Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu sprawuje opiekę na 150 psami i 100 kotów. Jest to prywatne schronisko, którym od 2014 r. zarządza firma Anny Kornas. Wcześniej przez lata działało jako placówka publiczna.
Jakie problemy zostały zgłoszone w schronisku w Bytomiu?
Ile zwierząt przebywa w schronisku w Bytomiu?
Jakie działania podjęły władze miasta w związku z sytuacją w schronisku?
Czy schronisko w Bytomiu jest prowadzone przez firmę nastawioną na zysk?
Bytomskie schronisko świadczy usługi opieki nad bezdomnymi zwierzętami dla Bytomia i dziewięciu okolicznych miejscowości. Sam Bytom płaci schronisku 2 mln zł rocznie na ten cel. Od pewnego czasu w sieci zaczęły pojawiać się niepokojące doniesienia o fatalnym stanie zdrowia żyjących tam zwierząt.
— Sprawie przyglądam się od września 2025 r. kiedy dotarły do mnie pierwsze niepokojące sygnały od tamtejszych wolontariuszy. Do tej pory zgromadziłem obszerną dokumentację. Łącznie ze zdjęciami wykonanymi we wnętrzu schroniska oraz w trakcie spacerów z psami — tłumaczy radny.
Zdaniem Bartkówa władze Bytomia nie reagują na wyniki kontroli, choć każda z nich wykazuje, że schronisko stanowi zagrożenie dla zdrowia zwierząt.
— Niedawny protokół kontroli Wydziału Inżynierii Środowiska UM w Bytomiu zwraca uwagę na stan zdrowia psów. Zwierzęta mają stałe biegunki, defekują razem z krwią. Są brudne i przetrzymywane po zabiegach w wilgotnych pomieszczeniach. Wszystkie z nich mają w sobie pasożyty, co wykazały testy na ich obecność — wyjaśnia.
„Stwierdzone nieprawidłowości — w szczególności w zakresie warunków sanitarnych i zdrowotnych zwierząt — powinny być traktowane jako sprawy pilne i wymagające natychmiastowych działań naprawczych. Niestety dalsza postawa Zarządcy może prowadzić do pogłębiania się zagrożeń dla dobrostanu zwierząt oraz naruszenia interesu Gminy Bytom” — czytamy w podsumowaniu dokumentu pokontrolnego Wydziału Inżynierii Środowiska UM w Bytomiu, który pod koniec 2025 r. przeprowadził inspekcje w schronisku.

Pies żyjący w bytomskim schroniskuŻródło: Zdjęcia własne / Maciej Bartków
Z kolei kontrola Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej wykazała problemy z budami. W ich wnętrzu mają znajdować się niebezpieczne kolce. Radny dodaje, że psy są stale niedożywione, a w ich budach nie ma słomy. — To szczególnie ważne podczas mrozów — tłumaczy radny.
W sprawę zaangażowali się również lokalni społecznicy i aktywiści. Od kilku dni publikują oni w swoich mediach społecznościowych bieżące informacje dotyczące tego, co dzieje się w schronisku.
Jeden z nich zapowiedział ciche spotkanie protestacyjne pod schroniskiem, które ma zwrócić uwagę władz miasta na problem. Start o godzinie 10 w najbliższą sobotę 17 stycznia, pod siedzibą schroniska w Miechowicach przy ul. Łyszczaka 18.

