Korespondencja z Turcji (zgrupowanie polskich klubów)
Wniosek po tej rozmowie nasuwał się sam: trudno o większego entuzjastę polskiego futbolu od Luki Elsnera. A nie mówimy o człowieku znikąd, bo trener Cracovii przybył do Ekstraklasy bezpośrednio z ligi francuskiej, jednej z pięciu najmocniejszych w Europie. W bardzo obszernej rozmowie z Interią mówi o zmianach, do których doszło ostatnio w Cracovii (nieoczekiwane zwolnienie prezesa), o mijających miesiącach, planach na przyszłość.
Nagła zmiana prezesa Cracovii
Przemysław Langier (Interia Sport): Jak pan się odnajduje po zmianach, jakie zaszły w klubie?
Luka Elsner (trener Cracovii): – Przede wszystkim szanuję hierarchię i strukturę klubu. Pracuję jako trener, więc mam swoje obowiązki. Nie jestem kimś, kto decyduje o strukturze klubu. To leży w rękach właścicieli. Oczywiście zmiany zawsze w pewnym momencie są niekomfortowe, ale trzeba się dostosować i starać się szukać nowej drogi naprzód.
Ja nawet nie pytam o ocenę sytuacji, lecz o to czy nie poczuł się pan zdezorientowany zmianami z dnia na dzień.
– Moją codzienną pracą jest trenowanie, podejmowanie mądrych decyzji dotyczących drużyny, podejmowanie decyzji w czasie meczów. I myślę, że pod tym względem niewiele się zmieniło. Główna część pracy pozostaje taka sama, a szanse na jej realizację też są takie same. Wszystko, co się w życiu zdarza, wymaga kilku dni na adaptację, by zrozumieć nowy sposób działania i móc iść naprzód. I właśnie to zamierzamy zrobić. Jesteśmy w kontakcie z wszystkimi liderami klubu, większość z nich jest tu obecnych.
Obserwując reakcje kibiców Cracovii, zauważam spadek entuzjazmu po ostatnich wydarzeniach. To się nie przekłada na drużynę?
– Osobiście miałem dobre relacje z naszym byłym prezesem, ale akceptuję nową sytuację. Każda zmiana w strukturze klubu rodzi pytania i myślę, że w przyszłym miesiącu znajdziemy na nie odpowiedzi. Tak, jak powiedziałem: na koniec liczy się to, co pokazujemy na boisku i na tym musimy się skupić. Mam nadzieję, że jako zespół będziemy w stanie utrzymać entuzjazm naszych kibiców, ponieważ byli niesamowici przez pierwszą połowę sezonu. Chcemy nadal mieć ich wsparcie.
Miał pan już okazję spotkać się z nowym zarządem. Jakie są pana odczucia?
– To było po prostu spotkanie, na którym zaprezentowano nową strukturę i przedstawiono nowy zarząd Cracovii. Aktualnie bardzo zajęci obozem, treningami i realizacją programu szkoleniowego. Nie mieliśmy więc zbyt wiele czasu, aby omówić wszystkie sprawy.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałem wyjaśnić, zanim porozmawiamy o Cracovii. Reprezentacja Słowenii – jak wygląda i jak wyglądała ta sprawa w ostatnim czasie? Oczywiście pytam o ofertę dla pana.
– Są rzeczy, które muszą pozostać jako prywatne. Jestem trenerem Cracovii i absolutnie zamierzam wypełnić swój kontrakt i zrobić pozytywny krok w kierunku rozwoju klubu. I to właśnie jest moim celem. Cała reszta jest nieistotna, skupiam się tylko na tym.
Trener zadowolony z jesieni
W takim razie pomówmy o Cracovii. Jaka to była runda? Gdybym spytał we wrześniu, powiedziałby pan, że wspaniała. Ale pytam w styczniu.
– Było w porządku. Chcieliśmy mieć szansę, by móc powalczyć o coś na wiosnę. Myślę, że to się udało, choć wiele drużyn może powiedzieć to samo, bo mamy bardzo wyrównaną ligę. Nie wiem, czy w historii futbolu kiedykolwiek była tak zwarta liga od pierwszego do ostatniego miejsca. To świetne dla kibiców, ale też daje nam szansę. Inna sprawa, że moim zdaniem wiele drużyn poprawi się w drugiej rundzie. Pewnie te największe pokażą większą jakość, większą. Każdy zespół może skończyć w pierwszej piątce-szóstce i przewidzieć dziś, którym się to uda, jest niełatwo, ale jeśli mówimy o nas, to jesteśmy w takiej pozycji, w jakiej chcieliśmy być. Mam tylko nadzieję, że uda nam się rozwiązać niektóre z naszych problemów, pokazać regularność, nie mieć wielu kontuzji i walczyć o coś do ostatniej kolejki.
