Sprawdź prognozę pogody dla swojego regionu na POGODA.WP.PL.
Niezadowoleni pasażerowie opisali w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” sytuację, jaka miała miejsce w niedzielny wieczór na lotnisku w Gdańsku. W miejscu udostępnionym dla samochodów zastali zasypane auta i nieodśnieżoną drogę pieszą między terminalem a parkingiem oddalonym o ok. 400 m. – Przejście wymagało pokonania zasp sięgających do pasa – relacjonował jeden z podróżnych.
Gdańsk. Paraliż na parkingu przy lotnisku. Kierowcy utknęli w zaspach
Z powodu weekendowej śnieżycy praca lotniska została częściowo sparaliżowana: niektóre rejsy odwołano, inne przekierowano. Na parkingu nr 8 wiatr nawiał tyle śniegu, że niektóre pojazdy były przysypane po dach. – Wyglądało to tak, jakby śnieg nie był sprzątany od początku opadów – opisywał pasażer.
Parkingiem zarządza Interparking na mocy umowy z portem. Rzeczniczka lotniska Agnieszka Michajłow podkreśla, że operator ma obowiązek całorocznego utrzymania terenu. – Parking był odśnieżany o godz. 9, 13 i 22 – przekazała. Priorytetem miały być ciągi komunikacyjne i drogi manewrowe.
Port ocenił, że przy ciągłych opadach i alertach RCB nie doszło do rażących zaniedbań, więc nie nałoży kar na zarządcę. – Nie widzimy, że nastąpiły jakieś rażące zaniechania – stwierdziła Michajłow. Jednocześnie poproszono operatora o wyjaśnienia skarg pasażerów.
Zarządca nie odśnieżył parkingu. Kierowcom kazał zapłacić karę za nadgodziny
Wspomniany podróżny nie kryje swojego zdenerwowania i zaznacza, że na koniec dyspozytor zażądał jeszcze od niego wynoszącej 50 zł dopłaty za przekroczony czas, gdy pomagał odkopywać auta innym kierowcom. Szlaban podniesiono bez opłaty dopiero po sprzeczce.
– Zachowanie dyspozytora było zgodne z regulaminem, a pasażer może złożyć reklamację – wyjaśniła rzeczniczka gdańskiego lotniska. Interparking zadeklarował natomiast zwroty poniesionych kosztów.
Kontrastuje to z relacjami z Modlina. Tam po śnieżycach pracownik z łopatą pomagał pasażerom dotrzeć do aut i usuwał zaspy wokół pojazdów na parkingu „Pod wiatrakiem”. – Drogi między rzędami były odśnieżone, można było suchą nogą wsiąść i wyjechać – mówił pasażer lądujący na podwarszawskim lotnisku.
Źródło: trojmiasto.wyborcza.pl