Klimovicova nie doczekała się jeszcze debiutu w głównej drabince Wielkiego Szlema, ale w Melbourne taka szansa realnie się pojawiła. Również za sprawą dość dobrego losowania, bo pierwsze starcie ze Stefanii Webb Linda mogła potraktować jako solidną rozgrzewkę.
Kolejną rywalką reprezentantki Polski była 28-letnia Lizette Cabrera i już patrząc na rankingi obu zawodniczek, dość wyraźnie można tu wskazać faworytkę. Australijka na światowej liście WTA jest pod koniec trzeciej setki, w tych eliminacjach w Melbourne zagrała wyłącznie dzięki dzikiej karcie. Choć i tu trzeba zaznaczyć, że podobne kalkulacje często bywają niebezpieczne.
W poprzedniej rundzie Cabrera pokonała bowiem Gabrielę Knutson, czyli Czeszkę, która tydzień wcześniej dostała się do głównej drabinki WTA 250 w Auckland, ogrywając w finale eliminacji Maję Chwalińską. A w przeszłości była 119. czyli wyżej niż Linda jest obecnie. Tuż przed wybuchem pandemii, gdy w Hobart najpierw pokonała Caroline Garcię, a w meczu o półfinał przegrała ponad 2,5-godzinny bój z Jeleną Rybakiną: 5:7 w trzecim secie.
Niemniej zdecydowanie wyżej stały akcje zawodniczki z Bielska-Białej.
Australian Open. Linda Klimovicova walczyła o finał kwalifikacji. Dwa sety, za to pełne emocji
Trener Klimovicovej Emila Miške na początku meczu mógł ze spokojem przyglądać się grze swojej podopiecznej. Dość szybko wyklarowało się, że Linda powinna jak najczęściej grać przez forhend Cabrery, zdecydowanie jej słabszą stronę. I mocno serwować, co akurat robić potrafi. Już w trzecim gemie Klimovicova uzyskała przełamanie, za moment potwierdziła je własnym podaniem.

Linda KlimovicovaLairys Laurent/ABACAEast News
Wszystko wskazywało już na to, że to ona dość spokojnie tego pierwszego seta wygra. A tymczasem w ósmym gemie, przy stanie 4:3, została przełamana. Nie dość, że do zera, to jeszcze po podwójnym błędzie serwisowym na sam koniec.
Widać było irytację w jej zachowaniu, zaczęła przegrywać dłuższe wymiany, miała problem z przejściem na forhend rywalki. Na szczęście zareagowała pozytywnie, w kolejnym gemie odzyskała inicjatywę, dużo dały mocne returny. I po takim kolejnym odpowiedź ze strony Cabrery już nie nadeszła, doszło do kolejnego breaka. Klimovicova objęła prowadzenie 5:4, za moment wyserwowała sobie seta. Choć też z nerwami, broniąc break pointa. Niemniej po 43 minutach miała 6:4 na swoim koncie.
I to już była cenna zaliczka, choć nie sprawiła, że wszystko dalej potoczyło się już po myśli Klimovicovej. Nic z tego, polska zawodniczka popełniała masę błędów, coraz gorzej przewidywała, jak może zagrać Australijka. A ta np. nie serwowała za mocno, za to precyzyjnie. Jeszcze na pierwsze przełamanie i stan 0:2 Klimovicova zdołała odpowiedzieć – i wyrównała. A później znów straciła podanie, przy stanie 2:3 i 15-40 posłała jeszcze asa, ale za moment przegrała bekhendową wymianę. Cabrera zmierzała już po wyrównanie, prowadziła 5:2, a później 5:3, 30-0 i serwowała.
I wtedy Linda zaczęła bardziej ryzykować, to się opłaciło. Odwróciła sytuację w tym gemie, dołożyła kolejnego. Wreszcie to ona dyktowała warunki.
I tak już zostało do końca tego spotkania. Klimovicova wygrała 6:4, 7:5 – z trudem, ale jednak znalazła się w finale kwalifikacji.
- Zwycięstwo Fręch, a teraz takie doniesienia. Walka z czasem przed Australian Open
- 4 dni do Australian Open, a tu starcie Świątek z Sabalenką. Co za wieści z Australii

Linda KlimovicovaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
Co za wymiana! Świątek zdominowała rywalkęPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