Jaka jest pana diagnoza gorszej drugiej części pierwszej rundy sezonu?
– Przeprowadziliśmy konkretną analizę problemów. Niektóre rzeczy możemy naprawić poprzez trening i zamierzamy to zrobić. Stałe fragmenty gry, jakość, zdolność do oddawania większej liczby strzałów z pola karnego po atakach pozycyjnych. Ale niektóre rzeczy musimy poprawić poprzez transfery. To dwa sposoby na poprawę gry zespołu i zamierzamy działać na obu tych polach. Oczywiście przy zachowaniu bardzo mocnej obrony, jednej z najlepszych w lidze oraz podnoszenia liczby celnych podań, większego posiadania piłki. Staniemy się nieco bardziej dominującą drużyną.
Wspomina pan o naprawianiu niektórych problemów transferami. Rozmawiamy 13 stycznia, to czwarty dzień obozu. Spodziewał się pan, że dziś będzie miał już nowych zawodników?
– Zawsze są dwie strony. Pierwsza to sztab i trener, którzy chcą, żeby wszystko było zrobione natychmiast, dzięki czemu możesz zacząć od wszystkich potrzebnych opcji już pierwszego dnia obozu. Zwykle jest to bardzo niemożliwe, zwłaszcza zimą. Druga to dział sportowy, który pracuje na rynku. Wiem, że nie jest łatwo, nie mamy też nieograniczonych zasobów. Skupiam się na treningach, choć wywieram presję na dział sportowego, na tyle, na ile to jest rozsądne.
W takim razie zróbmy trochę presji na dziale sportowym. Kogo pan oczekuje?
– Musimy zacząć tworzyć przewagę poprzez dryblingi i grę jeden na jednego. Nie mieliśmy jej wystarczająco dużo. Nawet statystyki pokazują, że jeśli chodzi o drybling, jesteśmy jedną z drużyn, które są niżej w lidze. I to jest cecha, którą musimy poprawić poprzez transfer. Reszta pozycji to bardziej konkurencyjni zawodnicy, którzy dadzą nam dostęp do mocniejszej rywalizacji i zabezpieczą nas na wypadek kontuzji lub zawieszeń.
Po zmianach w zarządzie, pana rola w komitecie transferowym jest taka sama?
– Jestem na początku i końcu łańcucha. Najpierw określam profil potrzebnego piłkarza, dokumentuję go, a na końcu wybieram jedną z dwóch lub trzech dostępnych opcji. Czuję się z tym komfortowo, bo nie mogę codziennie przyglądać się zawodnikom ani proponować 10 piłkarzy pod transfer. Poza tym Jarek Gambal pokazał, że ma oko do piłkarzy, że może wnieść jakość, a teraz z nową strukturą, po prostu czekamy, jak sprawy się potoczą.
Czyli pana rola w transferach się nie zmieniła.
– Nie, w tym aspekcie wcale.
Czy udział w LK „niszczy” polskie zespoły? Kosecki nie ma wątpliwości. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
Cracovia musi mieć nową twarz
Nie jesteście drużyną jednego piłkarza, ale wasze dobre wyniki były powiązane ze świetną formą Filipa Stojilkovicia. Może Cracovia za bardzo była zależna od niego?
– Wiele drużyn zależy od formy i sytuacji stworzonej dla napastnika. U nas działa to tak samo: kiedy Filip jest w świetnej formie, to korzystamy na tym. Ale myślę też, że wyjaśnienie mniejszej liczby jego bramek wynika również z tego, jak graliśmy i jak grały przeciwko niemu inne drużyny. Konsekwentnie zwiększaliśmy posiadanie piłki, ponieważ inne drużyny pozwalały nam mieć ją częściej, jednocześnie ograniczając przestrzeń za swoimi plecami, gdy byliśmy bliżej bramki. To stworzyło dla nas nowe wyzwanie, ponieważ Filip i inni zawodnicy mieli mniej miejsca na wykorzystanie swoich atutów i tym samym mieli mniej sytuacji. Zostaliśmy zmuszeni do tworzenia nowej tożsamości i znalezienia klucza do tych zmian.