Fekalia w kojcu. Schronisko w BytomiuŻródło: Zdjęcia własne / Maciej Bartków
Przedstawiciele schroniska odmówili komentarza w tej sprawie.
Miasto odpowiada na zarzuty
Władze Bytomia starają się łagodzić napięcie wokół schroniska. Ich zdaniem niedawne kontrole nie wykazały nieprawidłowości.
„Przedstawiciele Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej w Katowicach na bieżąco przeprowadzają kontrole między innymi stanu schroniskowej infrastruktury i warunków bytowania zwierząt. Urzędnicy Wydziału Inżynierii Środowiska w Bytomiu kontrolują schronisko codziennie” — czytamy w oświadczeniu na oficjalnej stronie miasta.
Jedna po serii zdjęć i niepokojących filmów urzędnicy zdecydowali się interwencję. Wszystkie kojce i budy dla psów zostały dodatkowo zabezpieczone na czas zimy. Z kolei chore i osłabione osobniki zostały tymczasowo przeniesione do zamkniętych, ogrzewanych pomieszczeń.
„Wszelkie powielane w internecie doniesienia, jakoby było inaczej, są nieprawdziwe” — podsumowują urzędnicy.
Wysłaliśmy pytania w tej sprawie do UM w Bytomiu. Nie otrzymaliśmy jeszcze oficjalnej odpowiedzi.

Schronisko w BytomiuŻródło: Zdjęcia własne / Maciej Bartków
„Tego typu schroniska powinny być prowadzone przez podmioty działające non-profit”
— Problemem jest prowadzenie biznesowej działalności w schronisku przez podmiot gospodarczy. Tego typu schroniska powinny być prowadzone przez podmioty działające non-profit, a nie nastawione na zysk firma — tłumaczy radny z Bytomia.
Do schroniska trafiają bezdomne zwierzęta z Bytomia i dziewięciu okolicznych gmin, które mają podpisaną umowę z firmą Kornas i opłacają przyjęcia zwierząt. Wśród nich są m.in. Knurów, Piekary Śląskie i Radzionków. — Władze Piekar Śląskich za wyłapanie psa ze swojego terenu płacą schronisku 2,7 tys. zł. — mówi radny.
Po medialnych doniesieniach samorząd Radzionkowa postanowił przeprowadzić dodatkową kontrolę na miejscu.
Na potrzeby swojej działalności firma Anny Kornas wynajmuje od miasta Bytom 5 kojców dla psów. Radny ujawnia, że miesięczna opłata za ich dzierżawę wynosi 189 zł. — We wrześniu 2025 r. do schroniska trafiły 42 psy z okolicznych gmin. Właścicielka schroniska trzyma je w kojcach należących do miasta Bytom, nie ponosząc żadnych dodatkowych kosztów. To czysty zysk — tłumaczy.
Dodatkowym źródłem utrzymania jest działające przy schronisku Stowarzyszenie Pomocy Porzuconym i Dręczonym Zwierzętom, której również szefuje Kornas.
— Stowarzyszenie zbiera datki, a także 1,5 proc. na schronisko. Z tych pieniędzy, według rozliczenia finansowego za 2024 r. zebrano ponad 500 tys. zł, z czego 200 tys. zł wypłacono sobie w formie wynagrodzeń — przypomina.

Bytomianie przed schroniskiemŻródło: Zdjęcia własne / Maciej Bartków
Fala oburzenia i dezinformacji
Dziś od rana przed budynkiem schroniska gromadzili się mieszkańcy Bytomia oburzeni doniesieniami medialnymi. W sieci pojawiło się wiele filmów, niestety nie wszystkie z nich są zgodne z prawdą.
Po południu w mediach społecznościowych pojawiła się informacja, że pracownicy schroniska wywożą zwłoki zwierząt z terenu placówki. Post o tej treści zamieściła na swoim profilu jedna ze znanych influencerek.
— Jest to kłamstwo — wyjaśnia radny i dodaje. — Wywożone są chłodnie, które od roku stały przy drodze dojazdowej do schroniska. Sam zwracałem na to uwagę władz Bytomia — mówi.
Prawdą jest, że na terenie schroniska od kilku dni trwa intensywne porządkowanie. — Likwidowane są między innymi domy dla wolno żyjących kotów. Okłamano nas, że to jedynie przenosiny o 30 metrów, aby znalazły się za płotem. Tak naprawdę wywieziono je do utylizacji. Koty, które przyszły się w nich schronić, siedzą teraz w ich miejscu. Są zdezorientowane — podsumowuje radny.