Na południowym krańcu Grenlandii, otoczonym śnieżnymi szczytami i głębokimi fiordami, leży Kvanefjeld — projekt wydobywczy, który pokazuje, że ta ogromna wyspa jest czymś więcej niż tylko pożądanym miejscem na bazą wojskową.

Pod lodową powierzchnią znajdują się duże złoże neodymu i prazeodymu, pierwiastków ziem rzadkich wykorzystywanych do produkcji magnesów niezbędnych do budowy turbin wiatrowych, pojazdów elektrycznych i zaawansowanego technologicznie sprzętu wojskowego.

W przypadku pomyślnej realizacji projektu Grenlandia, półautonomiczna część Danii, stałaby się pierwszym terytorium europejskim produkującym te kluczowe metale strategiczne. Energy Transition Minerals, australijska spółka wydobywcza wspierana przez Chiny, jest gotowa do rozpoczęcia prac. Tego samego nie można powiedzieć o podmiotach europejskich.

Ani Kopenhaga, ani Bruksela, ani rząd Grenlandii nie zmobilizowali swoich sił państwowych, aby zrealizować ten projekt. W 2009 r. Dania przekazała mieszkańcom Grenlandii kontrolę nad ich zasobami naturalnymi, ale 12 lat później jej rząd zablokował kopalnię, ponieważ pierwiastki ziem rzadkich są zmieszane z radioaktywnym uranem.

Od tego czasu projekt pozostaje w zawieszeniu i generuje wiele sporów prawnych.

— Kvanefjeld pokazuje, jak niepewność polityczna i regulacyjna — w połączeniu z geopolityką i wysokimi wymaganiami kapitałowymi — utrudnia realizację nawet strategicznie ważnych projektów — mówi POLITICO Jeppe Kofod, były minister spraw zagranicznych Danii, a obecnie doradca strategiczny Energy Transition Minerals.

Strategiczny błąd

Problemy Kvanefjeld są symbolem szerszych problemów Grenlandii. Choć ma ona wystarczająco zasobów niektórych pierwiastków ziem rzadkich, by zaspokoić aż 25 proc. światowego zapotrzebowania — nie wspominając o rezerwach ropy i gazu prawie tak dużych jak w Stanach Zjednoczonych oraz wielu innych potencjalnych metalach wykorzystywanych w czystej energii, w tym miedzi, graficie i niklu — zasoby te są prawie całkowicie niewykorzystane.

W Grenlandii działają tylko dwie małe kopalnie wydobywające złoto i niszowy minerał zwany skaleniem wykorzystywany do produkcji szkła i ceramiki. Do niedawna ani Dania, ani Unia Europejska nie wykazywały większego zainteresowania zmianą tej sytuacji.

Przed 2023 r. UE podpisała memorandum o porozumieniu z rządem Grenlandii w sprawie współpracy przy projektach górniczych. Ustawa UE o surowcach krytycznych, zaproponowana w tym samym roku, jest próbą nadrobienia zaległości poprzez budowę nowych kopalń zarówno w UE, jak i poza nią. W zeszłym miesiącu Komisja Europejska zobowiązała się do finansowania kopalni molibdenu Malmbjerg w Grenlandii, aby zapewnić dostawy tego metalu dla sektora obronnego UE.

W obliczu rzucanych przez Donalda Trumpa gróźb przejęcia Grenlandii siłą i małego prawdopodobieństwo przyznania w takim scenariuszu mieszkańcom wyspy prawa weta w sprawie projektów wydobywczych, jasne jest jedno — Europa może spóźnić się z podjęciem działań.

— Przez wiele lat UE w ograniczonym zakresie angażowała się w wydobycie kluczowych surowców Grenlandii. Dziś istnieje ryzyko, że Europa się spóźniła, bo Stany Zjednoczone i Chiny również zwiększyły swoje zainteresowanie tymi surowcami — mówi Kofod.

W świecie kształtowanym przez coraz bardziej agresywną politykę zagraniczną Trumpa oraz hiperaktywny rozwój czystych technologii i łańcuchów dostaw minerałów w Chinach, zaniedbanie przez Europę bogactw naturalnych Grenlandii coraz bardziej przypomina strategiczny błąd.

Wroga kraina

Nie oznacza to, że budowa kopalń na pokrytej kilometrową warstwą lodu Grenlandii będzie łatwym zadaniem.

— Ze wszystkich miejsc na świecie, w których można wydobywać surowce krytyczne, [Grenlandia] jest bardzo odległa i trudno dostępna — mówi Ditte Brasso Sorensen, starszy analityk ds. polityki klimatycznej i przemysłowej UE w Think Tank Europa. Wspomina również o „bardzo trudnych warunkach środowiskowych” panujące na tym terytorium.