– Pracujemy nad tym. Ale musimy też sprowadzić jednego lub dwóch zawodników, którzy będą w stanie odblokować te sytuacje. Ale w pewnym sensie cieszę się, że Cracovia jest w tej trudnej sytuacji, ponieważ wymaga to od nas zmiany sposobu gry na coś bardziej dominującego, co moim zdaniem w dłuższej perspektywie będzie opłacalne dla zespołu.
– Wierzę, że mniej więcej wszystkie drużyny, które odnoszą sukcesy przez trzy, cztery, pięć sezonów, to drużyny, które potrafią być nieco bardziej dominujące. I chcielibyśmy podążać za tym trendem. Oczywiście teraz jest trudno, ale szukamy wspomnianego klucza.
Jest szansa, że Cracovia na wiosnę pokaże już tę nową twarz? Drużyny prowadzącej grę?
– Oczywiście. Doszliśmy już do wniosków, jak to zrobić. Dzięki procesowi treningowemu możemy nad tym popracować. Poza tym pracujemy też nad mniejszymi przestrzeniami, bardziej precyzyjnymi podaniami. Powoli będziemy w stanie się poprawiać. Nawet ostatni mecz z Lechem Poznań, w którym mieliśmy bardzo mocną pierwszą połowę w dość ciasnych przestrzeniach, pokazał, że jesteśmy w stanie zrobić postępy w tym zakresie.
Czy Gabriel Charpentier jest na dziś realnym rywalem dla Stojilkovicia?
– Tak. Ma też inny profil, bardziej powiązany z linią pomocy, ale też bardzo silną pozycją w polu karnym. Zawsze więc był profilem zawodnika, na którego czekaliśmy. Niestety, dziś rano doznał nowej kontuzji przywodziciela, która nie wydaje się aż tak poważna, ale z pewnością zajmie mu tydzień lub 10 dni, zanim wróci do formy. Trudno jest odbudować zawodnika, który przez tak długi czas nie trenował regularnie z powodu kontuzji, ale nadal mamy nadzieję, że w drugiej rundzie będziemy mogli liczyć na jego pomoc.
Kto jest liderem Cracovii?
Co zmieniło przyjście Mateusza Klicha?
– Praktycznie nie da się go skutecznie naciskać, bo zawsze znajduje rozwiązania, by uwolnić się spod pressingu. Jest bardzo spokojny z piłką. Nadaje naszemu zespołowi inne tempo i myślę, że dzięki temu zyskaliśmy dużo kontroli, spokoju i pewności siebie. Jest on również świetnym przykładem dla wszystkich, ponieważ w swoim wieku jest wciąż ambitny, nie opuszcza ani jednego treningu, ma bardzo dobre warunki fizyczne. Reprezentuje wzór profesjonalnego piłkarza, a Cracovia to jego klub. Chcemy, żeby ludzie z silną tożsamością związaną z Krakowem reprezentowali barwy klubu. I myślę, że to bardzo, bardzo ważne. To szczęście, że go mamy.
A co zmieni powrót Kamila Glika? Jak w ogóle wygląda jego sytuacja?
– Trenuje codziennie od początku obozu. Działo się to już pod koniec rundy. Jest to dla niego wyzwanie, by utrzymać regularność na treningach, zdobyć trochę minut. Również w meczach towarzyskich. I nie mieć kolejnej przerwy, by odzyskać dobre samopoczucie, formę. Wrócić na poziom, na którym będzie mógł pomóc drużynie. Nawet wchodząc w mecz. Widzę to w najbliższej przyszłości. Jak szybko, trudno powiedzieć, ale wygląda coraz lepiej z każdym dniem. Najgorsze ma za sobą. Jego upór jest niesamowity. Ma takie nastawienie, że nigdy się nie poddaje.
Jest jednym z liderów w szatni? On i Mateusz Klich?
– Z Kamilem na boisku jesteś skupiony, agresywny, nastawiony na walkę. A Klich wnosi tę fajną część futbolu. Kochamy grać w piłkę nożną, kochamy kreować. Więc to jest inne. Zupełnie inne przywództwo, inny wpływ, ale oba bardzo pozytywne. Ale mamy też innych zawodników, którzy dostarczają inny rodzaj energii. Mikkel Maigaard czy Kakabadze postawili sobie to nawet za cel, do tego Ajdin Hasić rozwija się pod kątem przewodzenia drużynie, i tak dalej. Nie mamy jednej osoby, która wszystkim wyznacza kierunek.
