Ceny energii według kontraktów z dostawą na drugi kwartał br. ustaliły się w Polsce we wtorek 13 stycznia na 99,31 euro za MWh, a kontrakty na 2027 r. – na 102,21 euro. Są to w obu przypadkach najwyższe poziomy w Europie. A to w kontraktach terminowych sprzedaje się w Polsce zdecydowaną większość prądu.
Prawie równie źle, jak Polska mają: Rumunia, Węgry, Bułgaria i Chorwacja. Niemcy prąd mają o jedną czwartą tańszy, Francja i Hiszpania o dwie trzecie tańszy.

Ceny energii kontrakty na 2 kw. 26, dane z 3 stycznia
|
EEX
Nasz system domykany cenowo jest jednak energetyką na węgiel brunatny, a ta w wyniku wzrostu notowań uprawnień na emisję CO2 do 84,6 euro za tonę jest obecnie ekstremalnie droga w porównaniu do innych krajów. Stąd systemy, które domykane są elektrowniami jądrowymi lub gazowymi dają obecnie dużo tańszą energię elektryczną niż te, gdzie rezerwę zapewniają bloki węglowe.
Teoretycznie zbijać ceny powinny źródła odnawialne. PSE podało nawet, że przekroczyliśmy kolejne kamienie milowe. Wiatraki przekroczyły 11,2 GW mocy, a fotowoltaika 25,5 GW.
Czytaj także w BUSINESS INSIDER
Oznacza to przyrost energetyki wiatrowej o 10,5 proc. rok do roku, a solarnej — o 20,7 proc.
Ponad połowa mocy w OZE
Według najnowszych dostępnych danych ARE na temat mocy zainstalowanej w polskiej energetyce, wiatraki miały na koniec listopada już 13,6 proc. mocy, a fotowoltaika 31,7 proc. Razem z elektrowniami wodnymi i biomasą dawało to już 49,6 proc. mocy w systemie i po danych z PSE z grudnia wynika, że przekroczyliśmy już 50 proc.
Tegoroczny styczeń jest jednak kapryśny i dużo gorszy od poprzednich lat dla energetyki wiatrowej. W rezultacie OZE dawały w styczniu łącznie zaledwie 23 proc. prądu w polskiej sieci, podczas gdy w 2025 r. 24,3 proc., a rok wcześniej 27,8 proc. Mimo przyrostu mocy energii jest z tego mniej.