Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) wspólnie z Akademią Leona Koźmińskiego przygotowały raport o potencjale i barierach rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Bez większych zamówień publicznych i komercjalizacji know-how firmy znad Wisły nie wykorzystają potencjału globalnego rynku kosmicznego, którego wartość w 2035 r. ma wynieść 1,8 bln USD. Na przyszłość polskiej branży będzie miał również wpływ m.in. dostęp do kapitału prywatnego i odpowiednich kadr.

– W 2012 r., kiedy Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), powstała komercyjna branża kosmiczna. W ciągu ostatniej dekady przeszła drogę od peryferyjnego podwykonawcy do pełnoprawnego uczestnika europejskiego rynku z własnymi produktami i kadrami – mówi Łukasz Kotapski, wiceprezes ARP.

Polskie specjalności kosmiczne

Autorzy raportu zwracają uwagę na przewagi technologiczne polskich spółek. Już nie konkurują niskimi kosztami zatrudnienia, tylko jakością technologii.

– Polskimi specjalizacjami kosmicznymi są elektronika satelitarna, robotyka kosmiczna, systemy obserwacji Ziemi i przetwarzania danych satelitarnych. Skala produkcji wciąż jednak jest za mała. Ponadto branża zmaga się z niewystarczającym popytem krajowym. Działa głównie na rynku europejskim i międzynarodowym – podkreśla Łukasz Kotapski.

Eksperci uważają, że przyszłość polskiego sektora będzie zależała od decyzji inwestycyjnych, zamówień publicznych, polityki zakupowej państwa, a w mniejszym stopniu od powstania kolejnej strategii narodowej. Co jest szansą dla firm kosmicznych znad Wisły? Optymizmem napawają dane World Economic Forum i McKinsey & Company, z których wynika, że globalna wartość branży ma wzrosnąć z 630 mld USD w 2023 r. do 1,8 bln USD w 2035 r., co oznacza średnią roczną dynamikę na poziomie 9 proc. Prognoza obejmuje zarówno tzw. sektor upstream, związany z wynoszeniem satelitów i infrastrukturą orbitalną, jak i downstream, czyli wykorzystanie danych satelitarnych.

– Główne szanse rozwoju branży wiążą się przede wszystkim z postępem technologicznym. Znaczący spadek kosztów wynoszenia ładunków w kosmos otwiera drogę nowym firmom do zaistnienia w tym sektorze. Miniaturyzacja części satelitarnych i rozwój technologii obserwacji Ziemi umożliwiają tworzenie coraz bardziej zaawansowanych i tańszych systemów kosmicznych. Szczególnie obiecujący jest rozwój zastosowań komercyjnych. Dane satelitarne znajdują coraz szersze zastosowanie w transporcie, logistyce i handlu detalicznym. Ponadto systemy nawigacji satelitarnej stają się kluczowe dla rozwoju autonomicznych pojazdów, a internet satelitarny może zapewnić łączność w rejonach pozbawionych tradycyjnej infrastruktury telekomunikacyjnej – wylicza Paweł Pacek, dyrektor departamentu nowych technologii w ARP.

Geopolityka i militaryzacja przestrzeni kosmicznej

Sporym wyzwaniem dla sektora będzie rosnąca liczba obiektów na orbicie okołoziemskiej. Zwiększa ona ryzyko kolizji satelitów i sprzyja powstawaniu kosmicznych śmieci.

– Na rynku pojawiają się alternatywne technologie naziemne, których zastosowanie może okazać się tańsze i bardziej konkurencyjne. Wyzwaniem jest również geopolityka. Przestrzeń kosmiczna staje się areną rywalizacji międzynarodowej, co rodzi obawy o jej militaryzację. Problemem jest też brak kompleksowych regulacji międzynarodowych dotyczących wykorzystania przestrzeni kosmicznej – podkreśla Paweł Pacek.

Autorzy raportu nie mają wątpliwości, że niezbędne jest wypracowanie globalnych standardów bezpieczeństwa i zasad rozwoju sektora kosmicznego.

Niskie marże w ESA i niedobór zamówień komercyjnych

Mimo coraz szerszych zastosowań dla technologii kosmicznych istotnym problemem branży jest niedobór krajowych zamówień. Z opracowania wynika wręcz, że polski sektor kosmiczny w ogóle by nie powstał, gdyby nie możliwość realizowania projektów dla ESA. Kłopot w tym, że marże w kontraktach z europejską agencją są niskie.

– Wynoszą zaledwie 8 proc. Dla porównania projekty komercyjne mają marże na poziomie 30-50 proc. Przedsięwzięcia realizowane na zamówienie ESA są cennym wkładem w rozwój polskiego sektora kosmicznego. Są jednak niepowtarzalne i często nieskalowalne. Polegają na dostarczeniu technologii dla konkretnej misji kosmicznej, a bazują na wieloletnich badaniach – zwraca uwagę Paweł Pacek.

