Kampania prezydenta Donalda Trumpa, mająca na celu wszczynanie śledztw karnych przeciwko jego politycznym przeciwnikom, wciąż natrafia na jeden nieusuwalny problem: jego własne słowa.
Niedzielne doniesienia o tym, że Departament Sprawiedliwości po cichu rozważa postawienie zarzutów przewodniczącemu Rezerwy Federalnej Jerome’owi Powellowi — jednemu z częstych celów ataków Trumpa — zaniepokoiły ustawodawców. Ci uznali to za próbę upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości i wykorzystania go do wpływania na politykę gospodarczą.
Jednak swobodne i impulsywne komentarze Trumpa już wcześniej torpedowały postępowania, których się domagał — i tym razem może być podobnie.
Trump otwarcie nawoływał do ścigania byłego dyrektora FBI Jamesa Comeya oraz prokuratorki generalnej stanu Nowy Jork Letitii James — a następnie oboje zostali oskarżeni przez prokuratora, którego Trump sam wskazał do tej roli. Domagał się też podobnych działań wobec byłego specjalnego prokuratora Jacka Smitha, senatora Adama Schiffa i innych osób, do których żywi urazę za to, że w ostatnich latach prowadzili wobec niego postępowania.
Trump od dawna atakuje Powella za jego decyzje w sprawie polityki pieniężnej. W ostatnim czasie jednak przerzucił się na krytykę sposobu zarządzania samą Rezerwą Federalną — sugerując nawet, że Powell mógłby być przedmiotem śledztwa lub pozwu w związku z nadzorem nad remontem budynku Fedu, który wymknął się spod kontroli finansowej i wygenerował duże przekroczenia kosztów.
Michael M. Santiago / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / AFP
Budynek Rezerwy Federalnej w trakcie remontu, Waszyngton, Stany Zjednoczone, 17 lipca 2025 r.
W lipcu Trump wezwał Powella do „natychmiastowej rezygnacji”, a jego „car ds. mieszkalnictwa”, Bill Pulte, zażądał wszczęcia śledztwa wobec Powella w związku z jego wypowiedziami przed Kongresem na temat tej kosztownej modernizacji.
Kilka tygodni później Trump nazwał projekt remontowy „jednym z najbardziej niekompetentnych albo skorumpowanych remontów budynku w historii budownictwa!”.
We wrześniu natomiast Trump dał upust frustracji wobec swojego Departamentu Sprawiedliwości, że ten nie działa wystarczająco szybko, by uruchomić preferowane przez niego śledztwa przeciwko politycznym wrogom — a jego słowa wyglądały na impuls, który zmobilizował najwyższych urzędników przez niego mianowanych.
Amerykanie cenią szczerość prezydenta, jego przejrzystość i gotowość do dzielenia się swoimi przemyśleniami z opinią publiczną
— oświadczyła rzeczniczka Białego Domu Abigail Jackson.
Gadatliwość kosztuje
Luźne wypowiedzi Trumpa na temat Comeya i James pomogły — przynajmniej na razie — pogrążyć te sprawy. Wpłynęły też na inne postępowania karne i cywilne, m.in. na próbę oskarżenia i deportacji Kilmara Abrego Garcii oraz na działania Trumpa mające doprowadzić do usunięcia współpracowniczki Powella, członkini zarządu Fedu Lisy Cook. Schiff z kolei starał się uprzedzić ewentualne zarzuty o oszustwa hipoteczne, przedstawiając je jako efekt wieloletniej vendetty Trumpa przeciwko niemu.
AARON SCHWARTZ / PAP
Lisa Cook podczas posiedzenia Rady Rezerwy Federalnej w Waszyngtonie, USA, 24 października 2025 r.
W poniedziałek senator Mark Kelly (Demokrata z Arizony) pozwał administrację Trumpa za działania sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, który miał próbować go ukarać za publiczne wzywanie żołnierzy, by nie wykonywali bezprawnych rozkazów. Argument Kelly’ego jest prosty: Trump publicznie oskarżył go o zdradę stanu w sposób naruszający jego konstytucyjne prawa.
Trump w niedzielę 11 stycznia zaprzeczył, jakoby wiedział o wezwaniach sądowych wymierzonych w Powella — podobnie jak wcześniej, kiedy Departament Sprawiedliwości zbliżał się do postawienia zarzutów Comeyowi i Letitii James. Mimo to wpływ wieloletnich ataków Trumpa na Powella byłby kluczowym elementem obrony Powella w razie postawienia mu zarzutów — na co sam Powell zwrócił uwagę w nagraniu wideo opublikowanym w niedzielę wieczorem.
A Powell nie byłby w tym osamotniony.
Departament na smyczy?
Dwóch republikańskich senatorów — Thom Tillis i Lisa Murkowski — już oskarżyło Departament Sprawiedliwości o wykonywanie poleceń Białego Domu, których celem ma być wymuszenie konkretnej polityki pieniężnej Fedu, a nie prowadzenie rzetelnego śledztwa. Trzeci senator, Kevin Cramer, powiedział wprost, że nie uważa Powella za przestępcę.
Tak mocne uderzenia, płynące z samej partii Trumpa, stanowią tło dla ewentualnych zarzutów, które prokuratorzy mogliby ostatecznie ogłosić — i mogą wywołać także inne, trudne do przewidzenia skutki.
Sąd Najwyższy rozważa obecnie wniosek Trumpa o zwolnienie Lisy Cook w oparciu o nieudowodnione zarzuty dotyczące oszustw hipotecznych, zgłoszone przez Pultego. To właśnie Pulte był jedną z głównych osób napędzających tezę, że Powell powinien zostać zbadany, bo mógł potencjalnie skłamać przed Kongresem w sprawie przekroczenia kosztów remontu budynku Fedu.
Możliwe jednak, że motywacje Trumpa wykraczają poza samo skazanie politycznych przeciwników. Nawet jeśli jego cele nigdy nie trafią na salę rozpraw, już samo wszczęcie dochodzenia przez Departament Sprawiedliwości potrafi wywrócić komuś życie do góry nogami.
A gdy takie sprawy upadają, Trump często wraca do ataków — tym razem na sędziów, którzy je nadzorują — tak jak zrobił to w niedzielę na Truth Social, jednocześnie nagłaśniając doniesienia, że Letitia James znów jest obiektem śledztwa prowadzonego przez prokuratorów w Luizjanie.
Polowanie na ludzi, nie na przestępstwa
Choć próby Trumpa, by wykorzystać aparat państwa i narzędzia ścigania do uderzania w postrzeganych wrogów, nie odniosły dotąd większego sukcesu w sądach, część jego innych działań w ramach kampanii odwetu przyniosła już bardzo realne skutki.
Dziesiątki prokuratorów i agentów FBI, którzy pracowali nad sprawami karnymi przeciwko Trumpowi, nad dochodzeniami związanymi z 6 stycznia albo byli powiązani z jego przeciwnikami, zostali zwolnieni — często na wątpliwych podstawach prawnych.
Wielu z nich podejmuje kroki prawne, które mogą w przyszłości zapewnić im wyrównania finansowe, a być może nawet powrót na poprzednie stanowiska. Tyle że to może potrwać latami, a Departament Sprawiedliwości dodatkowo stawia prawne przeszkody, które utrudniają szybkie uzyskanie ochrony lub zadośćuczynienia.