Po obietnicy Trumpa, że „pomoc jest w drodze„, napięcie rośnie z godziny na godzinę. Wszyscy zadają sobie to samo pytanie: kiedy i w jaki sposób prezydent USA włączy się w wydarzenia w Iranie? W nocy zagroził „twardą reakcją” w związku z planowanymi egzekucjami, a do wszystkich obywateli USA skierował jednoznaczny apel: „Opuszczajcie Iran natychmiast!”
Irańscy mułłowie najwyraźniej zignorowali te ostrzeżenia. Zapowiedzieli błyskawiczne procesy i egzekucje demonstrantów. Już w środę 14 stycznia — dla zastraszenia społeczeństwa — mogą zostać powieszeni pierwsi skazani. Dla Trumpa oznaczałoby to przekroczenie czerwonej linii bez żadnej dyskusji.
Iskrą, która doprowadziła do kolejnej fazy eskalacji, była zapowiedziana egzekucja dwudziestosześcioletniego właściciela sklepu Erfana Soltaniego. Został zatrzymany w piątek 9 stycznia i — bez rozprawy oraz bez dostępu do adwokata — skazany na karę śmierci. Rodzinę poinformowano, że egzekucja ma odbyć się w środę 14 stycznia.
Teraz wszystko jest na ostrzu noża — jeden ruch Teheranu może wywołać lawinę, a Trump wygląda na gotowego, by przejść od słów do czynów. Przedstawiamy możliwe scenariusze i oceniamy, co realnie może przynieść przełom.
Od początku protestów, które wybuchły 28 grudnia i według różnych źródeł pochłonęły już około 12 tys. ofiar śmiertelnych, Trump regularnie spotyka się ze sztabem na naradach kryzysowych. Przy stole zasiadają m.in. minister obrony Pete Hegseth, sekretarz stanu Marco Rubio oraz generał Pentagonu Dan „Razin” Caine.
BRENDAN SMIALOWSKI/AFP/East News / East News
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i sekretarz stanu USA Marco Rubio, Waszyngton, USA, 9 stycznia 2026 r.
Trumpa do bardziej zdecydowanych działań dodatkowo podsyca Lindsey Graham. Republikański senator z Karoliny Południowej wprost domaga się, by Trump rozpętał nad Iranem „święte piekło”.
Nie ma większego zagrożenia dla światowego porządku niż to religijne, nazistowskie reżimowe państwo
— napisał Graham na platformie X. Według niego „śmiertelny cios dla ajatollaha” powinien być połączeniem odwagi demonstrantów oraz bezwzględnej determinacji Donalda Trumpa.
Możliwe strategie Trumpa
Jak dokładnie Trump zamierza działać? Oficjalnie wiadomo niewiele, a wiele pozostaje w sferze przecieków i domysłów. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to jednak pakiet środków, czyli kombinacja nacisków gospodarczych, cyberdziałań i militarnych uderzeń — dokładnie tak, jak sugeruje Graham.
1. Gospodarczy „duszący uścisk”
Trump ma natychmiast nałożyć 25-proc. cła karne na wszystkie państwa, które robią interesy z Iranem. Wśród najważniejszych partnerów handlowych Iranu wymienia się m.in. Indie, Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Turcję.
Szwajcaria prawdopodobnie nie zostałaby objęta tym mechanizmem — eksportuje do Iranu więcej towarów, niż od niego importuje, a w dodatku w konflikcie pełni rolę pośrednika.
2. Cyberatak i wojna informacyjna
Irański reżim odciął obywateli od internetu — po prostu „wyciągnął wtyczkę z gniazdka”. W tej sytuacji pomóc ma system satelitarny Starlink Elona Muska, który w niektórych częściach kraju udostępnia bezpłatny dostęp do sieci.
Jednocześnie USA oraz ich sojusznik Izrael mogą próbować sparaliżować systemy nadzoru. Sarah Havdala z Jewish Institute for National Security of America (JINSA) napisała w Fox News, że trzeba „uderzyć w państwowe sieci monitoringu, zatrzymać rozwój Krajowej Sieci Informacyjnej i usunąć bazę danych, w której przechowuje się informacje służące do śledzenia dysydentów”.
3. Zachęty dla uciekinierów z reżimu
„Pomoc jest w drodze”, „protestujcie dalej”, „przejmujcie instytucje”. Takimi hasłami Trump ma dodawać demonstrantom ducha i motywować do wytrwania.
Równolegle może próbować doprowadzić do pęknięcia wewnątrz reżimu — na przykład oferując zachęty dla tych, którzy zdecydują się przejść na drugą stronę, oraz gwarancje bezpieczeństwa dla wybranych frakcji w aparacie władzy. Takie „pakiety” mogą obejmować nie tylko pieniądze, ale nawet amerykańskie obywatelstwo.
W praktyce autorytarne systemy rzadko upadają wyłącznie od protestów ulicznych — najczęściej kończy się to dopiero wtedy, gdy rozpadnie się elita i pęknie krąg lojalności.
4. Militarny precyzyjny cios
Precyzyjny atak na irańskie instalacje nuklearne w czerwcu 2025 r. miał pokazać, do czego armia Trumpa jest zdolna także daleko od własnych granic. Teraz na celowniku znów mogą znaleźć się obiekty strategiczne — bazy wojskowe, centra dowodzenia i kluczowe ośrodki religijnego reżimu.
EPA/Matias Basualdo / PAP
Protest przeciwko irańskiemu rządowi we Frankfurcie nad Menem, 10 stycznia 2026 r.
Takie uderzenia mogą spełnić kilka funkcji naraz: odwrócić uwagę mułłów od protestów, sparaliżować ich aparat przemocy i jednocześnie brutalnie przypomnieć o militarnej przewadze USA.
Problem dla Trumpa jest jednak jeden: jego „armada” stacjonuje obecnie na Karaibach. Serwis Defence Security Asia podaje, że „obecnie na Bliskim Wschodzie nie ma rozmieszczonych lotniskowców ani większych zgrupowań floty”. To znacząco utrudnia potencjalny atak na Iran. Z kolei kosztowna i wyczerpująca ofensywa lądowa jest praktycznie wykluczona.
Reżim wciąż trzyma się mocno
Nawet jeśli Trump sięgnie po wszystkie dostępne środki nacisku, obalenie irańskiego reżimu będzie bardzo trudne. Problem polega m.in. na tym, że opozycja jest rozbita, a wielu protestującym zależy przede wszystkim na poprawie sytuacji gospodarczej — niekoniecznie na pełnej przebudowie systemu politycznego.
Według doniesień amerykańskiej stacji NBC News, przedstawiciele władz Izraela i państw arabskich mieli doradzać administracji Trumpa, by na razie wstrzymała się z atakiem na Iran. Ich argument brzmi: lepiej poczekać, aż protesty jeszcze bardziej osłabią reżim — i dopiero wtedy uderzyć.