Cracovia już nikogo nie sprzeda?
Pojawiła się informacja, że Cracovia nikogo już nie sprzeda. To prawda?
– To coś, czego nigdy nie można obiecać w piłce nożnej, ponieważ kiedy oferta przekracza granice logiki, to wszystko jest możliwe. Jako trener nigdy nie chcesz, żeby ktokolwiek odszedł, zwłaszcza ci, którzy mieli wpływ na wyniki, ale czasem są oferty, których nie możesz odrzucić.
Pojawiają się plotki, że są kluby, które chcą zapłacić kilka mln euro za Oskara Wójcika. On ma spokojną głowę? Młodzi zawodnicy czasami ją tracą w takich przypadkach.
– Myślę, że z Oskarem nigdy nie jest trudno, ponieważ on ma świetne nastawienie, jest bardzo ambitny. Uwielbia Cracovię. Wiem, że rynek się nim interesuje, ponieważ jest nowoczesnym środkowym obrońcą. Kiedy chcesz grać jeden na jednego na całym boisku, on to potrafi. Jeśli chcesz grać niskim blokiem, on to potrafi. Ma siłę do rywalizacji. Wierzymy, że jeden pełny sezon w Ekstraklasie pomógłby mu naprawdę dobrze się rozwinąć i znaleźć się w lepszej pozycji latem.
Cracovia powalczy o mistrzostwo Polski?
Co jest aktualnie celem Cracovii na ten sezon? Macie perspektywę gry nawet o mistrzostwo Polski.
– Myślę, że przed sezonem mogłeś spojrzeć na budżety i powiedziałeś sobie: OK, prawdopodobieństwo, że niektóre drużyny będą na prowadzeniu, jest bardzo wysokie. Reszta miała walczyć o to, co zostanie. A teraz patrzysz na tabelę w połowie sezonu i mówisz: nie wiadomo, co się stanie. Myślę, że to świetnie, ale tak myślą też inni. Pierwsze mecze są naprawdę ważne, bo to właśnie one zrobią różnicę. Tabela będzie się rozciągać. Chcemy być na to gotowi. Obserwator z zewnątrz może powiedzieć: spójrz, jest wiele sposobów, w jaki to może się potoczyć i nie da się przewidzieć, co się stanie. To właśnie sprawia, że Ekstraklasa jest teraz piękna. Czysto statystycznie, patrząc na koniec sezonu, tabele często pokrywają się z budżetami klubów, ale zawsze jest miejsce na niespodziankę. My chcemy być tą niespodzianką.
Czyli teraz celu pan nie określi, bo dowie się pan dopiero po kilku tygodniach wiosny.
– Mógłbym powiedzieć, że po pięciu kolejkach. Kiedy będziemy w mieć 22-23 mecze za sobą wszystko będzie bardziej jasne. Choć możliwe, że nawet kiedy zastanie nas około 30. kolejka, wszyscy wciąż mogą być blisko. W każdym razie, jeśli spóźnisz się na start, trudno będzie wrócić.
Imponujący polscy trenerzy
Na pewno miał pan jakieś wyobrażenie pracy w Polsce. Co pana po pierwszym pół roku zaskoczyło pozytywnie, a co negatywnie?
– Nie było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ naprawdę byłem dobrze zorientowany. Starałem się dowiedzieć, zarówno z doświadczeń mojego brata (Rok Elsner grał w Ekstraklasie – przyp. red.), jak i ze śledzenia ligi, ale także oglądając wiele meczów i czując atmosferę. Nie ma więc wielu niespodzianek, zwłaszcza negatywnych. Mam wrażenie, że wszyscy w Europie wiedzą teraz, że polska liga jest naprawdę w dobrym momencie, że inwestuje się w nią. Poziom trenerów rośnie, poziom zawodników rośnie. Atmosfera jest absurdalnie dobra. Jest mnóstwo stadionów ze świetną atmosferą i bardzo dużą liczbą widzów. I czujesz, że drużyny są wspierane z trybun. Infrastruktura jest dobra, nawet bardzo. Boiska były dobre przez większość czasu. I może dodam, co mnie może nie zaskakuje, bo to byłoby idiotyczne, ale poziom trenerów jest dobry.
Europa tak nie uważa – przynajmniej patrząc, kogo zatrudnia.
– Ale oni są dobrzy, naprawdę. Nie możesz przyjść do polskiej ligi, by robić minimum i oczekiwać, że będziesz wygrywał. Obserwuję to od środka: stałe fragmenty gry są naprawdę dobre, elastyczność w taktyce jest naprawdę dobra. Sposób, w jaki trenerzy potrafią atakować lub wybierać strategię, która stworzy nowe problemy rywalom, poziom analizy – wszystko jest na bardzo solidnym poziomie. Myślę, że to nie było zaskakujące, ale utwierdziło mnie, że polska piłka nożna wznosi się coraz wyżej.
Któryś polski trener zaimponował panu szczególnie?
– Z pewnością dwaj trenerzy. Trener Jagiellonii (Adrian Siemieniec – przyp. red.) jako trener systematycznie pracujący nad stworzeniem tożsamości drużyny, która jest zdolna do dominacji i jednocześnie starający się utrzymać tę regularność w europejskich pucharach. Czujesz, że jeśli dasz im trochę przestrzeni i nie zagrasz z dużą intensywnością, to nawet nie zobaczysz piłki. Jagiellonia ma najbardziej stabilny sposób gry w lidze, dosłownie każdy mecz jest dla nich taki sam. Drugi trener to oczywiście trener Wisły Płock, ponieważ poziom organizacji, rywalizacja, zdolność do powtarzania, zaangażowanie, obrona w polu karnym… potrzeba dużo dobrego zarządzania, żeby móc trenować drużynę w ten sposób. Weszli z 1. ligi, a są na szczycie – to jest niesamowite.
Zbigniew Boniek powiedział kiedyś, że w Polsce w kilka miesięcy robimy wariata z każdego trenera. Pan tego wciąż unika.
– Trenowałem w ligach, które są bardzo konkurencyjne i które mają naprawdę dobrych trenerów. Może dlatego. Ale polscy trenerzy to też nie są wariaci. Czuję, że znam się na tym na tyle, by móc się wypowiedzieć na ich temat. Opinię mam jak najlepszą. Kolejny – Marek Papszun, który jest w Legii – jeśli spojrzymy na spójność wyników i sposób gry, to jest to naprawdę dobry poziom.
Bardzo chwali pan polski futbol, więc spytam z drugiej strony. Czego nam brakuje, by być na poziomie przykładowo ligi belgijskiej?
– Niektórzy obcokrajowcy mają duży wpływ na ligę i są cenieni za swoją kreatywność, gdy mają odrobinę swobody. Ale potrzeba też zdolności do znalezienia dodatkowej drogi…, do rozwiązywania, jak mawiamy, trudnych sytuacji. W polskiej piłce nożnej liczba takich zawodników nie jest za wysoka w stosunku do populacji. Przy tak wielu potencjalnych piłkarzach, myślę, że miło byłoby zobaczyć więcej polskich zawodników w lidze. Albo może nawet spoza Polski. Więcej technicznego talentu do rozwiązywania sytuacji w ataku, ponieważ jako trenerzy zawsze jesteśmy ograniczeni możliwościami swoich zawodników. Oczywiście, to kosztuje dużo pieniędzy, ponieważ kreatywni zawodnicy i piłkarze, którzy robią różnicę, to ci, którzy kosztują najwięcej na rynku. Ale można też ich stworzyć. Nie jestem po to, by udzielać porad ani uczyć futbolu w Polsce, ale mam takie wrażenie, że czasami jest problem z połączeniem szybkości i kreatywności. Można mieć kreatywność lub szybkość, ale połączenie ich ze sobą, czasami sprawia wrażenie, że potrzebujemy kilku dodatkowych zawodników w lidze, którzy mogliby dorównać temu poziomowi. Bo ostatecznie szybkość jest naprawdę ważnym czynnikiem w europejskiej piłce nożnej, zarówno w słabszych, jak i w czołowych ligach. Zdolność ofensywna, by być bardzo szybkim i bardzo technicznym, to kryteria, które robią różnicę.
Czyli wciąż mamy po prostu za mało jakości.
