„Dziki” miał wznieść polskie kino na zupełnie nowy poziom. Był pierwszą rodzimą produkcją nakręconą w wielkim formacie, który umożliwia wyświetlania filmu w kinach IMAX. Został zrealizowany przy użyciu kamery ARRI ALEXA 65. Jej ogromna matryca – trzykrotnie większa od standardowego formatu Super 35 – oraz rozdzielczość 6K pozwalają uzyskać spektakularną głębię obrazu, wyjątkową plastykę i liczbę detali niespotykaną dotąd w polskich produkcjach.

„Duże siano poszło tu na kamerę, a fajnie by było, jakby Kawul się cofnął i opłacił jeszcze porządnego reżysera. Myślę, że jako producent by się sprawdził, bo pomysły na filmy ma świetne” – czytamy w opinii Łukasza Kołakowskiego. „Miliony na ekranie i kompletna pustka w środku” – podsumował jeden z widzów.

Dobrego scenarzysty też zabrakło. „Największym nieobecnym filmu jest logika. Kiedy Dziki ma szansę zabić inkwizytora, puszcza go wolno. Kiedy inkwizytor ma szansę zabić Dzikiego, puszcza go wolno. Po co w ogóle banda Dzikiego ukradła insygnia, skoro nie robią z nich żadnego użytku? Jak Maciej w finale przeżył spotkanie z inkwizytorem? Jak to możliwe, że inkwizytorowi nic się nie stało po „prezencie” od księdza? Czemu służy widowiskowa scena zbiorowa na końcu?” – czytamy w recenzji Jakuba Tyszkowskiego.

Wiele więc wskazuje na to, że – podobnie jak w przypadku poprzedniego filmu Kawulskiego „Akademia pana Kleksa” – „Dziki” będzie rywalizował głównie o polskie antynagrody. W wywiadzie dla WP reżyser powiedział: „Jeżeli po drugiej stronie widzisz zadowolone dzieciaki, a grupa sfrustrowanych dorosłych robi konkurs i rozdaje Węże, to dla mnie są niezauważalni”. Być może dorosłych widzów faktycznie trudniej jest zadowolić, a Kawulski powinien ograniczyć się do kręcenia filmów dla dzieci? Trochę jednak żal tych dzieci…

W kinach „Dziki” poniósł spektakularną klapę. Spodziewaliśmy się, że będzie wyświetlany w kinach Imax, ale tam od trzech tygodni rządzi „Avatar: Ogień i popiół”, który ma na koncie 1,8 mln widzów. Tymczasem film Macieja Kawulskiego w ciągu 10 dni wraz z przedpremierowymi pokazami obejrzało zaledwie 50 tys. osób. Tak słabego wyniku nikt się chyba nie spodziewał. Podczas drugiego weekendu „Dziki” zebrał już tylko 8,8 tys. osób, a to oznacza, że film został „niezauważony” czy też zignorowany przez widzów i bardzo szybko zniknie z repertuarów kin.