Środowa sesja nie należała do udanych dla spółek zarządzających sieciami sklepów spożywczych. Stosunkowo nieźle poradziła sobie Żabka, tracąc niewiele ponad 1 proc. wartości, czyli mniej więcej tyle co szeroki rynek. Mocniej, bo momentami nawet o ponad 3 proc., w trakcie sesji taniały akcje Eurocashu, który łączy hurt z detalem, ale najwyraźniej przecena dała się we znaki Dino. Te papiery zniżkowały chwilowo nawet o ponad 6 proc.



– Z pewnością Jeronimo Martins postraszyło rynek – mówi Adrian Górniak, analityk Domu Maklerskiego Ipopema Securities.

Główny gracz nadaje kierunek

Według wstępnych wyników należąca do notowanego w Lizbonie Jeronimo Martins Biedronka miała w 2025 r. 25,3 mld EUR przychodów (w przeliczeniu 107 mld zł), czyli o 7,5 proc. więcej niż rok wcześniej (o 5,9 proc. więcej w polskiej walucie). Tyle że kluczowa dla handlu detalicznego sprzedaż LfL, czyli na tej samej bazie sklepów (bez uwzględnienia nowych placówek), wzrosła w euro o 1,9 proc., czyli wolniej od inflacji. W ostatnim kwartale roku sieć odnotowała ponadto niewielką deflację w swoim koszyku. Podczas środowej sesji w Lizbonie kurs Jeronimo Martins spadał o ponad 4 proc.

– Wyniki są mieszane. Detalista spełnił oczekiwania na cały 2025 r. w zakresie wielkości sprzedaży, ale wynik na poziomie LtL jest poniżej oczekiwań. Spadek cen w koszyku zakupowym w czwartym kwartale źle wróży branży FMCG [dóbr szybkozbywalnych – red.], gdyż obniża potencjał do poprawy marżowości. Tym bardziej że spodziewany na ten rok wzrost cen żywności jest mniejszy od tego z roku ubiegłego. To negatywny sygnał dla Dino i Eurocashu. Żabka jest mniej wrażliwa na trendy cen żywności – komentuje Janusz Pięta, analityk Biura Maklerskiego mBanku.

Specjalista Ipopemy uważa, że to właśnie wyniki Biedronki odbiły się na kursach sieci spożywczych notowanych na warszawskiej giełdzie.

– Sprzedaż Biedronki nieco rozczarowała, uwzględniając deflację koszyka zakupowego. Do tego Biedronka nasiliła akcje promocyjne, żeby mocno zwiększyć wolumeny – wyjaśnia Adrian Górniak.

Biedronka jest głównym graczem na krajowym rynku sprzedaży detalicznej i to, co się w niej dzieje, zwykle ma wpływ na postrzeganie innych firm z tego sektora. Analityk Ipopemy także uważa, że w mniejszym stopniu dotyczy to Żabki.



– Ta spółka jest relatywnie mało wrażliwa na informacje z Biedronki, gdyż to nie jest klasyczny format sprzedażowy, różni się od dyskontów czy supermarketów. Żabka, funkcjonując w formacie convenience, ma inny koszyk zakupowy, w którym istotną rolę grają takie produkty jak alkohol czy papierosy – tłumaczy Adrian Górniak.



Dodaje, że Eurocash jest znacznie bardziej podobny do formatu Biedronki, prowadząc m.in. markety Delikatesy Centrum czy franczyzową sieć Lewiatan. Zwykle informacje napływające z Biedronki największy wpływ mają na Dino i pewnie dlatego kurs tej spółki spada w środę najmocniej w segmencie detalicznym.

Pracownicy walczą o podwyżki

Sprawę pogarsza fakt, że spór zbiorowy Dino z pracownikami wkracza właśnie w kluczową fazę. Na ten tydzień zaplanowano obowiązkowe spotkania dotyczące rokowań z udziałem obu stron, co jest wymagane przez ustawę.

– To dodatkowo wzmacnia negatywny sentyment względem Dino. Choć ten temat w mediach branżowych przewija się już od pewnego czasu – uważa Adrian Górniak.

Związkowcy domagają się podwyżki wynagrodzeń o 900 zł brutto, argumentując, że obecne pensje w wielu przypadkach ledwo przekraczają ustawową płacę minimalną. Do tego chcą utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych i zwiększenia zatrudnienia w sklepach i magazynach, by ulżyć obecnie zatrudnionym.

– Ewentualna podwyżka płac w wysokości, jakiej domagają się pracownicy, mogłaby mieć istotny wpływ na koszty ponoszone przez Dino. To znaczniej więcej niż podwyżki, jakie na ten rok zapowiedzieli konkurenci z branży – zwraca uwagę specjalista Ipopemy.

Biedronka już zapowiedziała, że w tym roku pensje wzrosną, przykładowo na stanowisku kasjera o 150 zł, menedżerowie natomiast dostaną 250 zł więcej. Lidl kasjerom podniesie pensje o 350 zł, a pracownikom magazynów o 500 zł.