— To była kampania. Jeśli jakiś polityk będzie potrzebował pomocy, to doradzę. To były szalone trzy miesiące. Ogromne tempo. Działania mojego zespołu były bardzo skoncentrowane. Wiedzieliśmy, co i jak chcemy zrobić, wiedzieliśmy, co publikować, gdzie jechać, co robić, kogo zachęcać — opisała wicemistrzyni olimpijska, dodając, że w Nowym Sączu, skąd pochodzi, i powiecie limanowskim trudno było nie zauważyć plakatów. Zachęcały one do głosowania na Zwolińską z prostym komunikatem jak to trzeba zrobić.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Tak ta praca ją wciągnęła, że potrafiła obudzić się w środku nocy, mając przygotowany przekaz: „cześć, nazywam się Klaudia Zwolińska i zostałam nominowana”.
— Moja wygrana to taki symbol, że wywodząc się z niszowej dyscypliny jest to możliwe. Cieszę się, że taki „no name”, jak mnie ładnie nazwali, wygrał taki plebiscyt — dodała.
Zwolińska przy swojej nominacji miała olbrzymi atut w postaci dwóch złotych (K1 i C1) i jednego brązowego medalu (cross) mistrzostw świata w kajakarstwie górskim, wywalczonych w Australii. Co prawda docierały do niej negatywne komentarze, że ta wygrana jej się nie należała. Tak naprawdę przyznała, że liczyła na miejsce w pierwszej trójce plebiscytu.
— Miałam wrażenie, że właśnie dużo osób się cieszy, że taka świeżość napłynęła. Że ktoś inny, ktoś niespodziewany, że to była właśnie niespodzianka i to wcale nie przyszło za darmo. A co może dać tytuł Sportowca Roku jak nie trzy medale mistrzostw świata. To znaczy, że jest to możliwe. Potwierdziłam swoją obecność w elicie polskiego sportu, ale do ikon mi jeszcze brakuje — oceniła.
Kajakarka przyznała, że po swoim sukcesie w plebiscycie spotkała ją już niejedną przykra sytuacja. Związane jest to z udzielaniem wywiadów. Zauważyła, że niektórzy dziennikarze wyciągają z kontekstu jej wypowiedzi, „jakąś rysę i robią z tego tytuły, które potem się bardzo mocno klikają”. Zaznaczyła, że nie jest do tego przyzwyczajona i jest to dla niej po prostu krzywdzące, a niektóre reakcje osób wręcz szokujące.
27-latka rozwinęła swoją myśl z sobotniej gali, na której powiedziała, że jest „jednym chaosem”. Stwierdziła, że nawet to jest zabawne, gdyż jako sportsmenka jest osobą zadaniową, wprost perfekcjonistką, jeżeli chodzi o treningi i starty. Natomiast w życiu prywatnym jest bardzo słabo zorganizowana. Ma wiele pomysłów, które od razu chce realizować. Wprost rozpiera ją energia.
Laureatka dotrwała ze swoim partnerem, byłym kajakarzem Grzegorzem Hedwigiem, do tradycyjnej jajecznicy serwowanej przed piątą rano przez organizatorów Balu Mistrzów Sportu.
— Była to superjajecznica, robili tutaj live cooking. Żadnego proszku, to była naprawdę prawdziwa jajecznica. Bardzo dobra, z dodatkami. Dotrwałam do niej, ale naprawdę byłam już zmęczona i chciałam wcześniej udać się do hotelu — przyznała.
Kajakarstwo górskie coraz popularniejsze. „Można trenować wszędzie”
Ktoś ją zatrzymał po drodze i powiedział, że „chyba zwariowałaś, nie masz szans, siedź tu do jajecznicy i koniec”.
Zwolińska przyznała, że rozpoznawalność dyscypliny w Polsce się zmienia. Na spotkaniach nie musi już tłumaczyć, na czym polega slalom w kajakarstwie górskim. Ludzie ją dobrze kojarzą. Są chętne dzieci do uprawiania tego sportu. Brakuje tylko infrastruktury. Ma nadzieję, że powstanie tor w Nowym Sączu, a renowacji zostanie poddany ten istniejący, w Krakowie.
— Kajakarstwo można trenować wszędzie. Można zacząć na Wiśle, na moim Dunajcu czy na jakiejkolwiek innej rzece, czy zbiorniku wodnym. Bardzo chcę połączyć nasze środowisko kajakowe, które uważam, że działa osobno. W czasie plebiscytu się połączyliśmy i widzieliśmy, jaka to była moc — stwierdziła.
Pod względem sportowym rok 2026 dla Zwolińskiej będzie ważny, gdyż lipcowe mistrzostwa świata w Oklahoma City, będące kwalifikacją olimpijską, zostaną rozegrane na torze, arenie igrzysk Los Angeles 2028. Poprzedzą je dwa Puchary Świata, w Słowenii i Czechach, gdzie także będzie można uzyskać bilet olimpijski.
— To będzie ode mnie wymagało skoncentrowania się w 100 procentach na sporcie, żeby kwalifikację olimpijską zdobyć jak najszybciej. Żeby już można było się koncentrować na przygotowaniach do samych igrzysk. Sezon zakończę mistrzostwami Europy (we wrześniu we Włoszech — PAP), które będą taką wisienką na torcie — zapowiedziała kajakarka, która w Los Angeles planuje wystąpić w trzech konkurencjach. Dobrą dla niej wiadomością jest to, że jeżeli wypełni normę kwalifikacyjną w jednej, to będzie miała prawo startu w pozostałych.
Zwolińska nie byłaby jednak sobą, gdyby nie chciała wcielić w życie jednego ze swoich kolejnych pomysłów. Marzy jej się, aby w Krakowie na tamtejszym torze zorganizować wielką imprezę.
— Z przyjaciółmi pomyśleliśmy, że fajnie by było trochę wyedukować nasze społeczeństwo na temat samego kajakarstwa. To jest na tyle duży dział sportu, że warto by było zorganizować taką imprezę, która będzie łączyła całą społeczność kajakową, amatorów, turystykę, ale też sport zawodowy — wyjawiła.
Impreza miałaby mieć formę rodzinnego pikniku, żeby każdy mógł spróbować swoich sił na wodzie i poznać trochę kajaki od środka.
— Uważam, że z nagrodą Sportowca Roku te moje cele będzie można łatwiej zrealizować. Podkreślam, że zaczynam walkę o igrzyska olimpijskie i to będzie na pewno to dla mnie priorytetem w tym roku. Jestem osobą zadaniową na tyle, że jak sobie postawię dużo zadań, to wszystkie wykonam. Szczególnie teraz mam taką motywację, bo z tą statuetką też mam jakieś zobowiązania, prawda? — podsumowała wicemistrzyni olimpijska.
Marek Skorupski (PAP)
mask/ cegl/
Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa