Wszyscy odliczają już godziny do startu Australian Open, ale organizatorzy przygotowali na środowy wieczór lokalnego czasu spektakularną przystawkę na Rod Laver Arena. Mowa o turnieju „1 Point Slam”, który wywraca zasady tenisa do góry nogami. Nie ma tu gemów, setów ani tie-breaków. Zasada jest prosta: grasz jeden punkt. Wygrywasz — przechodzisz dalej. Przegrywasz — odpadasz z turnieju. To format, w którym nie ma absolutnie żadnego marginesu błędu.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Obsada jest gwiazdorska, ale i zaskakująca. W drabince znalazło się 48 uczestników. Obok Igi Świątek zobaczymy m.in. Carlosa Alcaraza, Jannika Sinnera, Coco Gauff czy Nicka Kyrgiosa, ale to nie wszystko. Ramię w ramię z mistrzami staną amatorzy, a nawet celebryci. Aby wyrównać szanse w starciu z gigantami kortu, wprowadzono specjalne handicapy. Iga Świątek, jako profesjonalistka, będzie miała do dyspozycji tylko jeden serwis — błąd przy wprowadzeniu piłki do gry oznacza natychmiastową porażkę. Amatorzy otrzymują standardowe dwa podania.
Co ciekawe, o tym, kto rozpocznie wymianę serwisem, nie zdecyduje tradycyjny rzut monetą, lecz… szybka partyjka w „papier, kamień, nożyce” na środku kortu. Same linie sędziować będą sobie zawodnicy.
Drabinka Igi Świątek
Świątek, rozstawiona w turnieju z numerem trzecim, poznała już swoją potencjalną drogę do głównej nagrody. Dzięki wysokiemu rankingowi w pierwszej rundzie ma wolny los. Rywalizację rozpocznie od drugiego etapu, gdzie zmierzy się ze zwycięzcą pary Flavio Cobolli — Calum Puttergill. Prawdziwe fajerwerki mogą zacząć się jednak chwilę później, bo drabinka jest koedukacyjna.
Już w trzeciej rundzie możemy zobaczyć starcie z showmanem Francesem Tiafoe lub byłą gwiazdą tenisa, 45-letnim Maratem Safinem. W ćwierćfinale Polka może trafić na Jelenę Rybakinę lub nieobliczalnego Aleksandra Bublika. Jeśli przebrnie te pułapki, w półfinale poprzeczka powędruje jeszcze wyżej — tam potencjalnymi rywalami są Jannik Sinner, Daniił Miedwiediew czy Amanda Anisimova. A finał? Tu Polka może zagrać np. z Carlosem Alcarazem, Alexandrem Zverevem, Coco Gauff lub Nickiem Kyrgiosem.
Stawka tego ekspresowego turnieju jest wręcz nieprawdopodobna. Zwycięzca, który przebrnie przez pięć rund (wygrywając zaledwie pięć piłek!), zgarnie okrągły milion dolarów australijskich, czyli nieco ponad 2,4 mln zł. Dodatkowo klub lub szkoła tenisowa reprezentowana przez triumfatora otrzyma grant w wysokości 50 tys. dol. Dla Świątek to okazja do sprawdzenia refleksu i odporności psychicznej w luźniejszej atmosferze, tuż przed wejściem w tryb wielkoszlemowy. Choć to tylko show, przy takiej puli nagród nikt nie odstawi ręki.