– Tak. Myślę, że pod względem intensywności, pod względem szybkiego biegu, Polska jest na niezłym miejscu. Nawet liczby są solidne. To wszystko jest. Ale aby naprawdę zrobić różnicę, trzeba być szybszym, trzeba być naprawdę szybkim. I potrzeba skrzydłowych, którzy są sprinterami, potrzeba napastników, którzy są sprinterami. To robi różnicę. Bo teraz, jeśli spojrzy się na najlepsze ligi, wiele drużyn ma w linii obrony bardzo szybkich zawodników. Jeśli się tego nie ma, bardzo trudno jest stworzyć przewagę.
A pod kątem medialnym? Jak porównać zainteresowanie piłką w Ligue 1 i w Ekstraklasie?
– Zainteresowanie jest podobne, ponieważ jest wiele rzeczy, które przyciągają ludzi na stadion. Wiele stadionów jest pełnych i panuje dobra atmosfera. Myślę, że zainteresowanie mediów wynika po części z telewizji i tego, jak pokazuje mecze zarówno na ekranie, jak i w mediach społecznościowych. Jest to coś silnego. Krąży też wiele filmów dokumentalnych. Ludzie kochają piłkę nożną. Czujesz to na ulicy, czujesz silną tożsamość z klubami, co dla mnie zawsze jest niesamowite. W Cracovii czujemy, kiedy jesteś naszym kibicem, to jesteś częścią rodziny. To trochę jak w Anglii, gdzie kiedy się rodzisz, częścią twojej rodziny jest klub. To jak tutaj. W Cracovii jest silne poczucie tożsamości i przekazywania go przez rodziny. W erze, w której piłka nożna się rozwija, jest to obecnie naprawdę silny biznes, chcesz zachować tę część, w której kibice czują, że to także ich klub, ich rodzina.
Tak najbardziej szczerze, jak pan potrafi – gdyby odebrał pan telefon od trenera z ligi francuskiej lub belgijskiej, który poprosiłby o opinię o pracy w Polsce, co by pan powiedział?
– Nie sądzę, żebym musiał ich bardzo przekonywać, ponieważ z mojego doświadczenia w ostatnim miesiącu, liczba osób, które rozmawiały ze mną w ten sposób: „Wiesz, Polska wydaje się ciekawą ligą, jak to widzisz? Jak to przeżywasz od środka? Bo czujemy, że są tam możliwości”. Rozmawiałem też z kilkoma Francuzami, którzy teraz grają w lidze, na przykład w Piaście. I oni się zgadzają. Są tu szczęśliwi, podoba im się. A te informacje są przekazywane dalej. Właśnie dlatego liga staje się bardzo atrakcyjna dla wielu różnych narodowości, nawet z czołowych lig, ponieważ również pod względem możliwości zapewnienia rocznych wynagrodzeń jest bardzo konkurencyjna. Nikogo nie muszę do tego przekonywać, wieści roznoszą się same.
Piłkarz z akademii, który jest najbliżej pierwszej drużyny?
– Bez wahania. Mateusz Tabisz radzi sobie teraz naprawdę dobrze na obozie. Bardzo dobre nastawienie, umiejętność nieulegania strachowi, co mi się podoba. Charakter, agresywny, ma dobrą, bardzo dobrą zwinność jak na swój wiek i jest inteligentny. Zaczyna rozumieć futbol. Wygląda naprawdę dobrze i mam nadzieję, że będzie kontynuował swoje postępy.
Czy rozmawiał pan z Robertem Platkiem, właścicielem Cracovii?
– Tak, mamy kontakty telefoniczne, spotkaliśmy się dwa razy i tak – mamy swoją relację.
Którego ze słoweńskich piłkarzy chciałby mieć w Cracovii?
– Wiem, że Benjamin Sesko ma trudny okres w Manchesterze United, więc to byłby dobry moment (śmiech). Choć w sumie strzelił już dwa gole, więc myślę, że sobie tam poradzi. Problem polega na tym, że za bardzo dobrych zawodników, którzy już ugruntowali swoją pozycję, cena jest zazwyczaj dość wysoka. Rozmawialiśmy z kilkoma słoweńskimi profilami latem, ale nie byliśmy w stanie spełnić oczekiwań finansowych. Ale mam asystenta ze Słowenii, więc następnym krokiem będzie pozyskanie słoweńskiego zawodnika.

Luka ElsnerMATTHIEU MIRVILLEAFP

Luka ElsnerMarcin GolbaAFP

Luka Elsner z autorem wywiadumateriały prasowe
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
