Prezydent Donald Trump, prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew i premier Armenii Nikol Paszynian podpisali 8 sierpnia ub.r. w Białym Domu umowy pokojowe i gospodarcze. Pół roku później, we wtorek 13 stycznia br. sekretarz stanu USA Marco Rubio i minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan ujawnili ramy wdrożeniowe dla Trump Route for International Peace and Prosperity [TRIPP].
Ten obszerny, ale znaczący dokument przekłada sierpniowe zobowiązania Białego Domu dotyczące pokoju na coś znacznie bardziej namacalnego: kolej, drogi, źródła dochodów i wspieraną przez USA arterię tranzytową przecinającą terytorium Armenii. A to już Moskwę niepokoi najbardziej.
Ramy te wprowadzają w życie wspólną deklarację Armenii, Azerbejdżanu i Stanów Zjednoczonych z 8 sierpnia 2025 r., określającą, w jaki sposób nieograniczony, multimodalny tranzyt [oznaczający przewóz osób lub towarów, przy użyciu co najmniej dwóch rodzajów transportu] połączyłby Azerbejdżan z jego eksklawą Nachiczewan, przy pełnym zachowaniu suwerenności, jurysdykcji i kontroli granicznej Armenii.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W praktyce TRIPP włączyłby Armenię do transkaspijskiego „środkowego korytarza”, łączącego Azję Środkową i region Morza Kaspijskiego z Europą — i to z udziałem amerykańskiego kapitału, nadzoru i interesów handlowych.
Podstawę projektu stanowi kontrolowana przez Stany Zjednoczone spółka deweloperska, armeński organ regulacyjny oraz wyraźne gwarancje integralności terytorialnej.
Ta struktura ma znaczenie. Dla Waszyngtonu TRIPP rozszerza szlaki handlowe i łańcuchy dostaw.
Stolice europejskie obawiają się, że zostaną pominięte w każdym porozumieniu, które może mieć wpływ na przyszłość Ukrainy i ich bezpieczeństwo.
Z kolei dla Erywania oznacza to inwestycje, miejsca pracy i przewagę.
A dla regionu oznacza to zmianę postrzegania łączności jako mechanizmu pokojowego, a nie koncesji o charakterze zero-jedynkowym.
„Cichy postęp” — i czego brakuje
Richard Kauzlarich, były ambasador USA w Azerbejdżanie, nazywa te ramy „dobrą wiadomością dla wszystkich zainteresowanych pokojem na Kaukazie Południowym”, właśnie dlatego, że wykraczają one poza aspiracje i zmierzają w kierunku wdrożenia.
W rozmowie z Kyiv Post zauważa, że chociaż porozumienie jest formalnie dwustronne między Waszyngtonem a Erywaniem, to tworzy też połączenie transportowe między Nachiczewanem a resztą Azerbejdżanu, co sugeruje zakulisowe zaangażowanie Baku.
Równie uderzające, zdaniem Kauzlaricha, jest to, kto nie pojawia się w dokumencie.
— Nie ma w nim wzmianki ani o Rosji, ani o Iranie — zauważa — co jest godnym uwagi pominięciem, biorąc pod uwagę niestabilność Teheranu i eskalację napięć między Stanami Zjednoczonymi a Rosją.
W opinii Kauzlaricha TRIPP sygnalizuje długoterminową rolę Stanów Zjednoczonych w regionie, poprawia perspektywy normalizacji stosunków między Turcją a Armenią i po cichu zmienia równowagę regionalną.
Ożywia również starą debatę w Waszyngtonie.
Kauzlarich twierdzi, że administracja powinna teraz współpracować z Kongresem w celu uchylenia sekcji 907 ustawy Freedom Support Act, która ogranicza pomoc USA dla Azerbejdżanu — krok, który lepiej dostosowałby prawo amerykańskie do nowej rzeczywistości w zakresie łączności.
Dlaczego czas ma znaczenie
Dla Andrew D’Anieri z Centrum Eurazji amerykańskiego think tanku Atlantic Council znaczenie tych ram jest trudne do przecenienia — zwłaszcza teraz.
W rozmowie z Kyiv Post opisuje TRIPP jako „prawdopodobnie najbardziej jednoznacznie pozytywne osiągnięcie polityki zagranicznej drugiej administracji Trumpa”, właśnie dlatego, że godzi konkurencyjne imperatywy: połączenie Azerbejdżanu z Nachiczewanem przy jednoczesnym wyraźnym zabezpieczeniu suwerenności Armenii, wzmocnieniu Środkowego Korytarza i zapewnieniu amerykańskim firmom i rządowi udziału finansowego w sukcesie.
Równie ważne, jak twierdzi D’Anieri, jest to, co TRIPP robi w wymiarze geopolitycznym.
Rozbudowując infrastrukturę i możliwości gospodarcze zarówno Armenii, jak i Azerbejdżanu, zmniejsza on ich podatność na presję ze strony Moskwy i Teheranu. I Rosja, i Iran od dawna bowiem wywierają wpływ na oba kraje.
Wybory, bezpieczeństwo — i rosyjscy sabotażyści
Zmiana ta następuje w delikatnym momencie dla Armenii. Zbliżają się wybory parlamentarne, a Rosja nie waha się stosować ingerencji politycznej, aby chronić swoje wpływy w przestrzeni postsowieckiej.
D’Anieri spodziewa się, że Moskwa będzie próbowała osłabić TRIPP, potencjalnie poprzez wywieranie wpływu na głosowanie w Armenii.
Według niego porozumienie to również przeciwwaga — głębsze zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, realne korzyści gospodarcze i widoczne korzyści w zakresie łączności mogą wzmocnić pozycję premiera Nikola Paszyniana w wyborach.
Kolejne kroki będą miały kluczowe znaczenie. D’Anieri wskazuje na przyspieszenie normalizacji stosunków między Turcją a Armenią, w koordynacji z Waszyngtonem, jako najszybszy sposób na uwolnienie pełnego potencjału handlowego TRIPP. W dalszej kolejności chodzi też o nadanie impetu wciąż nieukończonemu porozumieniu pokojowemu między Armenią a Azerbejdżanem.
Jest to jednak coś rzadkiego w rejonie Kaukazu Południowego. Nagle szczegółowy, sfinansowany, uwzględniający suwerenność plan, który wiąże pokój z zyskiem i bezpośrednio włącza Stany Zjednoczone w gospodarczą przyszłość regionu.
W części świata, gdzie wpływ wywiera się zazwyczaj za pomocą wojska, rurociągów lub ultimatum, administracja Trumpa stawia na coś zupełnie innego — stalowe szyny, oprogramowanie celne i szlak handlowy, który po cichu zmienia mapę regionu.
To, czy plan ten przetrwa, może zależeć mniej od stali i oprogramowania, a bardziej od polityki — zwłaszcza w roku wyborczym w Erywaniu i w Moskwie, gdzie cicha ekspansja Waszyngtonu na Kaukazie Południowym raczej nie pozostanie niezauważona.