Według twórców „Stanu Wyjątkowego” między Morawieckim a Kaczyńskim zaczęło się psuć jeszcze bardziej pod koniec ubiegłego roku.

— Słyszałem, że dla Kaczyńskiego było szokiem to, że Morawiecki nie przyjechał na Prezydium Komitetu Politycznego, które miało się odbyć jeszcze przed świętami. Wówczas miało dojść do pierwszego spotkania maślarzy z harcerzami. Morawiecki nie przyjechał. Wykorzystał pretekst, że jest na Podkarpaciu z Beatą Szydło i Danielem Obajtkiem na spotkaniu z wyborcami. Tłumaczył się potem Kaczyńskiemu, że nie mógł dojechać. Nikt w to nie wierzy. Prezes podobno był w szoku. Kaczyński potraktował to jako potwarz — ujawnia Andrzej Stankiewicz.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Prowadzący podkreślają, że spotkanie na Podkarpaciu było dawno zaplanowane i Kaczyński wiedział o tym, a wezwanie było niejako testem lojalności dla byłego premiera.

— Kaczyński wiedział, że Morawiecki ma zaplanowane spotkanie, mimo to go wezwał. Morawiecki przede wszystkim nie pojawił się, bo wiedział, że to może wyglądać jak sąd nad nim, że maślarze są przygotowani, żeby dokonać jakiejś politycznej egzekucji — dodaje Stankiewicz.

Kamil Dziubka przyznaje, że słyszał, że Mateusz Morawiecki zrobił to z premedytacją.

— Zgoda Morawieckiego na ściągnięcie go do Warszawy oznaczałaby, że Kaczyński może go złamać i może z nim zrobić wszystko. Z jednej strony Kaczyński oczywiście mógł być w szoku, ale myślę, że on już nie takie rzeczy widział w polityce. Jednak zrozumiał, że Morawiecki pewne granice postawił. Po pierwsze nie da się złamać. Po drugie, nie da się łatwo wypchnąć z tej partii — podkreśla Dziubka.