Jego zdaniem dzięki współpracy z ESA przedsiębiorcy powinni rozwijać kompetencje kadrowe, budować stabilność biznesu i technologie, a równocześnie dążyć do maksymalizacji marży, żeby była zbliżona do uzyskiwanej w przedsięwzięciach komercyjnych. Bez tego nie da się zbudować długofalowego modelu biznesowego i wypracować zysku wystarczającego na realizację kolejnych inwestycji.

Zyski są potrzebne tym bardziej, że dotacje unijne rozdzielane przez krajowe instytucje rzadko trafiają do firm z tej branży. Warunki formalne naborów nierzadko wykluczają młode spółki technologiczne z tego procesu. Przedsiębiorca, który tworzy unikatowe rozwiązania, często nie jest w stanie spełnić kryteriów finansowych. Jego firma jest uważana za znajdującą się w trudnej sytuacji finansowej, a projekt za nienadający się do wsparcia. Ponadto zasady publicznego finansowania nie przystają do realiów biznesowych firm kosmicznych. Od pomysłu do dotacji upływa co najmniej rok – w tym czasie dany produkt mogła już stworzyć konkurencja.

Jest jednak również dobra wiadomość dla branży – coraz mocniej interesują się nią funudsze venture capital. Zdaniem Pawła Packa dodatkowym źródłem finansowania dla kosmicznych start-upów mogą być pożyczki komercyjne i produkty quasikapitałowe, oferowane przez wyspecjalizowane instytucje.

– ARP wspiera m.in. przedsięwzięcia wysokiego ryzyka w ramach funduszy lub instrumentów mieszanych – zaznacza dyrektor.

Kadry – wąskie gardło sektora

Bolączką branży w najbliższych latach będzie deficyt kadr. W ostatnich dwóch latach zatrudnienie w sektorze wzrosło o 24 proc.

– Jeżeli branża będzie nadal rozwijała się w podobnym tempie – a ma ku temu warunki zarówno finansowe, jak i polityczne – to za 10 lat zabraknie jej pracowników. Już teraz wzrost zatrudnienia jest odwrotnie proporcjonalny do dostępności specjalistów – mówi Paweł Pacek.

Autorzy raportu uważają, że model kształcenia akademickiego musi się zmienić.

– Po pięciu lub sześciu latach uczelnia wypuszcza na rynek wykształconego absolwenta. W tym czasie jednak następuje ogromny postęp technologiczny. Szybciej można przekwalifikować pracownika z innej branży dzięki kursom i szkoleniom. Dobry elektronik może zająć się produkcją półprzewodników dla technologii kosmicznych, jeżeli tylko otrzyma lepsze warunki zatrudnienia – wyjaśnia Paweł Pacek.

Nie ma złudzeń, że przedstawiciele branży będą musieli pozyskiwać kadry z zagranicy, w tym z Ukrainy i Białorusi.

– Są tam fachowcy wysokiej klasy. Specjalizują się w technologiach rakietowych, których nasz kraj również potrzebuje. Zabiegają o nich także firmy z Europy Zachodniej, więc musimy zaoferować odpowiednie zachęty, żeby ściągnąć ich do Polski – podkreśla dyrektor departamentu nowych technologii w ARP.

Okiem przedsiębiorcy

Kontrakty komercyjne rosną dzięki ESA

Jacek Mandas

wiceprezes zarządu Creotech Instruments

Spółki z branży space są coraz bardziej rozpoznawalne na rynku. Dostarczają rozwiązania potrzebne w przemyśle i militariach, dzięki czemu ich wartość rośnie. Fundusze VC są zainteresowane ich finansowaniem. Podchodzą do sektora z coraz większym zrozumieniem.

Zamówień komercyjnych na polskim rynku jest jednak mało. Powód? Ten rynek dopiero się tworzy. Ponad dekadę temu przystąpiliśmy do ESA. Bez niej rodzimy sektor kosmiczny pewnie by powstał, ale nie znajdowałby się na obecnym etapie rozwoju i byłby zaniedbany przez biznes. ESA jest źródłem wiedzy dla spółek kosmicznych, doświadczonym graczem w tej branży. Wytworzenie produktu z jej pośrednictwem jest doskonałym rozwiązaniem. Własność intelektualna takiego projektu należy już do firmy, która go realizuje. Zamówienia komercyjne pochodzą głównie od branży militarnej i instytucji rządowych, w tym ministerstw zainteresowanych posiadaniem satelitów lub infrastruktury kosmicznej. Rynek zmienia się ze względu na sytuację geopolityczną. Coraz więcej krajów chce mieć własną infrastrukturę, co oznacza wzrost zainteresowania budową konstelacji satelitarnych. To z kolei przekłada się na coraz więcej kontraktów komercyjnych. By polskie firmy mogły je skutecznie realizować, potrzebna jest ESA. Dzięki niej zdobywają doświadczenie. Często agencja jest też pośrednikiem i koordynatorem zamówień z rynku.