W tej sprawie Dariusz Matecki jest świadkiem. Prokuratura twierdzi, że obecny poseł PiS przez lata był fikcyjnie zatrudniony najpierw w Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, a później w Regionalnej Dyrekcji LP (RDLP) w Szczecinie. Poseł Matecki dziś w sądzie był niezwykle pewny siebie. Opowiadał o tym, jak szerokie ma kompetencje. — Prowadzę media społecznościowe o największym zasięgu w Polsce i jednym z większych w Europie — stwierdził jeszcze przed rozprawą.
Dodał też, że nie zamierza iść w ślady Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego i ubiegać się o azyl, choć — jak twierdzi — miał takie propozycje. — Jestem w Polsce i nigdzie się nie wybieram. Za to jestem pewny, że Donald Tusk będzie kiedyś korzystał z azylu w Niemczech — dodał.
Na ławie oskarżonych zasiada w sumie trzech byłych dyrektorów związanych z Lasami Państwowymi: Andrzej Szelążek, były szef RDLP w Szczecinie (zgodził się na publikację wizerunku i nazwiska), Józef K., który był dyrektorem generalnym Lasów oraz Michał C., który zarządzał Centrum Informacji LP. To w CIRP Dariusz Matecki zaczynał swoją karierę w Lasach Państwowych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie zarzuty ma prokuratura wobec Dariusza Mateckiego?
Co mówił Matecki o swoich kompetencjach?
Ile pieniędzy Dariusz Matecki miał zarobić w Lasach Państwowych?
Co Matecki twierdzi o swoich rozmowach kwalifikacyjnych?
„Takich jak ja potrzeba”
— To nie było stanowisko dyrektorskie z wybujałą pensją — mówił przed sądem poseł Matecki. — Już wówczas zabiegałem o możliwość pracy zdalnej. Panował covid, więc to było naturalne. W przypadku moich zadań praca zdalna była czymś naturalnym. Osoba, która zajmuje się analizą mediów społecznościowych nie ma możliwości pracy ośmiu godzin dziennie. To dyspozycyjność 24 godz. na dobę — przekonywał.
O tym, co robił w Lasach Państwowych, Matecki opowiadał blisko godzinę. Tłumaczył, że wiele rzeczy nie wysyłał za pośrednictwem służbowej poczty, a przez komunikatory z dopiskiem, że trzeba się tym zająć. Że musiał prostować „kłamstwa polityków ówczesnej opozycji”. — Mieliśmy wtedy całą sieć ataków ze strony polityków i organizacji pozarządowych — mówił.
— Takich osób jak ja w Lasach Państwowych do dzisiaj potrzebnych jest znacznie więcej — stwierdził.
Jednym z kluczowych dowodów, jak zaznaczył, miał być fakt, że uprawnienia do administrowania kontem Lasów Państwowych na Twitterze (obecnie X).
Poseł odrzuca też zarzut dotyczący tego, że działalność w Lasach Państwowych wykorzystał do prowadzenia kampanii wyborczej. — Nie wiedziałem, czy będę kandydować do parlamentu. Poza tym później pojawiały się propozycję z innych okręgów wyborczych jak Oświęcim. Sytuacja między moją partią (Suwerenną Polską) a PiS była napięta. Zarzucanie mi, że sumienne wykonywanie swojej pracy jest kampanią wyborczą, jest absurdem — stwierdził.
Dodał też, że właśnie ze względu na czas kampanii wyborczej skorzystał z urlopu tacierzyńskiego.
Pewność posła PiS nieco opadła, kiedy zaczęły padać pytania ze strony oskarżycieli. Polityk nie potrafił odpowiedzieć na część pytań pełnomocnika Centrum Informacji Lasów Państwowych dotyczących swojego zatrudnienia.
„CV? Nie pamiętam”
Dariusz Matecki nie potrafił wskazać dokładnych powodów, dlaczego w pewnym momencie przestał wysyłać raporty dotyczące swojej pracy. Stwierdził, że „coś się zmieniło” i ktoś mu polecił, żeby ich więcej nie wysyłał. Nie pamięta, kto.
Podobnie nie pamięta, kto mu zabronił logowania się do systemu służbowego, który potwierdziłby pełnienie przez niego obowiązków. Stwierdził, że do pracy wykorzystywał przede wszystkim prywatny sprzęt.
Niepamięcią poseł PiS zasłonił się także w sprawie samego zatrudnienia. — Prowadziłem media społecznościowe Ministerstwa Środowiska i ktoś zaproponował, żeby rozruszać Lasy Państwowe. Nie pamiętam, co zrobiłem, żeby uzyskać zatrudnienie.
Nie pamięta także składania CV. — Mogłem coś takiego skonstruować, ale nie pamiętam — powiedział.
Rozmowy kwalifikacyjnej również sobie nie przypomina. — Z pewnością coś takiego było, ale nie pamiętam, z kim rozmawiałem.
Przypomnijmy, że prokuratura zarzuca trzem byłym dyrektorom, że fikcyjnie zatrudnili polityka PiS w Lasach Państwowych, a sam Matecki nigdy nie wykonywał żadnych obowiązków służbowych lub wykonywał je pozornie. W Centrum Informacji Leśnej Matecki miał zarobić ponad 320 tys. zł brutto. Później, w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie, kolejne 160 tys. zł w kilka miesięcy.
Dariusz Matecki w tej sprawie występuje w charakterze świadka. Przed sądem w Szczecinie wkrótce miał ruszyć inny proces. Ten dotyczy Funduszu Sprawiedliwości. W tej sprawie polityk PiS-u ma status oskarżonego. Jak ustalił Onet, sprawa jednak na razie nie ruszy. Sąd Okręgowy w Szczecinie skierował wniosek do Sądu Najwyższego o przeniesienie procesu do innego okręgu.