Maja Chwalińska rozpoczęła kwalifikacje do Australian Open od pokonania Madison Brengle 7:6(3), 6:3. W tym spotkaniu oglądaliśmy festiwal przełamań. Zdecydowanie mniej pojawiło się ich w starciu reprezentantki Polski z Rebeką Masarową. Tutaj nie mogliśmy już mówić o tym, że nasza tenisistka jest zdecydowaną faworytką do zwycięstwa. Szwajcarka przystąpiła do kwalifikacji jako zawodniczka rozstawiona z numerem dziesięć. 

Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. „Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”

Wojna nerwów w pierwszym secie. Chwalińska wytrzymała presję

Już w inauguracyjnej partii na korcie były wielkie emocje. Nierzadko można kibice mogli zaobserwować długie wymiany. Mecz rozpoczął się od dwóch przełamań. Później wydawało się, że lepiej prezentuje się Chwalińska. Wystarczy wspomnieć, że w siódmym gemie Polka przełamała przeciwniczkę, a następnie obroniła własne podanie. Prowadziła już 5:3.

Później Masarova co prawda dopisała kolejnego gema do swojego konta, ale i tak Chwalińska serwowała po zwycięstwo w secie. W tamtym momencie lepiej zagrała jednak Szwajcarka i na tablicy świetlnej pojawił się remis 5:5. Po chwili – przy własnym podaniu – Masarova wyszła na prowadzenie, a następnie miała nawet jedną piłkę setową. Ostatecznie Chwalińska doprowadziła do tie-breaka.

W nim gra była naprawdę długa. Polka obroniła drugą piłkę setową i po kilku minutach przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść, triumfując 10-8.

Pokaz mocy Chwalińskiej w decydującej partii

W drugim secie znów obie panie toczyły zaciętą rywalizację. Przy stanie 1:1 Chwalińska dała się przełamać, ale chwilę później odpowiedziała tym samym. Następnie tenisistki utrzymywały własne podanie. Kluczowy był gem numer jedenaście. Polka serwowała, ale Szwajcarka szybko wyszła w nim na prowadzenie 40:0. To dało jej trzy break pointy i wykorzystała drugiego z nich. Następnie domknęła seta (7:5). To sprawiało, że do wyłonienia zwyciężczyni potrzebna była trzecia partia.

A w niej zaskoczenie. Tym razem na korcie dominowała jedna tenisistka, a była nią Chwalińska. Polka szybko narzuciła swoje warunki gry. Nie minęło dużo czasu, a prowadziła 3:0. Następnie dołożyła dwa kolejne gemy. Stało się jasne, że rywalka nie może jej odebrać zwycięstwa. Ostatecznie Masarova była w stanie ugrać zaledwie jednego gema, a cały mecz trwał blisko trzy godziny. 

Czytaj także: To dlatego Świątek płakała w meczu z Joint. Wszystko jasne

Chwalińska awansowała tym samym do ostatniej – trzeciej rundy kwalifikacji do Australian Open. W niej zmierzy się z Anheliną Kalininą. 

Maja Chwalińska – Rebeka Masarova 7:6(8), 5:7, 6:1