Użytkownicy Windowsa zmęczeni są ostatnimi działaniami Microsoftu, a może raczej „Microslopu”? Internauci w kreatywny sposób dają upust frustracji działaniami firmy.
Jeszcze kilka lat temu Windows był po prostu… Windowsem. Miał swoje braki, błędy i czasem człowiek zastanawiał się, czy nie rzucić go w kąt i nie zainstalować Linuksa. Był nadal jednak systemem operacyjnym, który miał działać, nie przeszkadzać i ewentualnie dawać się naprawić po comiesięcznej aktualizacji. Dziś Microsoft próbuje nam sprzedać zupełnie inną wizję: Windows jako „agentyczny system operacyjny”, który nie tylko reaguje na polecenia, ale sam coś podpowiada, analizuje, streszcza, generuje, a w domyśle również myśli za użytkownika. Problem w tym, że spora część użytkowników wcale o to nie prosiła. I coraz głośniej daje temu wyraz.
Microslop wkracza do akcji. Użytkownicy mają dojść
Wystarczy rzut oka na komentarze w mediach społecznościowych pod newsami o Windows 11. „Microslop” przewija się tam częściej niż „Microsoft”. To już nie tylko mem czy pojedyncza uszczypliwość, ale zjawisko na tyle rozpoznawalne, że doczekało się… rozszerzenia do Chrome’a. Dodatek „Microsoft to Microslop” automatycznie podmienia nazwę firmy na jej prześmiewczą wersję na każdej stronie internetowej. Autor rozszerzenia uczciwie zaznacza, że to wyłącznie wizualna manipulacja tekstem, bez ingerencji w linki czy dane. Ale przekaz jest jasny: użytkownicy są zmęczeni „AI-slopem” wciskanym im wszędzie, gdzie tylko się da.
Samo słowo „slop” w kontekście AI nie wzięło się znikąd. Oznacza niskiej jakości, masowo generowaną treść, która udaje coś wartościowego, ale w praktyce jest tylko cyfrową papką. Gdy internauci mówią „Microslop”, nie atakują samej idei sztucznej inteligencji. Atakują sposób, w jaki Microsoft próbuje ją sprzedać: nachalnie, bez opcji „nie chcę” i często kosztem stabilności oraz użyteczności systemu.
June 23, 2021. Barnaul, Russia. Windows 11 logo seen displayed on a smartphone. It is a major version of the Windows NT operating system
Copilot miał być gwiazdą tej rewolucji. Gdy pojawił się w 2023 roku jako Bing Chat, jeszcze z lekko kontrowersyjną osobowością „Sydney”, wzbudzał autentyczną ciekawość. Było w nim coś świeżego, trochę nieprzewidywalnego. Ludzie zaglądali, testowali, sprawdzali granice. Ale ta ciekawość szybko ustąpiła irytacji, gdy Copilot zaczął pojawiać się absolutnie wszędzie.
Najpierw Windows Copilot w samym systemie. Potem AI w Paintcie, który przez dekady był symbolem cyfrowej prostoty. Następnie Snipping Tool, Zdjęcia, Notatnik z funkcją streszczania tekstu, DALL-E w tle, a na deser Copilot czający się w menu kontekstowym Eksploratora plików. Teraz mówi się nawet o stałym panelu Copilota w Eksploratorze, jakby zarządzanie plikami bez asystenta AI było już czynnością archaiczną.
Windows ma problemy, a Microsoft zajmuje się nie tym, co konieczne
W tym całym pędzie Microsoft zdaje się ignorować podstawowy fakt: Windows wciąż ma problemy, które ciągną się za nim latami. Aktualizacje, które psują więcej, niż naprawiają. Niespójny interfejs, gdzie obok siebie funkcjonują elementy pamiętające Windows 7 i świeżo odmalowane kafelki z Windows 11. Błędy sterowników, losowe spadki wydajności, dziwne decyzje projektowe. Użytkownicy widzą to wszystko i zadają proste pytanie: dlaczego zamiast tego dostajemy kolejny przycisk AI?
Nic dziwnego, że frustracja zaczęła żyć własnym życiem. W sieci krążą fikcyjne grafiki marketingowe „Microslop”, a ironiczne komentarze pod adresem Satyi Nadelli zbierają tysiące polubień. Gdy CEO Microsoftu apeluje, by „nie nazywać ich AI slopem”, reakcja jest odwrotna od zamierzonej. Bo jeśli coś trzeba bronić na poziomie semantyki, to znaczy, że problem jest głębiej.
Grafika: depositphotos.com

