijny ton, mówiąc, że Koran sugeruje, iż urzędnicy „należą do piekła”, jeśli nie potrafią rozwiązać problemów ludzi. Obiecał również, że jego rząd przestanie udzielać uprzywilejowanym osobom dostępu do subsydiowanych dolarów, twierdząc, że ci, którzy je otrzymali, niesprawiedliwie „korzystali z rent”. Obiecał, że od tej pory subsydia będą trafiać bezpośrednio do zwykłych konsumentów, a nie do uprzywilejowanych grup.

Poważny kryzys gospodarczy

Przez cały okres załamania riala w grudniu 2025 r. importerzy, dystrybutorzy i firmy powiązane z reżimem nadal mieli dostęp do twardej waluty z kanałów kontrolowanych przez rząd po znacznie subsydiowanych, sztucznie zaniżonych kursach, znacznie poniżej wartości rynkowej. Ten wielopoziomowy system wymiany walut umożliwił przepływ miliardów dolarów do dobrze powiązanych osób z wewnątrz i faworytów reżimu, wzmacniając postrzeganie głębokiej niesprawiedliwości gospodarczej przez społeczeństwo.

Liberalne obietnice prezydenta Pezeszkiana z pewnością miały poparcie Najwyższego Przywódcy. Jeśli jednak pojednawcze podejście prezydenta zawiedzie, reżim prawdopodobnie nasili trwające brutalne represje. W rzeczywistości protesty nadal się rozprzestrzeniały właśnie dlatego, że wielu Irańczyków podchodziło sceptycznie do gestów Pezeszkiana. Jak zapytał profesor Morteza Nemati Zargaran: „Jakie działania można podjąć, jeśli przedstawiciele protestujących kwestionują ogólną politykę kraju? Co zrobić, jeśli zostaną oni aresztowani przez ośrodki władzy spoza rządu?”.

Scenariusze

1. Bardziej prawdopodobne: upadek reżimu w perspektywie średnio— i długoterminowej

8 stycznia br. połączenie internetowe w Iranie zostało ograniczone do 1 proc. normalnego poziomu. Zrobiono to, aby zakłócić koordynację działań protestujących i ukryć represyjną politykę reżimu. Jednocześnie środek ten pokazał, że reżim jest głęboko zaniepokojony.

Ta fala niezadowolenia wygląda jak pierwsze wstrząsy przed tektoniczną zmianą. W tej chwili ani protestujący, ani reżim nie są w stanie przewidzieć, jak zakończy się ta sytuacja. Jednak już teraz jasne jest, że fala ta jest dla reżimu bardziej niebezpieczna niż demonstracje z 2022 r. protestujące przeciwko zabójstwu Mahsy Amini. Oprócz apelu o godność i wolność kobiet, obecny ruch wykorzystuje szerszą zbieżność gniewu społecznego dotyczącego niemal wszystkich obszarów odpowiedzialności reżimu.

Nieznośne koszty utrzymania od ponad 10 lat wyniszczają irańską klasę średnią i niższa klasę średnią. Warunki środowiskowe również uległy gwałtownemu pogorszeniu: zanieczyszczenie powietrza osiągnęło niebezpieczny poziom, a po latach suszy i nadmiernego zużycia wód gruntowych woda pitna w Teheranie stała się niebezpiecznie rzadka.

Sam prezydent przyznał, że miasto osiada o ok. 30 cm rocznie, a na obszarach miejskich pojawiają się zapadliska. Sytuacja stała się tak poważna, że Pezeszkian ostrzegł nawet, że stolica może wymagać przeniesienia ok. 1000 k, na południe, do Zatoki Omańskiej.

Życie codzienne zostało poważnie zakłócone, nie tylko z powodu braku wody w kranach, ale także z powodu częstych przerw w dostawach energii elektrycznej i gazu do gotowania.

Jeśli chodzi o sposób, w jaki ajatollahowie zajmują się sprawami międzynarodowymi, opinia publiczna nie wierzy w twierdzenia reżimu, że wygrał on 12-dniową wojnę z Izraelem. Irańczycy uważają, że wojna zakończyła się upokarzającą porażką dumy i radości reżimu, wyniosłej i bezwzględnej Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej (IRGC).

Po raz pierwszy w historii IRGC, tak heroiczna i odnosząca sukcesy w wojnie irańsko-irackiej (1980-1988), poniosła sromotną klęskę. Stało się jasne, że ta czczona siła jest obecnie w większości pustą skorupą, skuteczną tylko wobec nieuzbrojonych obywateli w kraju.

Wreszcie, najwyższy przywódca nie jest ani młody, ani zdrowy. Zniknął z życia publicznego podczas wojny i milczał w pierwszych dniach protestów, wzmacniając wrażenie próżni władzy w samym sercu reżimu. Jednocześnie ostrzeżenie prezydenta USA Donalda Trumpa, że Waszyngton zainterweniuje, jeśli reżim użyje przemocy wobec demonstrantów, jeszcze bardziej ośmieliło aktywistów.

2. Mniej prawdopodobne: reżim unika upadku

Nadal brakuje kilku decydujących elementów niezbędnych do zmiany systemowej, co może spowodować, że reżim na razie utrzyma się przy władzy. Syn szacha nie stał się jeszcze postacią jednoczącą, porównywalną z ajatollahem Chomeinim w latach 1978–1979. Żadna znacząca część wojska, IRGC, policji ani milicji Basij nie przeszła na stronę opozycji i nie widać jeszcze widocznego podziału w kierownictwie. Same demonstracje, mimo że rozprzestrzeniają się na większość kraju i docierają do nowych grup społecznych, nadal angażują tysiące, a nie miliony osób.

Reżimowi może się jeszcze udać wbić klin między związki zawodowe i bazaaris, z sektorem naftowym i rolnikami po jednej stronie, a miejską klasą średnią i niższą klasą średnią oraz młodzieżą uniwersytecką po drugiej. Może również zignorować ostrzeżenie prezydenta Trumpa i wysłać IRGC, które obecnie czeka na uboczu.

Mimo to moment ten oznacza początek upadku reżimu. Elita rządząca wydaje się niezdolna do zrozumienia głębi gniewu młodszych Irańczyków, którzy żyją w surowej sprzeczności. Borykają się z ubóstwem, bezrobociem i ponurą przyszłością w kraju bogatym w zasoby. Wielu z nich obwinia za to władze i nadal wierzy, że ma siłę, by wymusić zmiany. Protesty wstrząsają fundamentami reżimu i wkrótce zmuszają go do podjęcia trudnego wyboru: przeprowadzić znaczące zmiany lub ryzykować ostateczny upadek.