Duet Kawa-Zieliński podczas turnieju w Australii wyglądał jak maszyna, która nie ma słabych punktów. Co ciekawe, w decydującym o tytule starciu nie zobaczyliśmy naszych singlowych liderów — Igi Świątek i Huberta Hurkacza, którzy w United Cup rywalizowali w grze pojedynczej. Sztab od początku do końca turnieju postawił na wariant z Kawą i Zielińskim, co dla wielu obserwatorów było sporą niespodzianką, ale okazało się kluczem do sukcesu. Bilans był perfekcyjny: pięć meczów, pięć zwycięstw, w tym to najważniejsze — finałowe przeciwko Szwajcarii, które dało Polsce upragniony puchar.
W mediach natychmiast ruszyła lawina spekulacji: skoro idzie im tak świetnie, dlaczego nie przenieść tego na grunt Wielkiego Szlema? Rzeczywistość brutalnie weryfikuje marzenia kibiców. Oto szczegóły od samego Zielińskiego.
Po pięciu zwycięstwach kibice widzieli w Zielińskim i Kawie „czarnego konia” turnieju w Melbourne, licząc na to, że na fali entuzjazmu z United Cup mogliby powalczyć o najwyższe cele. Rzeczywistość zawodowego tenisa rządzi się jednak swoimi prawami.
O przyszłość tego duetu we wtorek zapytaliśmy u źródła podczas łączenia z Janem Zielińskim i Mateuszem Terczyńskim na konferencji Polskiego Związku Tenisowego.
— Gra mieszana ogranicza się właściwie do Wielkiego Szlema i rozgrywek typu United Cup, więc okazje do wspólnych występów zdarzają się bardzo rzadko. Niestety, w turniejach wielkoszlemowych drabinka jest mocno okrojona i niezwykle ciężko się do niej dostać — tłumaczył nam Zieliński.
— Nawet z moim rankingiem w okolicach 30. miejsca muszę szukać partnerki notowanej w moich okolicach, jak nie wyżej. Na szczęście Su-Wei Hsieh, z którą będę występował podczas tegorocznego Australian Open, ma ten ranking zdecydowanie wyższy, dlatego będziemy w stanie się na spokojnie dostać. Niestety, z Kasią nie bylibyśmy w stanie, nawet gdybyśmy chcieli. Podejrzewam też, że na „dzikie karty” nie mamy co liczyć, bo poza United Cup sukcesów australijskich nie mamy — wyjaśniał szczerze polski mistrz.
Zieliński nie zamyka drzwi na przyszłość. Jest jeden warunek
— Na razie ograniczamy się do występu w United Cup. Co przyniesie przyszły rok, zobaczymy. Jeżeli oboje poprawimy te rankingi na tyle, że będziemy mogli się wspólnie dostać do Szlemów, to na pewno taki temat się pojawi i będziemy o tym myśleli — zakończył Zieliński.
Tym samym w Melbourne Zieliński wystąpi w mikście u boku Tajwanki Su-Wei Hsieh, z którą w 2024 r. na kortach Australian Open i Wimbledonu sięgnął po tytuły mistrzowskie. Przypomnijmy, że Polak po triumfie w Australii został wówczas pierwszym polskim mistrzem wielkoszlemowym w grze mieszanej. Kilka miesięcy później duet do kolekcji dorzucił jeszcze triumf w Londynie. Poprzedni sezon był dla Zielińskiego znacznie mniej udany. Najwyżej w mikście dotarł do ćwierćfinału Wimbledonu, a w Australii dotarł zaledwie do drugiej rundy. W Roland Garros i US Open w ogóle nie wystartował.
Nie najlepiej szło mu również w deblu, w którym finalista Australian Open z 2023 r. dwukrotnie dotarł do trzeciej rundy turniejów wielkoszlemowych. Nowy sezon Zieliński rozpoczął z nowymi nadziejami. Jego deblowym partnerem został Brytyjczyk Luke Johnson, a we wspomnianym United Cup wraz z Katarzyną Kawą, Igą Świątek i Hubertem Hurkaczem sięgneli po tytuł. Warto dodać, że droga Polaków do historycznego tytułu była pozbawiona choćby jednego potknięcia.
Rozpoczęli od demonstracji siły w fazie grupowej przeciwko Niemcom i Holandii, wygrywając oba spotkania bez straty punktu (3:0). Prawdziwy test nadszedł w fazie pucharowej. W ćwierćfinale nasi tenisiści wytrzymali presję trybun, eliminując gospodarzy z Australii (2:1), a następnie — po niezwykle dramatycznym boju w półfinale — wyrzucili z turnieju Stany Zjednoczone (2:1). Zwieńczeniem tej znakomitej passy był wielki finał ze Szwajcarią, w którym Polacy ponownie przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść, wygrywając 2:1.