Prawo i Sprawiedliwość chce odbić Grzegorzowi Braunowi część niezdecydowanych wyborców. W partii istnieją aktualnie dwie koncepcje tego, jak to zrobić. Frakcja „maślarzy” skupiona wokół Patryka Jakiego, Tobiasza Bocheńskiego i Przemysława Czarnka jest zwolennikiem ostrzejszego podejścia. „Takich akcji [jak Braun] nie będziemy robić, ale trzeba prezentować mocne stanowisko wobec Unii Europejskiej. Pokazywać jej słabości, obnażać dążenie do federalizacji” — mówi w rozmowie z „GW” jeden ze zwolenników zaostrzenia narracji.
Zwolennicy łagodniejszego podejścia są przekonani, że ostry język wypaczy wiarygodność partii. „Tak tego nie wygramy, musimy być jak Tusk w latach 2007 — 2011, gdy mówił do wyborców lewicowych, że nie poprze pełnej liberalizacji prawa aborcyjnego i nie zgodzi się na małżeństwa homoseksualne, ale tylko wspólnie możemy odsunąć Kaczyńskiego od władzy” — twierdzi jeden z polityków PiS. Podkreśla, że partia Grzegorza Brauna zabiera elektorat Konfederacji, więc ostatecznie „możemy na tym skorzystać”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jakie są koncepcje PiS dotyczące wyborców Brauna?
Kto popiera ostrzejsze podejście w PiS?
Co sądzi Kaczyński o obozie patriotycznym?
Jakie postawy są wyrażane wobec Nowej Nadziei?
Kaczyński gra na podziały w Konfederacji
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński przekonywał podczas spotkania z mieszkańcami Węgrowa, że kluczem do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w 2027 r. jest zjednoczenie szeroko rozumianego „obozu patriotycznego”. Jak ocenił, taki obóz „powinien dzisiaj w Polsce wygrać wybory i to bez specjalnego trudu”.
Zdaniem Kaczyńskiego w skład tego obozu wchodzi Prawo i Sprawiedliwość, dwa środowiska tworzące Konfederację: Ruch Narodowy Krzysztofa Bosaka, Nowa Nadzieja Sławomira Mentzena oraz Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna. — Cały problem polega na tym, że obóz patriotyczny nie jest zjednoczony, a w jakiejś mierze podlega także różnego rodzaju manipulacjom — stwierdził lider PiS.
Do postulatów Nowej Nadziei Kaczyński odnosi się jednak sceptycznie. Ocenił je jako „darwinizm społeczny, skrajny liberalizm, który w ogóle nie liczy się z interesem zwykłych ludzi”. — To jest załamanie pewnego porządku społecznego, do którego Polacy są już przyzwyczajeni, a tam po cichu są jeszcze inne plany — dodał. Zaznaczył przy tym, że „nie bardzo widzi możliwość współpracy” z tym środowiskiem, zwłaszcza wobec hasła „PiS, PO, jedno zło”. Jak podkreślił, między PiS a PO „jest przepaść”.