Niewielka populacja Grenlandii — licząca mniej niż 60 tys. mieszkańców — oraz brak infrastruktury również utrudniają budowę kopalń. — To kwestia logistyczna — mówi Eldur Olafsson, dyrektor generalny Amaroq, firmy wydobywającej złoto, która prowadzi jedną z dwóch działających kopalń w Grenlandii, a także bada możliwości wydobycia metali ziem rzadkich i miedzi. — Jak buduje się kopalnie? Oczywiście potrzebny jest kapitał, sprzęt, ale także ludzie. I trzeba zbudować wokół nich całą infrastrukturę, ponieważ nie mogą to być wyłącznie mieszkańcy Grenlandii — dodaje.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Grenlandia ma również surowe przepisy dotyczące ochrony środowiska — w tym przełomowy zakaz wydobycia uranu z 2021 r. — które ograniczają wydobycie surowców ze względu na ich wpływ na przyrodę i środowisko. Według Per Kalviga, emerytowanego profesora z Duńskiej Służby Geologicznej i Grenlandii, rządowej organizacji badawczej Danii, jej obecny rząd, wybrany w zeszłym roku, nie wykazuje żadnych oznak zmiany stanowiska w sprawie zakazu wydobycia uranu.

Uran występuje zazwyczaj wraz z pierwiastkami ziem rzadkich, co oznacza, że zakaz może zniweczyć ogromny potencjał Grenlandii jako producenta pierwiastków ziem rzadkich.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku paliw kopalnych. Pomimo oceny Stanów Zjednoczonych z 2007 r., zgodnie z którą pod powierzchnią Grenlandii i jej wód terytorialnych znajduje się równowartość ponad 30 mld baryłek ropy naftowej i gazu ziemnego — prawie tyle samo, ile wynoszą rezerwy Stanów Zjednoczonych — 30 lat poszukiwań ropy naftowej przez grupę Chevron, włoską ENI i Shell nie przyniosło żadnych rezultatów.

W 2021 r. ówczesny lewicowy rząd Grenlandii zakazał dalszych poszukiwań ropy ze względów środowiskowych. Duński geolog Flemming Christiansen, który do 2020 r. był zastępcą dyrektora Służby Geologicznej Danii i Grenlandii, powiedział, że porażka ta nie miała nic wspólnego z rzeczywistym potencjałem Grenlandii jako producenta ropy.

Załamanie cen ropy naftowej w 2014 r. w połączeniu z wysokimi kosztami wierceń w Arktyce sprawiło jego zdaniem, że przedsięwzięcie stało się nieopłacalne. Sprzeciw społeczny tylko skomplikował sprawę.

Wpływ zmian klimatycznych

Christiansen widzi na własne oczy dramatyczne skutki zmian klimatycznych — w postaci rozległych obszarów czystej wody. Rosnące temperatury topią bowiem pokrywy lodowe, które przez wieki sprawiały, że eksploracja tego terytorium była zimnym, kosztownym i niebezpiecznym przedsięwzięciem.

— Kiedy przelatuję nad wodami zachodniej Grenlandii, widzę zmiany. (…) Zmiany klimatyczne otwierają tę zamarzniętą krainę — mówi.

Grenlandia posiada największy obszar pokryty lodem poza Antarktyką, ale jej lód topnieje w alarmującym tempie. Najnowsze badania sugerują, że pokrywa lodowa może przestać istnieć do końca wieku, podnosząc poziom morza nawet o siedem metrów. Utrata stałej pokrywy lodowej o grubości kilkuset metrów „stopniowo poprawia opłacalność wydobycia zarówno paliw kopalnych, jak i kluczowych surowców — mówi Jakob Dreyer, badacz z Uniwersytetu w Kopenhadze.

Topniejące góry lodowe z lodowca Jakobshavn, Ilulissat, Grenlandia

Topniejące góry lodowe z lodowca Jakobshavn, Ilulissat, GrenlandiaPaul Souders / Getty Images

Eksploatacja zasobów Grenlandii nie zależy jednak od katastrofalnego poziomu globalnego ocieplenia. Kalvig z Duńskiej Służby Geologicznej i Grenlandii twierdzi, że nawet bez zaawansowanych zmian klimatycznych wybrzeże Grenlandii nie różni się zbytnio od wybrzeża Norwegii, gdzie znaleziono ropę naftową i prowadzonych jest wiele projektów wydobywczych.

— Nie da się dotrzeć tak daleko w głąb lądu, jak [w Norwegii], ale gdy już się do niego dotrze, wiele miejsc jest eksploatowanych przez cały rok — mówi Kalvig. — W tym sensie eksploatacja kopalń w Grenlandii nie jest trudniejsza niż w wielu częściach Norwegii, Kanady lub innych krajów — czy też Rosji. Robiono to już wcześniej, w latach, kiedy były ku temu warunki.

Wizja Trumpa

Rzecznik Komisji Europejskiej stwierdził, że UE współpracuje obecnie z rządem Grenlandii nad rozwojem jej zasobów. Dodał, że „demokratycznie wybrane władze Grenlandii od dawna opowiadają się za partnerstwem z UE w celu realizacji projektów korzystnych dla obu stron”.

Podkreślił jednak, że „los surowców mineralnych Grenlandii zależy od mieszkańców Grenlandii i ich przedstawicieli”.

Stany Zjednoczone mogą być mniej wielkoduszne. Niedawna operacja wojskowa Waszyngtonu w Wenezueli pokazała, że Trump poważnie podchodzi do budowy imperium opartego na zasobach naturalnych i jest gotów użyć siły oraz złamać normy międzynarodowe, aby osiągnąć ten cel. Grenlandia, z jej ogromnymi złożami ropy naftowej i metali ziem rzadkich, może idealnie pasować do jego wizji.

Mniej jasne jest, jakie miejsce zajmują w niej sami Grenlandczycy.