W obliczu wojny w Ukrainie prezydent Władimir Putin skupia całą uwagę na ukraińskim froncie, zaniedbując dotychczasowych sojuszników. Wenezuela, Syria, Kuba i Iran – państwa, które przez lata liczyły na wsparcie Kremla – dziś czują się pozostawione same sobie w kluczowych momentach kryzysu – podaje agencja Bloomberga.
Grupa szamanów i uzdrowicieli z wybrzeża, regionów andyjskich oraz amazońskich Peru trzyma wizerunek prezydenta Rosji Władimira Putina podczas odprawiania rytuałów na zakończenie roku
/CONNIE FRANCE/AFP/East News /East News
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Rosyjska inwazja na Ukrainę całkowicie zdominowała politykę zagraniczną Kremla. W efekcie strategiczni partnerzy Rosji na innych kontynentach zaczęli odczuwać brak wsparcia. Wenezuela, która przez lata budowała relacje bezpieczeństwa z Moskwą, dziś uznaje je za iluzoryczne. Podobne nastroje panują w Damaszku, Teheranie i Hawanie – informuje agencja Bloomberga.
Najbardziej spektakularnym przykładem osłabienia rosyjskiego wsparcia jest sytuacja w Wenezueli. Po schwytaniu Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie, wenezuelscy urzędnicy nie kryją rozczarowania postawą rosyjskich i kubańskich służb specjalnych, które nie zdołały ochronić prezydenta, pomimo gróźb płynących z Waszyngtonu.
Szczególne pretensje Wenezuelczycy mają do Kuby, której agenci działali w charakterze osobistej ochrony Maduro. Dni po zakończeniu operacji specjalnej przez amerykańskie siły specjalne, Hawana poinformowała o śmierci 32 swoich obywateli w Wenezueli, a – jak donosi Bloomberg – relacje między resortami bezpieczeństwa obu krajów znacznie się pogorszyły.
Zawiodły także rosyjskie systemy obrony powietrznej S-300 i Buk-M2 oraz wsparcie cybernetyczne, co umożliwiło Amerykanom przeprowadzenie skutecznej operacji. Wsparcia z Moskwy zabrakło także po amerykańskiej interwencji, w związku z czym następczyni Maduro Delcy Rodriguez musi tańczyć, tak jak zagra jej administracja w Waszyngtonie i pokornie zgadzać się na „oferty współpracy” z USA.
Władimir Putin nie odniósł się jeszcze publicznie do działań USA w Wenezueli, a rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało dość formalne oświadczenie, w którym podkreśliło, że takie działania naruszają podstawowe zasady prawa międzynarodowego, co dopełnia obrazu dość obcesowego potraktowania bliskiego partnera.
Kuba, pozbawiona tradycyjnego patrona, pogrąża się w kryzysie humanitarnym. Iran, który w ubiegłym roku padł ofiarą amerykańskich bombardowań, zmaga się z masowymi protestami i groźbą kolejnych ataków. W obu przypadkach rosyjska pomoc okazała się niewystarczająca.
Według źródeł Bloomberga zbliżonych do Kremla, Rosja obecnie bardziej ceni sobie relacje z USA niż z dawnymi sojusznikami. Choć Moskwa oficjalnie potępia działania Waszyngtonu w Wenezueli, nie zamierza angażować się w konflikt. Priorytetem pozostaje zakończenie wojny w Ukrainie na własnych warunkach.
Osłabienie rosyjskich sojuszy może mieć dalekosiężne skutki dla układu sił na świecie. Wenezuela już zaczyna zbliżać się do USA, a inne państwa autorytarne mogą pójść w jej ślady. Dla Kremla to sygnał, że utrzymanie dotychczasowych wpływów będzie coraz trudniejsze, zwłaszcza jeśli wojna w Ukrainie się przedłuży. To także wskazuje na fakt, że osiągnięcie porozumienia w Ukrainie będzie bardzo trudne.